Czy 500+ jest finansowane przez osoby bezdzietne, czyli skąd państwo ma pieniądze?

Niedawno byłem świadkiem internetowej wymiany zdań o tym, że program 500+ polega na tym, że ludzie nie posiadający dzieci płacą tym, którzy je posiadają. Dyskusja była o tym, czy to dobrze, czy niedobrze. Przeważała opinia, że niedobrze. Żadna ze stron nie zauważyła, że rozmawia o problemie fikcyjnym.

Oczywiście można się uprzeć i całą politykę budżetową traktować jak proste przelewanie pieniędzy od jednych do drugich. Wtedy budowę obwodnicy Lublina finansują mieszkańcy Białegostoku, albo Łodzi. A budowę obwodnicy Łodzi finansują mieszkańcy Jeleniej Góry. To oczywiste – skoro państwo wydaje pieniądze na obwodnicę jednego miasta, to w efekcie lepiej mają tylko mieszkańcy tego miasta.

Błędna wizja 

Wszyscy inni nie mają od tego lepiej, więc relatywnie na tym tracą. Skoro też państwo finansuje tę obwodnicę z podatków od nas wszystkich, to ci w mieście z nową obwodnicą płacą podatki i coś z tego mają – wychodzą więc na zero. Wszyscy inni płacą podatki i nie mają nowej obwodnicy – są więc na minusie. Czyli ta obwodnica powstała z ich podatków. Z podatków wszystkich tych, którzy nie mieszkają w mieście z nową obwodnicą. Czyli cały naród swoim kosztem wyrażonym w podatkach ufundował im tę obwodnicę. Czyli przez tę jedną obwodnicę wszystkim pozostałym będzie teraz gorzej, bo wcześniej nie płacili podatków na tę obwodnicę, a teraz płacą, czyli mają wyższe podatki.

Mam nadzieję, że ten przykład pokazuje jak bardzo absurdalne jest takie myślenie. Absurd wynika z błędnego założenia o tym, że państwo ma skończoną ilość pieniędzy. Przy takim założeniu faktycznie, żeby komuś coś dać, innemu musi zabrać. Tylko, że gospodarka tak nie funkcjonuje, a rząd w swoich wydatkach nie jest ograniczony tym ile zbiera dochodów podatkowych. Gdyby tak było minister Rostowski w 2010 nie mógłby ratować nas przed recesją deficytem budżetowym rozdmuchanym aż do poziomu 7 procent PKB. On to zrobił ot tak, po prostu. Wydał więcej niż miał. Ekonomiści mówią na to „stymulacja fiskalna”, dzięki niej łatwiej wychodzi się z kryzysów. Państwo nie jest gospodarstwem domowym, więc może tak robić i robi tak często.

Państwo może więcej

A skoro tak, to kompletnie fałszywa jest alternatywa „wydam albo tu albo tam, a jak wydam tu, to tam już nie będę mógł”. To ile państwo wydaje i na co, jest decyzją polityczną, a nie ekonomiczną. Może sobie wydać ile chce. Nie twierdzę, że to zawsze coś mądrego, ale z pewnością ma tę możliwość, bo w przeciwieństwie do zwykłego gospodarstwa domowego może pożyczać na rynku ogromne kwoty pieniędzy. Może to robić, ponieważ dysponuje dużą wiarygodnością. Najwięksi inwestorzy świata tak bardzo chcą pożyczać swoją kasę rządom, że obligacje niektórych państw są już oprocentowane ujemnie.

Kwestia wiarygodności

Oczywiście jak państwo przesadzi z pożyczaniem, to może stracić wiarygodność i wtedy będzie mieć kłopoty z wierzycielami, może wpaść w problemy gospodarcze. Generalnie państwo nie powinno przesadzać. Ale to absolutnie nie oznacza, że nie może tak zrobić. Jak najbardziej może i robi. Co więcej: nawet jeśli państwo nie może pożyczyć już od nikogo to dalej może sobie samodzielnie pieniądze dodrukować. To wersja ekstremalna i zdarza się bardzo rzadko, ale to też jest możliwe. Piszę o tym, żeby pokazać, że państwo w swoich wydatkach absolutnie nie jest zależne w stosunku jeden do jednego od tego ile ściąga podatków. Dlatego też nie jest tak, że można wydać tylko jakąś skończoną kwotę pieniędzy, która akurat napłynęła od podatników i na tym koniec.

Bezdzietni nie tracą na 500+

Nie jest więc tak, że skoro ludzie z dziećmi dostaną więcej pieniędzy od państwa, to wszyscy inni w kraju tylko z tej przyczyny dostaną od państwa mniej pieniędzy. To jest nieprawda. Nie można w związku z tym też twierdzić, że pieniądze na 500+ pochodzą z podatków ludzi nie posiadających dzieci. To też jest nieprawda.

ZOBACZ TEŻ: Odkładasz wszystko na później? Wspaniale. To jedna z cech najbardziej kreatywnych osób

Co więcej: twierdzenie, że 500+ jest finansowane z podatków ludzi bezdzietnych, przez co oni na tym tracą, zakłada ruch tych pieniędzy tylko w jedną stronę. Zabieramy bezdzietnym, dajemy tym z dziećmi i koniec. Tymczasem ten pieniądz krąży i to, że rząd go przetransferuje nie oznacza, że przestaje krążyć. Ci z dziećmi natychmiast te pieniądze wydadzą. Zarobią na tym najróżniejsze sklepy i firmy często prowadzone także przez osoby bezdzietne. 500+ ma generalnie podnieść popyt na rynku i raczej wszyscy ekonomiści zgadzają się, że tak się stanie. Efekty wzrostu tego popytu poczuje cała gospodarka, niezależnie od tego, kto ile ma dzieci.

Proszę więc nie dawać się łatwo wkręcać w debaty typu „kto za to płaci” i pamiętać, że państwo to nie gospodarstwo domowe. W sprawach związanych z pieniędzmi ma ono znacznie więcej możliwości, z których bardzo często korzysta i to nie znaczy, że ktoś z tego powodu płaci wyższe podatki.