Signal to bezpieczny komunikator, ale nie w rękach ludzi Trumpa. "To byłby najgorszy scenariusz"

Daniel Maikowski
Aplikacja Signal, którą ludzie Donalda Trumpa używali do omawiania tajnych planów wojskowych to jeden z najbezpieczniejszych komunikatorów na rynku. Problem w tym, że nawet najbardziej bezpieczne narzędzie na niewiele się zda, gdy osoba z niego korzystająca okaże się półgłówkiem.
USA-IRELAND/
Fot. REUTERS/Evelyn Hockstein

W ubiegłym tygodniu Jeffrey Goldberg, redaktor naczelny magazynu "The Atlantic" opublikował artykuł, który brzmi jak scenariusz filmu szpiegowskiego. Okazało się, że autor przypadkowo został dodany do prywatnej grupy w komunikatorze Signal, której członkowie omawiali plany amerykańskiego ataku wojskowego na cele terrorystycznej grupy Huti w Jemenie. 

Zobacz wideo Łukasz Nowatkowski: Nie aktualizujesz telefonu? Sam się narażasz!

W składzie grupowego czatu o nazwie "Houthi PC small group" znaleźli się najważniejsi ludzie prezydenta Donalda Trumpa, w tym wiceprezydent J.D. Vance i Michael Waltz, doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego. To ten ostatni ma odpowiadać za przypadkowe doproszenie Jeffreya Goldberga do grupy. Sytuacja jest o tyle skandaliczna, że dzięki temu dziennikarz mógł zapoznać się ze szczegółami planowanego ataku na kilka godzin przed jego realizacją.  

Choć Signalgate (bo taką nazwą ochrzczoną aferę) zatacza coraz szersze kręgi, a administracja Donalda Trumpa jest szeroko krytykowana za zlekceważenie wszelkich procedur bezpieczeństwa, to jednak sam prezydent USA zdaje się bagatelizować sytuację. 

- Michael Waltz dostał lekcję, jest dobrym człowiekiem - stwierdził Trump w rozmowie telefonicznej z NBC News. - To jedyna wpadka w czasie dwóch miesięcy (prezydentury – red.) i nie okazała się ona zbyt poważna – dodał amerykański prezydent.

Prezydent Trump nadal ma pełne zaufanie do swojego zespołu do spraw bezpieczeństwa narodowego, w tym do doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego Mike’a Waltza

- oświadczyła natomiast w poniedziałek rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Sam Michael Waltz co prawda wziął na siebie odpowiedzialność za incydent, ale do dymisji podawać się nie zamierza. - To ja stworzyłem tę grupę. To jest zawstydzające. Zamierzamy dojść do sedna sprawy - stwierdził.

Signal to jeden z najbezpieczniejszych komunikatorów na świecie. Ale...

Aplikacja Signal, którą amerykańscy oficjele używali m.in. do omawiania planów wojskowych, to jeden z najbezpieczniejszych komunikatorów na świecie, który od lat cieszy się renomą - również wśród ekspertów specjalizujących się w zagadnieniach związanych z cyberbezpieczeństwem.

Wynika to z kilku powodów. Po pierwsze, zapewnia on pełne szyfrowanie end-to-end (E2EE) - wszystkie wiadomości, połączenia głosowe i wideo są szyfrowane co oznacza, że tylko nadawca i odbiorca mogą je odczytać. Nawet serwery Signala nie mają dostępu do treści rozmów.

Po drugie, narzędzie to nie jest powiązane z żadną wielką korporacją ani rządem. Jego właścicielem jest organizacja non-profit (Signal Foundation), która nie zarabia na reklamach ani sprzedaży danych. Do tego dochodzi otwarty kod źródłowy. Kod aplikacji jest publicznie dostępny, co pozwala ekspertom ds. bezpieczeństwa regularnie sprawdzać, czy nie ma w nim luk i tzw. backdoorów. Signal oferuje również swoim użytkownikom szereg dodatkowych zabezpieczeń, takich jak możliwość ustawienia kodu PIN, blokady ekranu, włączenie funkcji autodestrukcyjnych wiadomości oraz ukrywanie nadawców.

Sęk w tym, że w przypadku Signalgate winnym okazał się nie sam komunikator i jego zabezpieczenia, ale ludzka głupota. Michael Waltz, który pełni funkcję (powtórzmy to raz jeszcze) doradcy prezydenta Trumpa ds. BEZPIECZEŃSTWA NARODOWEGO, dodał do prywatnej grupy osobę, która nigdy nie powinna się w niej znaleźć. Co więcej, przez kilka dni żaden z uczestników nie zorientował się, że "na pokładzie znalazł się pasażer na gapę". A mówimy przecież o osobach, które kwestie cyberbezpieczeństwa powinny mieć w małym palcu. Dość powiedzieć, że jednym z członków grupy był szef CIA John Ratcliffe.

Sam Jim Ratcliffe również lekceważy aferę. We wtorek podczas posiedzenia komisji Senatu USA do spraw wywiadu stwierdził m.in., że "nie ma przeszkód, żeby korzystać z tego komunikatora w celach służbowych. "Poruszane tam tematy nie zawierały tajnych informacji" – przekonywał Ratcliffe. Innego zdania są jednak eksperci ds. cyberbezpieczeństwa

Trzeba też jasno powiedzieć, że choć Signal zapewnia szyfrowanie i umożliwia poufne prowadzenie rozmów przez internet, to nie jest odpowiednią platformą do tego typu dyskusji z prostego powodu. Jeśli wywiad obcego w stosunku do USA państwa zainfekował smartfon któregokolwiek z uczestników grupy złośliwym oprogramowaniem, to bez jakiegokolwiek przełamywania zabezpieczeń Signala, mógł robić zrzuty ekranu i zapoznać się z całością komunikacji. A na zainfekowanie telefonów osób, które uczestniczyły w tej grupie pewnie czai się wielu rządowych hakerów i przypadki tego typu miały już miejsce

- wyjaśnia serwis Niebezpiecznik.

Jak zauważa z kolei agencja AP, Signal, mimo że oferuje pełne szyfrowanie, nie został zatwierdzony przez amerykańskie służby do przesyłania informacji niejawnych, a 14 marca br., czyli na dzień przed atakami na Jemen, Departament Obrony ostrzegał o jego podatności na ataki hakerskie, zwłaszcza ze strony Rosji. 

Były oficer CIA grzmi. "To byłby najgorszy scenariusz"

I tu dochodzimy do jednego z najbardziej niepokojących aspektów całej sprawy. Okazuje się bowiem, że w momencie omawiania planów wojskowych na Signalu, jeden z uczestników grupy "Houthi PC small group" przebywał... w Moskwie. Chodzi o Steve'a Witkoffa, specjalnego wysłannika USA ds. Bliskiego Wschodu. 

"Zastanawiam się, czy zabrał go na Kreml i poprosili go, żeby zostawił go na zewnątrz i to zrobił. To byłby najgorszy scenariusz. Albo trzymał go przy sobie, a oni po prostu zdarli z niego wszystko, co mogli, podczas gdy rozmawiał z Putinem" - zauważa w rozmowie z Polską Agencją Prasową były pracownik Pentagonu, który pragnął zachować anonimowość.

Gdybym ja lub ktokolwiek z nas zrobił coś takiego, natychmiast zostalibyśmy zwolnieni. Ta sprawa ośmiesza Stany Zjednoczone przed całym światem

- stwierdził z kolei John Sipher, były wysoki rangą oficer CIA, który w Centralnej Agencji Wywiadowczej spędził trzy dekady. "Myślę, że oni traktują bezpieczeństwo narodowe jak politykę wewnętrzną. Kłamią, przemilczają sprawy i próbują zmieniać tematy, zamiast brać za to odpowiedzialność - dodał ekspert, cytowany przez PAP.

Daniel Maikowski
Więcej o: