Wymieranie jest na zawsze. Mamy ostatni moment, by otworzyć oczy na kryzys wokół nas

- W moim dzieciństwie na osiedlowej łące można było spotkać setki różnych motyli. Teraz ich nie ma - mówi Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska. Zagrożenie wymarciem to coś, co kojarzymy często z dużymi, majestatycznymi zwierzętami. Ale dotyczy on także niepozornych roślin czy małych zwierząt. Te - nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy - leżą u podstawy "systemu podtrzymywania życia" naszej planety.
Zobacz wideo 30 procent powierzchni kraju poddane ochronie do 2030 roku. Czy unijny cel jest realny?

Jak chronić coś, z czego istnienia nawet nie zdajemy sobie sprawy? To wyzwanie, które stoi dziś przed ekologami, a tak naprawdę przed każdym z nas - choć w większości o tym nie wiemy. 

W ciągu ostatnich kilku lat kryzys klimatyczny (wreszcie) stał się jednym z priorytetowych tematów dla (przynajmniej niektórych) polityków i mediów. Bardzo wiele jest tu jeszcze do zrobienia, ale jednocześnie zaszła znacząca zmiana. Na taki moment wciąż czeka inny, niemniej groźny, a pod pewnymi względami trudniejszy do zrozumienia kryzys bioróżnorodności.  

W przełomowym raporcie z 2019 roku międzynarodowy panel naukowców poinformował, że nawet milion gatunków żyjących na Ziemi może być zagrożonych wyginięciem. Jednak jak często od tego czasu słyszeliśmy o tym problemie, określanym jako kryzys bioróżnorodności lub - bardziej dosadnie - szóste wielkie wymieranie? 

Elektrownia w BełchatowiePrzełomowy raport: Milion gatunków zagrożonych wyginięciem

O zagrożeniu wyginięciem słyszmy najczęściej, gdy mowa o dużych, majestatycznych zwierzętach, takich jak nosorożce. Mniej mówi się - paradoksalnie - o gatunkach znacznie nam bliższym. Ile osób słyszało, że choćby gawron może zniknąć z Polski? Jeszcze większe wyzwanie jest w mówieniu o zagrożeniu dla gatunków, których nie zauważamy lub nawet nie znamy. Tymczasem są one równie ważnym, o ile nie ważniejszym, elementem naszych ekosystemów. A ich stabilność to nie tylko kwestia krajobrazów, ale funkcjonowania "systemu podtrzymywania życia" na Ziemi.

Także w lasach trzeba chronić pszczoły i inne zapylaczeTraktując lasy jak pola uprawne, szkodzimy zapylaczom. Bez nich zabraknie nie tylko jagodzianek

Wymieranie, którego nie zauważamy

- Wyzwanie jest szczególnie duże, gdy mówiony o zwierzętach innych niż duże kręgowce. Kiedy mówisz komuś o tym, że wyginie jeden z gatunków nosorożca, to nawet jeśli ten ktoś nigdy nie widział go na żywo, jest w stanie wyobrazić sobie konkretną stratę dla świata. To wielkie, wspaniałe zwierzę znika. Było, a teraz już go nie ma - powiedział nam Krzysztof Cibor, koordynator zespołu "Przyroda" w Greenpeace Polska. Organizacja w ramach swojej działalności prowadzi m.in. kampanię "Adoptuj pszczołę" na rzecz ochrony owadów zapylających. 

Mówienie o ich ochronie - wyjaśnia Cibor - jest szczególnym wyzwaniem, bo to "zwierzęta, których często nie zauważamy". - Widzimy, że coś nam bzyczy, ale nie postrzegamy ich przez różnorodność gatunków. Znamy może kilka - stwierdził. - Nie myślimy o tym, że to coś, co przelatuje nam obok ucha, jest może rzadkie, a tym bardziej ważne dla świata - dodaje.

Jego zdaniem kluczowe jest "otwieranie oczu". - Czyli sprawienie, żeby ludzie zaczęli widzieć, że ta cała piramida życia - dzięki której jesteśmy w stanie funkcjonować na tym świecie - opiera się na niesamowitej złożoności ekosystemów. I u podstaw tej złożoności leżą organizmy, w tym małe zwierzęta, które czasem trudno nam zauważyć - stwierdził. 

Gdzie kiedyś brzęczały owady, dziś jest pusto

Cibor zwrócił uwagę, że uzmysłowienie sobie problemu pozwala dostrzec go wokół nas. - Kiedy otworzymy oczy, zdamy sobie sprawę, że w wielu miejscach, gdzie 20 lat temu bzyczało, szumiało, latało mnóstwo owadów, dziś jest pusto. Kiedy ludzie to zauważają, to zaczynają zadawać pytania - zauważył i powiedział:

Wielokrotnie rozmawiałem z osobami, które pytają, gdzie są motyle. W moim dzieciństwie na osiedlowej łące można było spotkać setki różnych motyli. Teraz ich nie ma. Dwa lata temu wydarzyła się dość duża migracja rusałek, która była widoczna w mieście. Ludzie wtedy szeroko otwierali oczy i myśleli: dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak na co dzień nie ma tu motyli. To samo dotyczy pszczół czy innych owadów zapylających.

To może prowadzić do kolejnego kroku. - Gdy padną te pytania, do ludzi mogą dotrzeć odpowiedzi o przyczynach. O problemach związanych z chemizacją rolnictwa, z jego uprzemysłowieniem, z kurczeniem się przestrzeni dla owadów, z kryzysem klimatycznym - stwierdził. 

W ten sposób - tłumaczył aktywista - ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że owady mają wpływ na różne procesy, od których z kolei zależy choćby nasze bezpieczeństwo żywnościowe. To pomaga zrozumieć, że zniknięcie na zawsze danego gatunku pszczoły to wielka i realna strata - nawet jeśli o tej pszczole nigdy nie słyszeliśmy. 

Zrozumieć bioróżnorodność 

Klimat i w konsekwencji kryzys klimatyczny to proces złożony, jednak w porównaniu do zagrożenia bioróżnorodności i tak stosunkowo prosty do zrozumienia. Emitujemy gazy cieplarniane, głównie ze spalania ropy, węgla i gazu, to podgrzewa atmosferę, a bardziej gorący klimat i jego błyskawiczne zmiany są dla nas groźne. - Rzeczywiście zrozumienie wymierania wymaga połączenia różnych kropek. Łatwiej jest mówić o globalnym ociepleniu, kiedy można wskazać: zobaczcie, mamy 20 stopni w styczniu - powiedział Cibor. 

Kryzys środowiskowy jest bardziej złożony i często mniej oczywisty. Przykład? Paradoksalnie poprzez stawianie uli możemy... przyczyniać się do wymierania pszczół. - Często, gdy mówi się ludziom o zapylaczach, to myślą o pszczołach miodnych. Tymi pszczołami opiekują się pszczelarze, zdarzają się zatrucia, spadki populacji z innych powodów. Ale powstają nowe ule, odbudowuje się populacje. To często przysłania zagrożenie dla zapylaczy - bo mamy 470 innych gatunków pszczół w naszych ekosystemach i one nie mają opiekunów - powiedział aktywista Greenpeace. 

Jak wyjaśnił, czasem to może być nawet problemem dla dziko żyjących pszczół. - Bo pszczoły miodne, mające opiekę od ludzi, mogą stanowić dla nich konkurencję. To oczywiście dodaje kolejnego poziomu złożoności, gdy powiemy, że czasem trzeba chronić pszczoły przez ograniczenie ilości uli - stwierdził. 

W czerwcu tego roku polscy naukowcy pisali, że "coraz więcej badań wskazuje na to, że hodowlana pszczoła miodna może stanowić zagrożenie dla rodzimych gatunków dzikich pszczół". Innymi zagrożeniami mogą być monokultury (czyli duże obszary, na których nasadzono tylko jeden gatunek), które negatywnie wpływają na bioróżnorodność. W ten sposób las - jeśli to las gospodarczy, z silną ingerencją człowieka - czy pole kukurydzy może być jedną z przyczyn wymierania. 

- To zjawisko jest skomplikowane. Gdy zaczynamy je wyjaśniać, to odbiorcy mogą w pewnym momencie się wyłączyć, bo nie są już w stanie o tym słyszeć. Z drugiej strony wydaje mi się, że choćby kwestie tego, jak wygląda rolnictwo, tzw. chemia, zmiana sposobu użytkowania ziemi, to coś, co widzimy - zauważył Cibor.

Ucieka czas na zatrzymanie wymierania

Czasu na otworzenie oczu i zdanie sobie sprawy z wyzwań mamy coraz mniej. Wspomniany raport na temat bioróżnorodności opisywał, że aż milion gatunków na Ziemi jest zagrożonych wyginięciem przez naszą działalność. Szacuje się, że całkowita liczba gatunków to osiem milionów (w większości insekty), ale tylko część z nich udało się w ogóle skatalogować. Oznacza to, że wiele zwierząt i roślin wymrze, zanim zdążymy je poznać. 

Choć może się wydawać, że współczesna cywilizacja jest oddzielna i uniezależniona od przyrody, nic bardziej mylnego. Człowiek też jest częścią natury i jej niszczenie dotyka także nas. Przykład? Trzy czwarte upraw jest uzależnionych od zapylania przez zwierzęta i gdy tych zabraknie, nam zacznie brakować jedzenia. Setki milionów mieszkańców wybrzeża polegają na rybach jako na głównym źródle białka. Miliardy ludzi korzystają z drewna jako źródła energii oraz z leków opartych na roślinach. Już teraz - czytamy w raporcie - na świecie trwa 2500 konfliktów o zasoby: wodę, jedzenie, ziemię i paliwa. 

Z powodu zniszczenia siedlisk na wybrzeżach i raf koralowych zwiększyło się ryzyko powodzi dla 100 do 300 mln ludzi mieszkających na wybrzeżach. Przykładem tego jest cyklon Nargis, który przed 11 laty zabił 138 tys. ludzi głównie w Mjanmie (dawniej Birma). Skutki cyklonu i powodzi były gorsze z powodu zniszczenia lasów namorzynowych, które stanowiłyby naturalną ochronę dla wybrzeża.

To tylko kilka przykładów tego, że bioróżnorodność - choć jest wciąż mało znanym pojęciem - nie jest niczym abstrakcyjnym. To fundament natury - natury, której jesteśmy częścią. Gdy ją niszczymy, niemal dosłownie podcinamy gałąź, na której siedzimy. 

Więcej o: