Powódź w Australii. Tysiące pająków i myszy ucieka przed wodą. "Nie wyrządzą nikomu krzywdy"

Australia zmaga się z największymi od lat powodziami. W regionie Nowej Południowej Walii, którego stolicą jest Sydney, ewakuowano 18 tys. mieszkańców. Przed wodą uciekają także zwierzęta - węże, owady, ptaki, a także pająki. Organizacje prozwierzęce apelują, by nie bać się tych zwierząt. "One chcą przetrwać. Nie wyrządzą nikomu krzywdy" - mówi dr Lizzy Lowe.

Na początku ubiegłego roku Australia została nawiedzona przez ogromne pożary. W tym roku mieszkańcy Australii muszą zmagać się z powodziami we wschodniej części kraju. W niektórych regionach są one najgorsze od 1961 roku. 

Powódź w AustraliiPowódź w Australii. Woda wylewa się na ulice rwącymi potokami

Australia nawiedzona przez powodzie. Pająki uciekają przed wodą

Mieszkańcy Nowej Południowej Walii w Australii byli świadkami ogromnej migracji tysięcy pająków, które uciekały ze swoich nor na wyżej położone tereny. Pająki uciekając przed wodą, zaczęły pojawiać się w okolicach domów. - To wystarczyło, by naprawdę mnie przestraszyć. Nigdy nie widziałam czegoś takiego. Mam arachnofobię, więc mam nadzieję, że szybko wrócą tam, skąd przyszły - mówiła Melanie Williams w rozmowie z telewizją ABC.

 

"To rodzime gatunki, które próbują robić swoje, próbują przetrwać. Ostatnią rzeczą, jaką trzeba teraz robić, jest wyciągnięcie środka owadobójczego. Pająki zrobią wszystko, co w ich mocy, by uciec, by się rozproszyć. Nie wyrządzą nikomu krzywdy. Są bardzo, bardzo potrzebne, więc nie możemy się ich pozbywać. Powinniśmy martwić się o ratowanie pająków tak samo, jak martwimy się o ratowanie koali" - mówi w rozmowie z "The Guardian" arachnolog dr Lizzy Lowe.

Poza pająkami, ze swoich dotychczasowych miejsc bytowania uciekają także węże, ptaki czy myszy. Niektóre regiony walczą nawet z plagą szczurów, które przejęły sklepy czy pola uprawne w Queensland i Nowej Południowej Walii. Na jednej farmie myszy i inne gryzonie zjadły w ciągu kilku tygodni siano warte setki tysięcy dolarów.

Jak podaje Agencja Reutera, najtrudniejsza sytuacja jest w najbardziej zaludnionym stanie Australii, czyli Nowej Południowej Walii. W ciągu ostatnich dni rzeki wezbrały na tyle, że konieczna była ewakuacja 18 tys. osób. 

W niedzielę 21 marca w Sydney spadło 111 mm deszczu na metr kwadratowy, co jest rekordem opadów w tym roku. W niektórych częściach regionu w ciągu sześciu dni spało 900 mm deszczu, czyli ponad trzy razy więcej niż wynosi średnia w marcu. Prognozy pogody nie napawają optymizmem, gdyż silne deszcze mają trwać co najmniej do środy.

Rolnictwo a jakoś wód. Na zdjęciu rzeka Wieprz w okolicy Świdnika.Rolnictwo w kryzysie klimatycznym musi się zmienić. To będzie kosztować

- Spodziewamy się, że ten ulewny deszcz spadnie na obszary, które w ciągu ostatnich kilku dni nie doświadczyły tak dużego deszczu.  W związku z tym ryzyko powodzi rozwinie się również na tych obszarach - powiedziała Jane Golding z australijskiego Biura Meteorologii - Musimy się przygotować, że to będzie bardzo trudny tydzień - podkreśliła premierka stanu Nowa Południowa Walia Gladys Berejiklian. Ostrzeżenia zostały wydane także dla sąsiadującego stanu Queensland. 

Australia zmaga się z anomaliami pogodowymi 

Obecna sytuacja w Australii to kolejny dowód na coraz większy wpływ zmian klimatycznych. W ubiegłym roku Nowa Południowa Wala walczyła z suszą i katastrofalnymi pożarami buszu. Zwraca na to uwagę sama premierka stanu - Nie znam żadnego momentu w historii stanu, w którym mieliśmy takie ekstremalne warunki pogodowe w tak krótkich odstępach czasu w środku pandemii - powiedziała Berejiklian.

Zobacz wideo Kto odpowiada za ekstremalne zjawiska pogodowe?