"Rosyjski okręcie wojenny, pier... się!". Sąd UE podjął decyzję w sprawie słynnego sloganu

Słynna fraza "Rosyjski okręcie wojenny, pier... się!" nie może być zarejestrowana jako unijny znak towarowy - uznał Sąd UE.
Ukraiński znaczek pocztowy
Fot. alexanderon / Shutterstock

24 lutego 2022 roku, w pierwszym dniu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, krążownik "Moskwa" zaatakował Wyspę Wężową, wzywając stacjonujących tam ukraińskich żołnierzy, by się poddali. Obrońcy odmówili, a ich odpowiedź poznał niemal cały świat. Od tamtej pory fraza: "Russkij wojennyj korabl, idi na ch…" ("Rosyjski okręcie wojenny, pier... się!") pojawia się nie tylko na demonstracjach poparcia dla Ukrainy, ale też na ubraniach czy plakatach.

Zobacz wideo Dwa mity o ZUS i jedna smutna prawda. Co z emeryturami?

W obliczu wielkiej popularności tego sloganu ukraińska straż graniczna postanowiła zarejestrować go jako znak towarowy w UE. Fraza "RUSSIAN WARSHIP, GO F**K YOURSELF" w języku angielskim oraz odpowiednie zdanie w języku rosyjskim miałaby stać się marką bardzo wielu różnych towarów, jak odzież czy sprzęt do monitoringu, a także dla usług wydawniczych, oświatowych, rekreacyjnych i sportowych.

Rejestracji odmówiła jednak już w grudniu 2023 roku Pierwsza Izba Odwoławcza Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO), argumentując, że chodzi o slogan polityczny, a nie znak charakterystyczny dla pochodzenia towarów i usług. Dziś, 13 listopada 2024, decyzję Izby podtrzymał Sąd UE w Luksemburgu, odrzucając odwołanie ukraińskiej straży granicznej.

Jedynie przekaz polityczny

W swoim wyroku sąd stwierdził, że fraza ta była szeroko używana i rozpowszechniana w mediach w celu pozyskania wsparcia dla Ukrainy i bardzo szybko stała się symbolem walki Ukrainy z rosyjską agresją. Była zatem wielokrotnie wykorzystywana w kontekście politycznym do celów wyrażenia i promowania poparcia dla Ukrainy - czytamy w komunikacie Sądu UE.

Wskazano także, że znak towarowy nie spełnia swej podstawowej funkcji, "jeżeli przeciętny konsument nie dostrzega w nim wskazania pochodzenia towaru lub usługi, a jedynie przekaz polityczny". 

"Tymczasem omawiana fraza była bardzo intensywnie używana w kontekście niekomercyjnym (dotyczącym rosyjskiej agresji) i niewątpliwie będzie bardzo ściśle kojarzona z tym kontekstem i z tym niedawnym momentem historycznym, który jest dobrze znany przeciętnym konsumentom w Unii. Nie będzie ona zatem postrzegana przez właściwy krąg odbiorców jako wskazanie pochodzenia handlowego oznaczonych nią towarów i usług" - uznali sędziowie w Luksemburgu. Od orzeczenia przysługuje odwołanie do Trybunału Sprawiedliwości UE.

(widz)

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: