Rosja wprowadza nową aplikację Max, przeznaczoną do przesyłania wiadomości. Stworzyła ją firma VK, która jest właścicielem platformy VKontakte. Jak podaje "The New York Times", aplikacja Max jest promowana m.in. na billboardach, w szkołach oraz przez rosyjskich celebrytów. Jest również domyślnie instalowana we wszystkich nowych telefonach komórkowych. "Wdrożenie nowej 'superaplikacji' to kolejny krok prezydenta Władimira Putina, mający na celu zaostrzenie kontroli nad tym, co można oglądać i mówić online w Rosji" - pisze dziennik. Zdaniem analityków, aplikacja Max jest kolejnym elementem "suwerennego internetu", czyli takiego, który będzie odcięty od technologii i wpływów z zachodu.
Pod względem cenzury i blokowania treści z zewnątrz, rosyjski komunikator Max ma przypominać chińską aplikację WeChat. Philipp Dietrich, ekspert ds. rosyjskiego internetu w Niemieckiej Radzie Stosunków Zagranicznych twierdzi, że Kreml nie wprowadza natychmiastowej cenzury, ale zamiast tego stopniowo dokręca śrubę. Przykładowo Rosja spowolniła działanie platformy YouTube na terenie kraju, ale nie zdelegalizowała wirtualnych sieci prywatnych (VPN), które pozwalają rosyjskim użytkownikom obchodzić ograniczenia. - Myślę, że rosyjskie władze nie są pewne, jak daleko mogą się posunąć. Dlatego działają bardzo powoli i czekają na reakcję, żeby zobaczyć, co się stanie - uważa Dietrich.
Rosyjskie władze promują aplikację Max jako sposób na walkę z internetowymi oszustami. Kreml jednocześnie przekonuje w swojej narracji, że oszuści i przestępcy grasują na popularnych platformach WhatsApp i Telegram. Działanie obu tych aplikacji jest ograniczone. Rosyjscy żołnierze walczący w Ukrainie zgłaszali trudności w utrzymywaniu kontaktu z krewnymi. Według danych, które przekazał "The New York Times", ponad 45 mln osób założyło konta na platformie Max (prawie jedna trzecia populacji Rosji). Według firmy VK z aplikacji korzysta średnio 18 mln osób dziennie.
Roskomnadzor, czyli państwowy nadzór komunikacyjny w Rosji ograniczył możliwość prowadzenia połączeń głosowych w aplikacji Telegram i WhatsApp. "Informujemy, że w celu zwalczania przestępczości, zgodnie z materiałami organów ścigania podejmowane są działania mające na celu częściowe ograniczenie połączeń w tych zagranicznych komunikatorach" - informowano w sierpniu 2025 r. Zdaniem ekspertów, Rosja próbuje w ten sposób zwalczyć zagraniczną konkurencję na korzyść rosyjskiej "superaplikacji". Ingerencja w platformy Telegram i WhatsApp zbiegła się z zakrojoną na szeroką skalę "promocją" aplikacji Max.