Elon Musk i Mark Zuckerberg nigdy nie mieli ze sobą po drodze, ale konflikt pomiędzy dwoma miliarderami rozgorzał na dobre w połowie 2023 roku, kiedy to twórca Facebooka ogłosił uruchomienie platformy Facebook Threads, bezpośredniego rywala dla należącego do Muska serwisu X (dawny Twitter).
Szef Tesli i SpaceX stwierdził wówczas, że po uruchomieniu nowego projektu powiązanego z Facebookiem "cały świat znajdzie się pod kciukiem Zucka, bez żadnych alternatyw". Musk na tym nie poprzestał, gdyż postanowił wyzwać swojego biznesowego rywala do walki. I wcale nie chodziło o starcie na słowa.
"Jestem gotowy na walkę w klatce, jeśli on się zgodzi" – pisał Elon Musk pod koniec czerwca ubiegłego roku. Zuckerberg, który od wielu lat trenuje ju-jitsu, wyzwanie przyjął. "Wyślij mi lokalizację" – odparował. Przez kolejne tygodnie miliarderzy wymieniali się w internecie "uprzejmościami", a ich otoczenie szukało terminu oraz miejsca dla "walki stulecia". Jedną z propozycji było nawet rzymskie Koloseum. Do wyczekiwanego przez cały świat starcia na pięści jednak nie doszło, a sam Musk w pewnym momencie stwierdził, że jest gotowy wejść ze swoimi rywalem do klatki, ale nie po to, aby walczyć, lecz debatować.
Teraz marzenia o walce miliarderów można ostatecznie odłożyć na bok. W ostatnich tygodniach Elon Musk i Mark Zuckerberg zawarli zaskakujący sojusz, a osobą, która ich pogodziła, okazał się Donald Trump.
O ile Elon Musk dołączył do drużyny Trumpa już wiele miesięcy temu i walnie przyczynił się (między innymi za sprawą propagandy sączącej się z platformy X) do zwycięstwa kandydata Republikanów w wyborach prezydenckich, o tyle Zuckerberg przez lata kojarzony był raczej z liberalną stroną amerykańskiej sceny politycznej.
Po ostatnich wyborach "Zuck" postanowił jednak całkowicie odciąć się od administracji Joe Bidena. Na początku stycznia miliarder pojawił się w popularnym podcaście Joe Rogana, gdzie nie szczędził słów krytyki wobec ustępującego prezydenta i jego politycznego środowiska.
"Amerykański rząd powinien bronić swoich firm, a nie być ostrzem wymierzonej w nie włóczni" - wyjaśniał w rozmowie z Roganem, odnosząc się do problemów jego przedsiębiorstwa podczas rządów Joe Bidena. Szef Mety wspominał, że w czasie pandemii COVID-19 administracja Bidena "krzyczała" i "straszyła" pracowników jego firmy, próbując zmusić ich do cenzurowania treści zamieszczanych na Facebooku.
Miliarder przyznał, że w wyniku nacisków fact-checking prowadzony przez moderację Mety przypominał "coś rodem z 1984 roku", co prowadziło do przekonania, że weryfikatorzy treści w jego firmie "byli zbyt stronniczy".
Jednocześnie stwierdził, że jest "optymistą" co do powrotu Trumpa do Białego Domu. "Myślę, że chce, aby Ameryka wygrała" – zaznaczył. Zapowiedział też szereg zmian na Facebooku, w tym "poluzowanie moderacji" oraz całkowitą rezygnację z fact-checkingu na rzecz znanych z serwisu X "notatek społeczności".
Wcześniej Meta ogłosiła, że Dana White, szef UFC, największej organizacji mieszanych sztuk walki (MMA) oraz wieloletni przyjaciel Donalda Trumpa, dołączy do zarządu firmy. W grudniu ub. roku amerykański koncern przekazał natomiast 1 mln dolarów na rzecz funduszu inauguracyjnego prezydenta-elekta.
Zwrot Zuckerberg w kierunku Donalda Trumpa i środowiska Partii Republikańskiej spotkał się oczywiście z ostrą krytyką komentatorów politycznych, którzy wytykają mu "brak moralnego kręgosłupa" i bycie "polityczną chorągiewką".
Cztery lata temu szef Mety Mark Zuckerberg zablokował konta Donalda Trumpa na Facebooku i Instagramie, twierdząc, że ryzyko związane z pozwoleniem na dalsze korzystanie z tych platform było ‘zbyt duże’. Miało to miejsce po tym, jak Trump wielokrotnie używał tych stron do rozpowszechnienia wyborczych kłamstw. […] Teraz Zuckerberg jasno daje do zrozumienia, że Meta i MAGA mogą się dogadać
Jedynymi wartościami, którym służą ostatnie decyzje Zuckerberga, są zyski Mety oraz jego umiejętność dostosowywania się do panujących trendów politycznych
– skomentował z kolei ostatnie działania Zuckerberga Austin Sarat z portalu Salon.
Sam Donald Trump nie ma żadnego problemu z nagłym "nawróceniem" szefa Facebooka. Choć jeszcze we wrześniu 2024 roku były i przyszły prezydent twierdził, że Zuckerberg może "spędzić resztę swojego życia w więzieniu", to jednak po zwycięskich wyborach już dwukrotnie gościł go na prywatnej audiencji w swojej słynnej rezydencji w Mar-a-Lago, gdzie rozmawiali o przyszłej współpracy.
Łatwo można się domyślić, czego Donald Trumpa chce od Marka Zuckerberga. Szef Mety ma – podobnie jak Elon Musk – pomóc mu w rozmontowaniu "ideologii woke", która zdaniem Trumpa jest dziś jednym z największych zagrożeń dla ludzkości.
Na co liczy natomiast Zuckerberg? Niejako zdradził to podczas wizyty w podcaście Joe Rogana. Szef Mety chce pomocy Trumpa w walce z Unią Europejską, która w ostatnich latach wielokrotnie uderzała w jego biznes. Na szczycie listy życzeń twórcy Facebooka znajdują się jednak kwestie związane z dalszym rozwojem branży sztucznej inteligencji.
Muska i Zuckerberga pogodził ze sobą bowiem nie tylko wspólny sojusznik, ale również wspólny wróg. Jest nim Sam Altman, współzałożyciel i szef OpenAI, firmy, która wciąż rozdaje karty w wyścigu o przyszłość generatywnej sztucznej inteligencji.
Elon Musk był jednym z pierwszych inwestorów OpenAI. W 2018 r. odszedł jednak z zarządu organizacji, tłumacząc to konfliktem interesów. Od tego czasu stał się jednym z najbardziej zajadłych krytyków Sama Altmana i kierunku, w którym zmierza OpenAI.
Ta krytyka wzmogła się, gdy w 2019 r. Microsoft zainwestował 1 mld dolarów w OpenAI. W ostatnich latach Musk złożył szereg pozwów przeciwko organizacji. W jednym z nich stwierdził, że Sam Altman oraz Greg Brockman, drugi z założycieli OpenAI "zmanipulowali go", a następnie sprzeniewierzyli się wizji OpenAI jako organizacji non-profit.
W odpowiedzi na ten pozew Altman stwierdził, że Musk wielokrotnie namawiał go na to, aby przekształcić OpenAI w biznes for-profit. "Elon nie tylko chciał, ale faktycznie stworzył nastawioną na zysk nową strukturę. Kiedy nie otrzymał większościowego udziału i pełnej kontroli, odszedł i powiedział, że poniesiemy porażkę" – podkreślił Altman.
Warto przypomnieć, że w marcu 2023 roku Musk założył firmę xAI, której kluczowym produktem jest chatbot AI Grok, bezpośredni rywal rozwijanego przez OpenAI od lat ChataGPT.
Zuckerberg również ma na pieńku z OpenAI. Choć Meta zainwestowała miliardy w rozwój swojego projektu Meta AI, to jednak wciąż przegrywa z OpenAI w wyścigu o przyszłość sztucznej inteligencji. Firma sama się do tego przyznała. W e-mailu wysłanym w październiku 2023 r. wiceprezes Meta ds. generatywnej AI Ahmad Al-Dahle stwierdził, że firma potrzebuje "swojego GPT-4", odnosząc się do dużego modelu językowego ogłoszonego przez OpenAI w marcu tego samego roku. Dodał też, że Meta musi nauczyć się "jak przesuwać granicę, aby wygrać ten wyścig".
Zuckerberg, podobnie jak Elon Musk, za wszelką cenę nie chce dopuścić do przekształcenia OpenAI w organizację for-profit. Jeszcze w październiku wysłał on w tej sprawie list do prokuratora generalnego Kalifornii Roba Bonty.
W liście Meta argumentuje, że OpenAI "nie powinno się pozwalać na łamanie prawa poprzez przejmowanie i przywłaszczanie aktywów zgromadzonych jako organizacja non-profit i wykorzystania ich do osiągnięcia potencjalnie ogromnych prywatnych korzyści". W dokumencie firma wyraża też pełne wsparcie dla Elona Muska w jego sądowej walce z Open AI. Czytamy w nim, że Musk jest "wykwalifikowany i dobrze przygotowany do reprezentowania interesów Kalifornijczyków w tej sprawie".
Zuckerberg i Musk liczą, że mając ucho prezydenta USA uda im się ostatecznie powstrzymać OpenAI przed przekształceniem w komercyjny biznes. Jednocześnie będą namawiać Donald Trumpa do poluzowania prawnych restrykcji związanych ze sztuczną inteligencją.
Sam Altman bynajmniej nie pozostaje obojętny na zakusy swoich biznesowych rywali. Pod koniec grudnia w rozmowie z serwisem The Free Press wyraził nadzieję, że jego osobiste utarczki z Elonem Muskiem nie będą mieć wpływu na polityczne działania jego oponenta.
Wydaje mi się, że możesz zachowywać się jak palant na Twitterze, ale jednocześnie nie nadużywać systemu kraju, w którym obecnie pełnisz ważną polityczną rolę. To dwie różne kwestie
– stwierdził. Jednocześnie Altman zadeklarował chęć bliskiej współpracy z administracją Donalda Trumpa i podkreślił, że liczy na jego działania na rzecz ożywienia branży AI. Podobnie jak Zuckerberg, wsparł również fundusz inauguracyjny nowego prezydenta kwotą 1 mln dolarów.
Trudno dziś wyrokować, który z miliarderów ostatecznie zwycięży w walce o prymat w branży generatywnej sztucznej inteligencji. Jednak bez względu na wszystko największym zwycięzcą i tak będzie Donald Trump. "Podczas pierwszej kadencji wszyscy chcieli ze mną walczyć. Teraz wszyscy chcą być moimi przyjaciółmi" – stwierdzi 47. prezydent USA tuż po wygranych wyborach.