Niemcy. Płaca minimalna dla opiekunek za czas w gotowości. Po pozwie Dobriny z Bułgarii

Także za czas w gotowości opiekunkom całodobowym należy się płaca minimalna - orzekł najwyższy niemiecki sąd pracy. Sąd niższej instancji sprawdzi, na ile może liczyć opiekunka z Bułgarii, która wniosła pozew.
Zobacz wideo Jaki poziom może osiągnąć płaca minimalna w 2022 roku?

Jak obliczyć czas pracy i gotowości, gdy mieszka się pod jednym dachem z osobą która wymaga opieki? O to chodzi w sprawie pani Dobriny z Bułgarii, która w 2015 roku jako "opiekunka 24-godzinna" opiekowała się w Berlinie 96-letnią Niemką. - Byłam w gotowości 24 godziny na dobę. Kiedy miała bóle i wzywała mnie, to wstawałam, żeby zmienić jej koszulę nocną lub pieluchę. Nie miałam wolnego czasu ani wolnych dni - opowiadała nam Dobrina rok temu, gdy po raz pierwszy informowaliśmy o jej sprawie.

Niemcy. Sąd zajmie się pozwem opiekunki starszej osoby

Mimo nawału obowiązków kobieta otrzymywała wynagrodzenie jedynie za sześć godzin pracy dziennie, co dawało w miesiącu 950 euro na rękę. O resztę pieniędzy postanowiła walczyć w sądzie z bułgarską agencją, która wysłała ją do Niemiec. Zrobiła to jako pierwsza z szacowanych 100-300 tys. osób, głównie kobiet z Europy Środkowej i Wschodniej, które opiekują się niemieckimi seniorami, mieszkając z nimi pod jednym dachem.

Coraz więcej 100-latków na PodkarpaciuOpiekunka z Bułgarii wygrała w Niemczech proces ws. wyzysku. 'To otwiera furtkę Polkom'

Trwająca od kilku lat sprawa dotarła teraz do trzeciej, najwyższej instancji. Federalni sędziowie przyznali Dobrinie rację w głównej kwestii: - Nawet czas gotowości musi być opłacony zgodnie z pełną płacą minimalną - powiedział przewodniczący składu sędziowskiego Ruediger Linck w czwartek (24.06.2021) podczas posiedzenia Federalnego Sądu Pracy (BAG) w Erfurcie.

Pozostaje punkt sporny: obliczenie godzin

Nie jest jednak jasne, ile zaległych zarobków kobieta otrzyma od swojej byłej firmy. Federalni sędziowie zrewidowali bowiem wcześniejsze orzeczenie Krajowego Sądu Pracy Berlina-Brandenburgii (LAG) w tej sprawie. Berlińscy sędziowie chcieli, żeby Bułgarka otrzymała pieniądze za 21 godzin dziennie i za siedem miesięcy pracy przyznał jej 38,3 tys. euro brutto pomniejszone o wypłacone już 6,6 tys. euro netto. Jednak sędziowie wyższej instancji polecili im teraz ponownie zweryfikować tę decyzję, bo nie uznali jej za wystarczająco uzasadnioną.

Obie strony procesu uznają dzisiejszy wyrok za swój sukces. - To jest dokładnie to, co chcieliśmy osiągnąć. Naszym zdaniem ta sprawa nie może skończyć się w taki sposób, że trzeba zapłacić za 21 godzin dziennie. To tylko szacunki - powiedział DW Michael Wendler, prawnik reprezentujący oskarżoną firmę z Bułgarii. Jego zdaniem trzeba dokładnie sprawdzić, ile rzeczywiście wynosił czas pracy i gotowości i więcej uwagi zwrócić na umowę o pracę, w której opiekunka zobowiązała się pracować tylko 30 godzin tygodniowo. Jego zdaniem pracodawca nic nie wiedział o nadgodzinach.

Różne umowy dla rodzin i opiekunów

Justyna Oblacewicz z sieci doradczej "Uczciwa Mobilność" ("Faire Mobilitaet") Niemieckiej Federacji Związków Zawodowych zajmuje się sprawą Dobriny od początku. Decyzję sądu o wypłacie za czas gotowości uważa za przełomową. - Skoro zakładamy, że kobiety muszą pracować do 24 godzin, oznacza to również, że te 24 godziny muszą być opłacone - mówi nam Oblacewicz. - Sprawy nie załatwia to, co jest w umowie, tylko to, ile faktycznie przepracowano - wyjaśnia.

Sprawa Dobriny pokazuje, jak za drzwiami setek tysięcy niemieckich gospodarstw domowych rozmijają się oczekiwania rodzin i opiekunek. W ankiecie dla niemieckiej agencji pośrednictwa pracy, którą wypełniali wówczas krewni 96-letniej seniorki z Berlina, w kategorii "planowana praca" zaznaczona była "opieka 24-godzinna". Ale w umowie, którą Dobrina podpisała ze swoją agencją w Bułgarii, była mowa tylko o sześciu godzinach pracy dziennie.

Co z opiekunkami z Polski?

Nie wiadomo jeszcze, czy orzeczenie Federalnego Sądu Pracy będzie miało bezpośrednie przełożenie na sytuację opiekunek i opiekunów z Polski, którzy przeważnie pracują w Niemczech na podstawie umów-zleceń zawartych z polskimi agencjami. Zleceniobiorcy zobowiązani są bowiem sami regulować swój czas pracy. Pani Dobrina miała z bułgarską agencją klasyczną umowę o pracę.

Dla przedstawicieli niemieckich agencji jej sprawa potwierdza, że klasyczne zatrudnienie pracownika w opiece domowej z ubezpieczeniem i 40-godzinnym tygodniem pracy nie jest możliwe. - W takiej sytuacji ten model umrze, bo trzeba byłoby stworzyć trzy-cztery etaty na jedną osobę do opieki, a to koszty rzędu 15 tys. euro na rodzinę - mówi Frederic Seebohm ze związku VHBP, skupiającego firmy sektora opiekuńczego. Jego zdaniem konsekwencją byłby rozwój szarej strefy.

Zdjęcie ilustracyjnePolskie opiekunki w Niemczech. Co mówią o zarobkach i pracy?

"Rząd musi coś zrobić"

Jednak zainteresowanie niemieckiej opinii publicznej, które Dobrina rozbudziła swoim pozwem, sprawia, że politycy też zaczynają widzieć problem. - Temat płacy minimalnej jest tak naprawdę katalizatorem, który pokazuje, że absolutnie musimy zająć się opieką całodobową. Problem jest szalenie złożony, ale musimy coś zrobić - powiedział DW pełnomocnik rządu ds. opieki Andreas Westerfellhaus. - To musi stać się jednym z głównych tematów dla polityków. Po wyborach następny rząd musi znaleźć nowe i bezpieczne prawnie rozwiązanie - dodał chadek.

Tymczasem dla Dobriny sądowa walka z byłym pracodawcą trwa dalej. Po powrocie do drugiej instancji sąd w Berlinie będzie musiał jeszcze raz dokładnie zbadać, ile godzin Bułgarka faktycznie przepracowała i ile spędziła w stanie gotowości. To może być trudne, ponieważ sprawa miała miejsce sześć lat temu, a Niemka, którą się opiekowała, już nie żyje. 

Opieka nad starszymi ludźmi, zdjęcie ilustracyjne.Niemcy. Reforma opieki całodobowej. Ważne dla pracowników z Polski

Reprezentujący Dobrinę związkowcy zwracają uwagę m.in. na rutynowy plan pracy, który Bułgarka przygotowała wraz z aktem oskarżenia. Ma on potwierdzać jej całodobową gotowość. Z drugiej strony prawnik oskarżonej agencji sugeruje, że być może najpierw trzeba będzie przesłuchać świadków, aby móc potwierdzić jej wersję.

Mimo wszystko sędziowie federalni dali dosyć wyraźną wskazówkę sądowi niższej instancji. W komunikacie prasowym po wyroku piszą: "Jak wynika z akt sprawy, fakt, że strona pozywająca musiała pracować ponad zapisane w umowie 30 godzin w tygodniu zdaje się nie odbiegać od prawdy".

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

 
Więcej o: