Przysłuchując się zapewnieniom o przełomowości wydarzenia i wyjaśnieniom technicznym, wciąż próbowałem sobie wyobrazić, jak będzie wyglądało to, co dotychczas budowało potęgę sportu w TV - relacje na żywo. Dostrzegłem nowe możliwości prezentacji, ale nie pozbyłem się obaw. Oto podsumowanie moich wątpliwości.
Jak przyznają fachowcy, trudno robić bardzo dynamiczny stereoskopowy materiał. Gdy jest wolniej, bez gwałtownych zmian, zwykle wszystko gra, ale gdy akcja mocno przyspiesza, kamery nie trafiają idealnie z głębią ostrości albo przeskoki są zbyt szybkie, mózg automatycznie próbuje korygować "niedoskonałość" obrazu akomodacją oka, co oczywiście nie pomaga, bo nie oko jest rejestratorem a jedynie przekaźnikiem. Próby śledzenia zbyt dynamicznego obrazu prowadzą do migren czy nudności. A cóż to za sport bez szybkości i zmienności? Szczególnie sport na żywo, gdzie sceny nie da się przewidzieć i ustawić, tak aby zachować tempo i jednocześnie zapewnić komfort mózgowi widza.
Postawmy obserwatora na linii pola karnego, a piłkę (standardowa futbolówka, promień 111 mm) połóżmy na linii bramkowej (odległość 16,60 m). Z szybkich obliczeń wychodzi mi (patrz ramka), że nie dostrzeże jej stereoskopowo. Oczywiście, "widzi" że jest kulista, bo mózg stosuje różne sztuczki, zwraca uwagę na cienie czy pamięta, jaki zwykle piłka ma kształt, ale nie ma to wiele wspólnego z przestrzennym widzeniem. Przy 11 metrach owszem, obuoczność jeszcze zadziała. Tylko że wtedy obserwator obejmuje w poziomie (i stereoskopowo) szerokość niecałych dwudziestu metrów. To zdecydowanie za mało na śledzenie wydarzeń nie tylko na boisku, ale nawet za mało jak na samo pole karne.
Widzę (być może fałszywie) sprawę tak: da się pokazać 3D boks, jazdę figurową par na lodzie czy pływanie, ale w piłkę nożną przy obecnym podejściu po prostu nie wierzę. Stereoskopowe zbliżenia cudownych zwodów w polu karnym nie skończą się obejrzeniem gola, bo nie można dostatecznie szybko przełączyć ujęć (patrz: problem pierwszy). Zaś szerokie ujęcia taktyczne, obejmujące ćwierć czy pół powierzchni boiska, z powodu ograniczeń ludzkiej percepcji będą 3D wyłącznie z nazwy.
Na wspomnianej konferencji obejrzałem promocyjną prezentację LG. Zawierała ona, między innymi, sekwencję ujęć z imprezy snowboardowej w formule big air, czyli a) najazd na dużą skocznię, b) ewolucje w powietrzu i c) lądowanie z hamowaniem. Wydawała mi się filmowana typowo dla podobnych wydarzeń, a więc ze szczególnym podkreśleniem fazy b), o którą tak naprawdę chodzi. No i niestety, efekt stereoskopowy widoczny był w a), gdy zawodnicy najeżdżali na próg skoczni, oraz c), gdy po lądowaniu hamowali przy reklamowych planszach i widzach. Cały najważniejszy element, kręcenie w powietrzu tricków, filmowane na jednostajnym błękicie nieba, po prostu wyglądały jak w normalnej telewizji.
Nie wiem jak filmować snowbordowy big air. Nie mam pojęcia jak prezentować na żywo mecz piłki nożnej, koszykówki, hokeja. Co zrobić, by zbierane przez lata doświadczenia (np. operatorów czy montażystów) nie stały się nieprzydatne? Z jednej strony nikt nie rzuci się na oślep w nieznane, a z drugiej stopniowe przechodzenie to zaprzeczenie obiecywanego przełomu. Oczekuję czegoś więcej niż rewolucji w dni powszednie od 10 do 18.
15 maja tuż tuż, relacja 3D z meczu Wisły Kraków z Odrą Wodzisław. Dla drużyn z czołówki tabeli ekstraklasy to gra o mistrzostwo i udział w europejskich pucharach. A dla mnie, oprócz emocji piłkarskich, sprawdzian telewizji 3D w sporcie drużynowym.
Tomasz Andruszkiewicz