Niemcy. Problemy po wycofaniu się z atomu. "Szukamy czegoś w rodzaju skarbca"

Niemieckie urzędy zwracają uwagę na zagrożenia i wyzwania po wycofaniu się przez Niemcy z energetyki jądrowej. Szacują, że cały proces potrwa kilkadziesiąt lat. Sprawę opisuje portal Deutsche Welle. Kraj jest przeciwny energetyce jądrowej, ale ma ona też wielu zwolenników, którzy podkreślają, że pozwala uniknąć dodatkowych emisji CO2.
Niemcy, elektrownia jądrowa Emsland.
Wieland Teixeira / Shutterstock.com

Trzy ostatnie niemieckie elektrownie atomowe - Isar 2, Neckarwestheim i Emsland - zostaną wyłączone z sieci w sobotę (15.04.2023). Oświadczenie w tej sprawie wydały Federalny Urząd ds. Bezpieczeństwa Gospodarki Odpadami Jądrowymi (BASE) oraz Federalny Urząd Ochrony Radiologicznej (BfS).

"Po sześciu dekadach, w których energia jądrowa była wykorzystywana do produkcji prądu, mamy przed sobą jeszcze co najmniej kolejne 60 lat, które będą nam potrzebne na demontaż i długoterminowe bezpieczne składowanie pozostałości po niej" - powiedział dziś (13.04.2023), przedstawiając wspólne z BfS stanowisko przewodniczący BASE Wolfram Koenig.

Zobacz wideo

Problem z odpadami radioaktywnymi

Wolfram Koenig zwrócił uwagę na odpady radioaktywne powstałe wskutek eksploatacji niemieckich elektrowni atomowych. Powiedział, że dotyczy to obecnie 1900 pojemników na nie w 16 tymczasowych składowiskach.

- Ostateczne składowanie odpadów radioaktywnych w głębokich warstwach geologicznych Ziemi nadal stanowi najbezpieczniejsze rozwiązanie w tym zakresie - wyjaśnił. Jak dodał, oprócz szczególnie niebezpiecznych i długotrwałych wysokoaktywnych odpadów promieniotwórczych, trzeba będzie bezpiecznie składować także około 600.000 metrów sześciennych tzw. nisko- i średnioaktywnych odpadów.

Problemy związane ze zgromadzonymi do tej pory odpadami radioaktywnymi komentował również Steffen Kanitz, dyrektor zarządzający Federalnego Stowarzyszenia ds. Ostatecznego Składowania (BGE). Jak powiedział w czwartek (13.04.2023) w wywiadzie dla rozgłośni RBB-Inforadio, mamy do czynienia "z dużą ilością odpadów z pozostałych niemieckich reaktorów jądrowych, nagromadzonych podczas 60 lat ich komercyjnego użytkowania".

Około 1900 specjalnych pojemników Castor do przechowywania odpadów radioaktywnych musi być bezpiecznie składowanych. Każdy z nich waży ponad 100 ton, a zadaniem BGE jest znalezienie odpowiedniej lokalizacji na ten cel.

- W istocie rzeczy szukamy czegoś w rodzaju skarbca, który jest bardzo głęboki, bardzo szczelny i który zapewnia nam długotrwałe i bezpieczne przechowywanie tego, co się w nim znajduje - wyjaśniał Steffen Kanitz.

Niemieckie odpady radioaktywne do tej pory znajdują się jeszcze na tymczasowych składowiskach, które w większości zorganizowano na terenie byłych elektrowni atomowych. - Szukamy miejsca, które gwarantuje bezpieczeństwo na zawsze, a przynajmniej na milion lat - zaznaczył szef BGE, dodając: - Dlatego w poszukiwaniu takiego miejsca trzymamy się procesu opartego na badaniach naukowych. Nie możemy polegać na przypuszczeniach, musimy być bezpieczni.

- Na szczęście Niemcy mają pod tym względem korzystną strukturę geologiczną. Istnieje wiele obszarów z odpowiednimi materiałami, jak sól, glina lub granit.

Ponad połowa Niemiec jest nadal przedmiotem zainteresowania specjalistów poszukujących miejsca ostatecznego składowania odpadów radioaktywnych. W trakcie poszukiwań kolejne regiony są eliminowane jako nieodpowiednie dla tego celu.

"Wyraźny zysk w zakresie bezpieczeństwa"

Przewodnicząca Federalnego Urzędu Ochrony Radiologicznej (BfS) Inge Paulini podkreśliła, że rezygnacja z energii jądrowej to "wyraźny zysk w zakresie bezpieczeństwa w Niemczech".

- Jednak tak długo, jak w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi będą nadal działać elektrownie jądrowe, a także będą planowane nowe, ryzyko związane z energią jądrową nie zostanie zażegnane całkowicie. Siedem elektrowni atomowych znajduje się w odległości mniejszej niż sto kilometrów od Niemiec.

Jak przypomniała szefowa BfS, wypadek w elektrowni w Fukushimie pokazał, że energia jądrowa może stanowić nieobliczalne ryzyko nawet dla wysoko rozwiniętych społeczeństw przemysłowych.

Inge Paulini wskazała też na nowe zagrożenia związane z radioaktywnością. - Wojna w Ukrainie pokazuje nam to bardzo wyraźnie: ryzyko wypadku radiologicznego z poważnymi konsekwencjami dla ludzi i środowiska nadal istnieje - ostrzegła przewodnicząca BfS. Dla zwiększenia bezpieczeństwa, jak stwierdziła, kluczowe znaczenie mają regularne i obejmujące cały wchodzący w grę obszar pomiary radioaktywności, jak również kompleksowa analiza sytuacji.

(AFP, EDP/jak)

Artykuł pochodzi z serwisu DeutscheWelle.

 
Więcej o: