W czwartek Korea Północna ujawniła zdjęcia swojego - jak twierdzi - pierwszego atomowego okrętu podwodnego. Olbrzymia jednostka jest wielkości niektórych ofesywnych łodzi podwodnych Stanów Zjednoczonych. Wyporność okrętu według państwowych mediów koreańskich ma bowiem wynosić 8,7 tys. ton, czyli tyle samo co większość okrętów podwodnych klasy Virginia o napędzie atomowym we flocie USA, czytamy w CNN.
Upublicznione zdjęcia pokazują Kim Dzong Una, który w obecności potencjalnej następczyni, córki Ju Ae, przeprowadza inspekcję wyposażonego w kierowane pociski okrętu, pisze CNBC. Wszystko dzieje się w hali produkcyjnej, co wskazuje, że okręt nie został jeszcze zwodowany. Jednostka jest jednak niemal gotowa do wypłynięcia, jak stwierdził w raporcie opublikowanym w czwartek Hong Min, starszy pracownik naukowy w Korea Institute for National Unification z siedzibą w Seulu. Podczas wizyty przeprowadzono testy dalekosiężnych rakiet ziemia-powietrze, które trafiły w cele z odległości 200 km.
Takie łodzie mają przewagę nad jednostkami z silnikami diesla, bo nie muszą regularnie wynurzać się by zatankować. Napęd jądrowy pozwala zostawać w zanużeniu nawet przez kilka lat, jeśli tylko łódź jest odpowiednio zaopatrzona w rzeczy potrzebne załodze. Kolejną zaletą atomowych okrętów jest wyższa prędkość niż przy napędzie konwencjonalnym, od którego są też zazwyczaj cichsze. Gdy obie Koree wyprodukują nuklearne łodzie podwodne dołączą do wąskiego grona krajów z tą technologią, a do którego należą dziś jedynie USA, Rosja, Chiny, Francja, Wielka Brytania oraz Indie. Północnookoreańskie media podawały, że kraj buduje więcej niż jeden okręt podwodny, a w produkcji są też niszczyciele.
Kim Dzong Un pierwszy raz o swoich planach budowy łodzi podwodnych mówił w 2021 roku na kongresie partii, a o tym, że są one już realizowane dowiedzieliśmy w marcu tego roku. CNN spekuluje, że produkcja mogła jednak nabrać pilnego charakteru i przyśpieszyć, po tym jak niedawno Korea Południowa otrzymała zgodę administracji Trumpa na budowę własnych łodzi z napędem jądrowym. Wskazują na to słowa Kima, który stwierdził, że budowa okrętów nuklearnych przez południowych sąsiadów jest działaniem naruszającym bezpieczeństwo Korei Północnej i zagrożeniem, któremu należy się przeciwstawić.
Leif-Eric Easley, profesor studiów międzynarodowych na Uniwersytecie Ewha Womans w Seulu stwierdził jednak, że to Pjongjang ponosi odpowiedzialność za wzrost napięć na Półwyspie Koreańskim. I choć Kim "prawdopodobnie ma rację, że rozbudowa floty okrętów podwodnych o napędzie atomowym zwiększy niestabilność wokół Półwyspu Koreańskiego, to sam jest sobie winien za wyścig zbrojeń", powiedział Easley.
- To Pjongjang odrzuca dyplomację z Seulem, grozi sąsiadom bronią jądrową i pogłębia cierpienia własnego narodu, przeznaczając ogromne zasoby na dyktaturę wojskową zamiast na rozwój gospodarczy - wyjaśnia eksprt.