Brak porozumienia ws. Turowa. Czechy odrzuciły ofertę, minister Kurtyka mówi o "eskalacji żądań"

Przedstawiciele polskiego rządu po raz siedemnasty rozmawiali z Czechami na temat sporu o kopalnię węgla w Turowie. Te rozmowy znów zakończyły się bez rozwiązania. Czechy nie zgodziły się na polską propozycję i miały przedstawić warunki, które były z kolei nie do zaakceptowania przez polską stronę. Minister środowiska obwinia Pragę.
Zobacz wideo Brak porozumienia ws. Turowa. Gowin: Nie o wszystkim mogę mówić. W maju panowie się nie zrozumieli

Miał być postęp w negocjacjach i determinacja do osiągnięcia porozumienia, to się jednak nie udało - znowu. Kolejna - siedemnasta już - tura rozmów w sprawie kopalni Turowa na linii Polska - Czechy zakończyła się bez oczekiwanego efektu. Tymczasem rośnie wysokość kary, nałożonej na Polskę przez Trybunał Sprawiedliwości UE, która jest efektem czeskiej skargi. 

Polska i Czechy nie porozumiały się ws. Turowa

"Polska oferta stanowiła ponadstandardową odpowiedź na oczekiwania strony czeskiej - nie została ona przyjęta. Po dzisiejszej decyzji największym przegranym jest lokalna społeczność po obu stronach granicy"- powiedział po rozmowach minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka.

W oświadczeniu opublikowanym przez polski resort można przeczytać, że Polacy przywieźli do Pragi ofertę, która "zawierała konkretne kwoty" na realizację projektów w Kraju Libereckim, głównie na infrastrukturę gospodarki wodnej. Strona polska podkreśla też, że zobowiązała się do wzmocnienia monitorowania oddziaływania Kopalni w zakresie emisji pyłów, generowania hałasu i wpływu na wody podziemne. 

 - Pozwoliłyby one [propozycje Polski - red.] na długofalowe zażegnanie sporu z naszymi południowymi sąsiadami, a także wzmocniłyby bezpieczeństwo ekologiczne w tym regionie. Nasza racjonalna propozycja spotkała się z eskalacją żądań strony czeskiej - powiedział minister Kurtyka. 

Zdjęcie ilustracyjneSpór o Turów. Wiceminister Buda: Czechy są w trudnej sytuacji. Dotarło do nich

Pięć miesięcy od wyroku TSUE

Rzecznik Ministerstwa Klimatu i Środowiska  Aleksander Brzózka powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że polska propozycja "daleko wykraczała ponad to, co było ustalone w maju tego roku pomiędzy przedstawicielami rządu czeskiego i polskiego". Jednak - jak dodał - "na sam koniec, na finiszu, zostały postawione takie warunki ze strony czeskiej, które były niedopuszczalne do przyjęcia przez przedstawicieli polskiego rządu".

Co dalej? Według rzecznika resortu dalsze rozmowy są możliwe, jednak "z innym nastawieniem przedstawicieli rządu strony czeskiej - takim nastawieniem, które pozwoli dowieźć to porozumienie i rozwiązać ten spór w sposób polubowny". Polsce na takim rozwiązaniu z pewnością zależy także dlatego, że 20 września TSUE nałożył na nasz kraj 500 tysięcy euro dziennej kary za niezaprzestanie wydobycia. To efekt skargi, którą wcześniej złożyli do TSUE przeciwko nam Czesi. Ich zdaniem, działanie kopalni węgla brunatnego Turów powoduje obniżenie poziomu wód gruntowych po ich stronie granicy. Kopalnia wydobywa węgiel, którym zasilana jest pobliska elektrownia. Strona polska argumentuje, że zaprzestanie wydobycia oznacza wstrzymanie pracy elektrowni, na co polski system energetyczny nie może sobie pozwolić. Polski rząd zapowiedział już, że kopalnia nie przerwie pracy.

Protest w Warszawie przeciw odkrywkowej kopalni węgla w Złoczewie (marzec 2019)Zwycięstwo mieszkańców i ekologów. "Nie" dla kopalni węgla Złoczew

Czechy na karze nie zyskują - pieniądze trafiają do Komisji Europejskiej. W teorii więc obu stronom powinno zależeć na porozumieniu. Jak widać, jego osiągnięcie nie jest łatwe, mimo pojawiających się co jakiś czas wypowiedzi o postępie w negocjacjach. W poniedziałek minister Kurtyka spotkał się ze swoim czeskim odpowiednikiem - Richardem Brabecem. - Te negocjacje nie były i nie są proste. Dziś jednak nawiązaliśmy do postępów poczynionych w piątek podczas rozmów eksperckich. Według mnie i dziś doszło do znacznego postępu - mówił wtedy Richard Brabec.

Więcej o: