ONZ opublikowało swoje podsumowanie planów ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, które muszą regularne składać strony Porozumienia paryskiego. Wnioski nie są optymistyczne.
Opublikowany w piątek raport podsumowuje złożone dotychczas tzw. NDC (ang. Nationally Determined Contributions - krajowo określany wkład). W uproszczeniu zawierają one informacje o tym, o ile dane kraje - strony Porozumienia paryskiego planują obniżyć swoje emisje w określonym terminie, a więc jaki jest ich wkład w ogólnoświatowy cel wyzerowania emisji i zatrzymania ocieplenia na umiarkowanie bezpiecznym poziomie. Zgodnie z porozumieniem kraje muszą regularnie przedstawiać nowe - i większe - cele redukcji emisji w formie NDC.
W ustalonym terminie - do końca 2020 roku - swoje cele przedstawiło 75 państw, a więc mniej niż połowa stron Porozumienia. Odpowiadają one łącznie za 30 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych. Choć większość z nich - na czele z Unią Europejską - zwiększyła swoje cele, to i tak ich efekt jest mizerny.
Aby mieć szanse na zatrzymanie ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza, świat powinien ograniczyć emisje do 2030 roku (względem 2010) o co najmniej 45 proc. Tymczasem zadeklarowane przez państwa cele - zakładając ich wypełnienie - doprowadziłyby do spadku o... mniej niż 1 proc. względem poziomu z 2010 roku, opisuje specjalistyczny serwis climatechangenews.com. Choć przedstawiane co pięć lat aktualizacje NDC powinny być coraz bardziej ambitne, to w tym wypadku wzrost jest niewielki. Nowe cele dla 75 państw oznaczałyby redukcję do 2030 roku większą o 2,8 pkt procentowego w porównaniu z poprzednimi.
Patricia Espinosa, sekretarz Ramowej konwencji ONZ ws. zmian klimatu, podkreśliła, że raport to tylko fragment, a nie cały obraz sytuacji. Wspomniany 1 proc. redukcji wynika w dużej mierze z tego, że większość państw nie przedstawiła swoich celów w terminie, przez co nie zostały uwzględnione. Dodatkowym utrudnieniem była pandemia COVID-19, która wpłynęła także na globalną politykę klimatyczną. Zaktualizowany raport zostanie opublikowany przed jesiennym szczytem klimatycznym COP26. Espinosa wezwała wszystkie kraje, które tego nie zrobiły - szczególnie te z dużym poziomem emisji - do przedstawienia swoich planów. Pogratulowała jednocześnie tym, którym się to udało, i to pomimo pandemii.
Wśród większości krajów, które nie przedłożył swoich planów redukcji emisji są trzy kraje z ich największym poziomem - Chiny, Stany Zjednoczone i Indie.
- Ten raport pokazuje, że obecne poziomy ambicji klimatycznych są bardzo daleki poziomu potrzebnego od wprowadzenia nas na ścieżkę, która pozwoli nam osiągnąć cele porozumienia paryskiego - ostrzegła. Wezwała, by nawet kraje, które już złożyły swoje NDC sprawdziły, czy nie mogą ich podnieść, ponieważ redukcje emisji gazów cieplarnianych w najbliższych latach będą kluczowe.
Cele Porozumienia paryskiego dotyczą odległych dat, jednak jeśli nie podejmiemy natychmiastowych działań, będzie za późno na ich osiągniecie. Jeśli emisje, zamiast szybko spadać, pozostaną w dotychczasowym trendzie, to już za ok. 10 lat wyczerpiemy "budżet węglowy", jaki pozostał nam do zatrzymania ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza.
Espinosa podkreśliła, że rok 2021 - czas walki i wychodzenia z epidemii oraz odbudowy po covidowym kryzysie gospodarczym - daje nam wyjątkową okazję.
- To rzadki moment, którego nie można stracić. Odbudowując gospodarkę, nie możemy wrócić do starej normalności. NDC muszą odzwierciedlać nową rzeczywistość, a główni emitenci, zwłaszcza kraje G20, muszą być liderami - powiedziała.
- Globalna koalicja zobowiązanych do osiągnięcia zerowej emisji netto do 2050 r. Rośnie, obejmując rządy, przedsiębiorstwa, inwestorów, miasta, regiony i społeczeństwo obywatelskie - powiedział z kolei Antonio Guterres. On także podkreślił, że plany odbudowy po COVID-19 dają możliwość działania bardziej ekologicznego i czystszego. - Długoterminowym zobowiązaniom muszą towarzyszyć natychmiastowe działania, które zapoczątkują dekadę transformacji, której ludzie i planeta tak bardzo potrzebują - dodał.