PiS chce dosypać 31 mld zł do węglowej dziury. Ale efektu prawie nie będzie. "Liczą, że KE przymknie oko"

Na czwartek zaplanowane jest głosowanie nad ustawą, która przyzna w sumie 31 miliardów złotych wsparcia dla górnictwa. Ma to być wsparcie na stopniowe odchodzenie od węgla w tej dekadzie. Jednak z danych rządu wynika, że tempo zmniejszenia wydobycia będzie... prawie takie samo, jak w ostatnich latach - gdy wspacia nie było. Straty spółek węglowych rosną, a Polska planuje trzymać się węgla kilkanaście lat dłużej niż większość UE.
Zobacz wideo Piotr Woźny: Przed polską energetyką dekada gigantycznych wyzwań

Nowelizacja ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego pojawiła się w Sejmie w grudniu i została przyjęta błyskawicznie - w ciągu kilku dni. Po tym zajął się nią Senat, który odrzucił zmianę prawa. Powodem był przede wszystkim brak notyfikowania Komisji Europejskiej, co jest wymagane przy wsparciu publicznym firm - czytamy w uzasadnieniu. 

Teraz ustawa wróciła do Sejmu i na czwartek zaplanowano głosowanie, w którym Sejm może odrzucić weto Senatu. Wtedy tylko podpis prezydenta będzie potrzebny, by ustawa weszła w życie. Ma ona realizować założenia tak zwanej "umowy społecznej" rządu z górnikami węgla kamiennego. Umowa - a przede wszystkim plan wydobycia węgla aż do 2049 roku - jest krytykowany przez ekspertów jako nierealistyczny, niezgodna z wymaganiami walki przeciwko zmianom klimatu. Do tego ja plan może nie zgodzić się Komisja Europejska.

Dopłaty do redukcji wydobycia w kopalniach objętych Nowym Systemem Wsparcia - który tworzy ustawa - wyniosą w latach 2022-2031 28,8 miliarda złotych. Dodatkowo, ustawa zakłada umorzenie zobowiązań spółek węglowych wobec PFR i ZUS. Jak wynika z dokumentów, do których dotarł Greenpeace, łączna kwota tych zobowiązań to prawie 2 miliardy złotych. Zatem w sumie rząd zamierza przeznaczyć dodatkowe 31 miliardów dla górnictwa.

Celem ma być wspomniana redukcja wydobycia. Jednak Greenpeace wskazuje, że prognozy rządowe zakładają jego zmniejszenie w tempie podobnym do tego, jakie obserwujemy w ostatnich latach - bez dodatkowego wsparcia. 

Sejm będzie głosować nad wsparciem dla górnictwa. Aktywiści pytają: Jaka "redukcja"?

- Obóz rządzący liczy, że Komisja Europejska przymknie oko na górę pieniędzy dla górnictwa, ponieważ argumentowana jest ona celem redukcji wydobycia w kopalniach. Tymczasem z dokumentów rządowych wynika, że do 2031 roku redukcja nie odbiega od dotychczasowego trendu spadku wydobycia węgla w minionych latach - powiedziała Anna Meres koordynatorka kampanii klimatycznych w Greenpeace.

Organizacja wskazuje na harmonogram redukcji, który wskazuje, że jej tempo ma być podobne - a nawet wolniejsze - jak w latach 2018-2021. W tym czasie wydobycie w Polskiej Grupie Górniczej spadło o 19 proc. (na początku pandemii odnotowano większy spadek, ale zaraz po nim - odbicie). Tymczasem do 2026 roku PGG chce zmniejszyć wydobycie o zaledwie 13 proc. - i będzie to kosztować podatników 13 miliardów złotych. 

embed

(Grafika: Greenpeace)

Meres oceniła, że ustawa wsparcia górnictwa to "kolejny pomysł rządu na utrzymanie bankrutujących spółek węglowych na koszt podatników".

Więcej wiadomości znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl 

 - Ustawa nie rozwiązuje problemu, jakim jest trwale nierentowne górnictwo i konieczność szybkiego odejścia od węgla. Jednocześnie trudno jest sobie wyobrazić, aby Komisja Europejska przymknęła oko na tak ogromną pomoc publiczną, która nie przyspiesza procesu odchodzenia od węgla w Polsce. To nieodpowiedzialne działanie ze strony obozu rządzącego może skończyć się koniecznością zwrotu wraz z odsetkami otrzymanych pieniędzy i gwałtownej restrukturyzacji w kolejnych latach. Zamiast rzetelnie zaplanowanej sprawiedliwej transformacji mamy kolejną rundę dolewania wody do dziurawego wiadra - powiedziała.

Elektrownia węglowa BełchatówPolska na najlepszej drodze do zostania węglowym skansenem Europy

Węglowy skansen na Wisłą

Europa coraz bardziej przyspiesza odchodzenie od węgla pomimo trwającego kryzysu energetycznego. Po ostatnich deklaracjach Słowenii i Czech pozostajemy jedynym krajem Unii bez daty odejścia od węgla i jedynym, który planuje spalać go jeszcze w latach 40. 

Do tego polskie spółki energetyczne są na szarym końcu jeśli chodzi o plany transformacji producentów energii w Europie. PGE (do którego należą m.in. elektrownie Turów i Bełchatów) jest drugim — po niemieckim RWE — największym emitentem CO2 ze spalania węgla. Jednak Niemcy planują zakończyć wykorzystywanie tego paliwa w latach 30., a Polska — kilkanaście lat później. Firma zadeklarowała, że osiągnie neutralność klimatyczną do 2050 roku, jednak nie ma pośrednich celów (na rok 2030 i 2040) zgodnych z taką ścieżką transformacji. 

Rząd chce wydzielić aktywa węglowe PGE, Enei i Tauronu do nowego tworu — Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE). W ten sposób firmy zostałaby "wyczyszczone" z ciążącego węgla. Jednak to tylko przesunięcie problemu w inne miejsce, a koncepcja jest mocno krytykowana. W raporcie wspomniano o planach NABE, jednak w analizie założono scenariusz, w którym nie dochodzi do wydzielenia aktywów węglowych. 

Dalsze uzależnienie od węgla nie tylko pochłania wielkie środki, dosypywane do bankrutujących spółek. To także zapóźnienie naszej gospodarki, które przełoży się na wyższe ceny energii oraz spadek konkurencyjności i inwestycji. 

Siema! Gazeta.pl kolejny już raz gra #JedenDzieńDłużej dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Każde dodatkowe wsparcie dla tej akcji jest bezcenne. Licytujcie i kwestujcie razem z nami.

Więcej o: