W czwartek 26 czerwca około godziny 13 czasu polskiego załoga misji Axiom 4 zadokuje do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Tym samym Sławosz Uznański-Wiśniewski stanie się pierwszym Polakiem, który na własne oczy zobaczy najdroższą strukturę wzniesioną ludzkimi rękami. Być może nie tylko pierwszym, ale i jedynym, gdyż już za kilka lat ISS ma zakończyć swój żywot - jej deorbitacja planowana jest obecnie na 2031 r. Niektórzy, w tym m.in. Elon Musk, szef koncernu SpaceX wzywają jednak do tego, aby stację zlikwidować jeszcze wcześniej. Powody? Przestarzała technologia i wysokie koszty utrzymania oraz modernizacji obiektu.
ISS to wspólne dzieło pięciu głównych partnerów: NASA (USA), Roskosmosu (Rosja), ESA (Europa), JAXA (Japonia) i CSA (Kanada). Choć początkowo projekt miał zakończyć się już dekadę temu, to jednak decyzje polityczne oraz presja środowiska naukowego sprawiły, że stacja jest użytkowana do dziś.
Szacunkowy całkowity koszt budowy, rozbudowy i utrzymania ISS przekroczył już kwotę 150 miliardów dolarów. To więcej niż wynosi nominalne PKB takich krajów jak Bułgaria, Ekwador czy Słowacja. Samo wyniesienie wszystkich modułów stacji i sprzętu na orbitę to dziesiątki niezwykle kosztownych misji amerykańskich wahadłowców i rosyjskich rakiet Sojuz czy – współcześnie – należących SpaceX statków Crew Dragon.
Budowa ISS to jeden z największych projektów inżynieryjnych w historii ludzkości. Pierwsze moduły trafiły na orbitę jeszcze w czasach funkcjonowania prowadzonego przez NASA programu Space Transportation System (STS). Poszczególne elementy stacji montowano w przestrzeni kosmicznej – podczas dziesiątek spacerów kosmicznych, często przy ogromnym ryzyku i z wykorzystaniem nowatorskich technologii opracowywanych specjalnie na potrzeby stacji.
Pierwszy moduł stacji – rosyjska Zaria – został wyniesiony na orbitę 20 listopada 1998 roku. Do czasu przybycia pierwszej załogi Międzynarodowa Stacja Kosmiczna wzbogaciła się o kolejne dwa moduły - amerykański Unity i rosyjski Zwiezda. Od tego momentu ISS była systematycznie rozbudowywana, aż osiągnęła dzisiejsze rozmiary: ponad 100 metrów długości i masę przekraczającą 400 ton.
ISS składa się z kilkunastu połączonych modułów laboratoryjnych, mieszkalnych i technicznych, a także ogromnych paneli słonecznych zapewniających jej energię. Stacja porusza się po niskiej orbicie okołoziemskiej, około 400 km nad Ziemią i z prędkością 28 tysięcy kilometrów na godzinę.
Pierwsza stała załoga zamieszkała na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2000 r. Przez kolejne 9000 dni jej pokład odwiedziło ponad 280 astronautów z ponad 20 krajów, także tych, które pozostają ze sobą w niezbyt przyjaznych czy wręcz wrogich stosunkach. To czyni ISS unikalnym miejscem i jednym z najciekawszych przykładów pokojowej współpracy ponad politycznymi podziałami.
Zwolennicy ISS wskazują na naukowy i technologiczny potencjał stacji. Dzięki mikrograwitacji możliwe stało się prowadzenie unikalnych eksperymentów w dziedzinach takich jak biologia, fizyka, medycyna czy inżynieria materiałowa. To właśnie na ISS testowano m.in. rozwój komórek rakowych, hodowlę tkanek, zachowanie płynów bez działania grawitacji czy wpływ długotrwałego pobytu w kosmosie na ludzkie ciało.
Badamy tu wszystko – od mikrobiologii, przez biologię, po biochemię […] Kiedy trafiasz w stan nieważkości, wszystko pojmuje się na zupełnie innym poziomie
- tłumaczyła w rozmowie z "Los Angeles Times" Sandra Magnus, była astronautka NASA, która w kosmosie spędziła łącznie ponad 157 dni.
Stacja służy także jako poligon doświadczalny dla przyszłych misji załogowych – np. na Księżyc czy w dalszej perspektywie – na Marsa. Warto dodać, że ISS odegrała kluczową rolę w rozwoju technologii podtrzymywania życia w kosmosie, systemów zasilania czy komunikacji. To na niej testowano również technologie, które dziś są podstawą eksploracji kosmicznej – jak dokowanie automatycznych statków towarowych czy funkcjonowanie prywatnych kapsuł załogowych (np. Dragon firmy SpaceX).
Pomimo tych sukcesów, ISS od lat jest też przedmiotem krytyki. Najczęstszy zarzut? Nieproporcjonalnie wysokie koszty względem efektów naukowych. Część ekspertów uważa, że środki przeznaczone na budowę stacji mogłyby przynieść większe korzyści, gdyby zainwestowano je w inne formy badań – np. teleskopy kosmiczne, robotyczne sondy czy projekty naziemne.
Nie ma żadnego sposobu, by uzasadnić ogromne sumy, jakie zostały wydane na budowę ISS.
- argumentował w 2020 r. Sir Martin Reese, brytyjski astronom i kosmolog, cytowany przez "The Guardian". - Nauczyliśmy się, jak reaguje ciało na długotrwały pobyt w kosmosie i wyhodowaliśmy kilka kryształów w warunkach mikrograwitacji, ale to w żaden sposób nie jest proporcjonalne do dziesiątek miliardów dolarów wydanych na stację - dodał.
Krytycy zwracają również uwagę na polityczne tło stacji. Nie brakuje głosów, że ISS miała być przede wszystkim narzędziem geopolitycznym – symbolem współpracy USA i Rosji po zimnej wojnie. Gdy napięcia między tymi państwami znów się zaostrzyły, wiele osób zaczęło kwestionować sens dalszej współpracy orbitalnej.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że ISS zbliża się do kresu swojej użyteczności technicznej. Jej konstrukcja była projektowana z myślą o 15-20 latach funkcjonowania. Utrzymywanie jej w dobrym stanie wymaga coraz większych nakładów – a awarie czy mikropęknięcia w strukturze są coraz częstsze.
-"ISS weszła w najbardziej ryzykowny okres swojego istnienia [...] rosnące ryzyka są wynikiem niedoborów budżetowych" - ostrzegał w kwietniu tego roku Rich Williams, członek NASA Areospace Safety Advisory Panel, cytowany przez portal Spacenews.
Planowane zakończenie działania ISS w 2030 r. rodzi pytania o przyszłość badań załogowych na orbicie. Już dziś mówi się o przekazaniu pałeczki prywatnym firmom, które mogłyby zbudować nowe, komercyjne stacje kosmiczne. Wymienia się tu m.in. kierowane przez Elona Muska SpaceX czy należące do Jeffa Bezosa Blue Origin.
Sęk w tym, że takie prywatne stacje niekoniecznie muszą być opłacalnym biznesem. "Kwestionujemy, czy istnieje wystarczający model biznesowy pozwalający prywatnym firmom stworzyć samowystarczalną i dochodową działalność bez znaczącego finansowania rządowego" – czytamy w raporcie Biura Inspektora Generalnego NASA (lipiec 2024).
W dokumencie NASA ostrzega, że przychody czerpane z działalności Międzynarodowej Stacji Kosmicznej są dość "skąpe" w porównaniu z kosztami – to około 100 mln dolarów rocznie, podczas gdy tylko same Stany Zjednoczone łożą na utrzymanie ISS 3,2 miliarda dolarów rocznie.