UE uznaje gaz za zielone paliwo. Eksperci: Utrata wiarygodności, stracona szansa, prezent dla Putina

Komisja Europejska chce uznania gaz i atom za zielone w transformacji energetycznej, o co zabiegała Polska. Przyjęcie tej propozycji sprawi, że inwestycje w te źródła będą mogły otrzymać unijne dofinansowanie. Eksperci szczególnie ostro krytykują zawarcie tzw. taksonomii gazu - paliwa kopalnego, którego palenie emituje CO2. Mówią o "utracie wiarygodności" UE w walce ze zmianami klimatu i "prezencie dla Putina".

W środę Brukseli oficjalnie został zaprezentowany projekt przepisów dotyczący taksonomii, czyli zasad finansowania zrównoważonego rozwoju.

Taksonomia mówi - w uproszczeniu - o tym, jakie projekty będą uznane za "zielone" i będą mogły otrzymywać finansowanie unijne w ramach działań na rzecz zatrzymania zmian klimatu. We wstępnej propozycji z grudnia zaproponowano, by za takie źródła energii uznać także elektrownie atomowe oraz gaz. Jedno i drugie mają zwolenników, ale także zagorzałych przeciwników. W środę zaprezentowano finalną propozycję Komisji Europejskiej. I gaz, i atom pozostały w niej, a obostrzenia dotyczące wpływu na środowisko zostały jeszcze bardziej poluzowane. 

Gaz i atom w taksonomii UE

Uznanie gazu za zielone paliwo jest ostro krytykowane przez różne środowiska ekspertów, aktywistów, biznesu i naukowców. Nawet Platforma na Zrównoważonych Finansów - którą powołała Komisja - ostrzegała, że elektrownie gazowe nie mogą być uznane za "zielone" i "przejściowe rozwiązanie" ze względu na związane z ich pracą emisje gazów cieplarnianych. Samo spalanie gazu jest przedstawiane jako lepsza alternatywa dla węgla, bo bezpośrednie emisje CO2 są mniejsze. Jednak w całym procesie - wydobycia, transportu, składowania - dochodzi do uwalniania się części gazu. Jego głównym składnikiem jest metan - gaz cieplarniany kilkadziesiąt razy silniejszy od dwutlenku węgla. 

Wśród krajów, które od dawna lobbowały na rzecz uznania gazu za zielone paliwo, była m.in. Polska. Rząd od dawna mówi, że nie jest w stanie szybko przejść od węgla do energii ze źródeł odnawialnych i dlatego zabiegał o uwzględnienie gazu i atomu w taksonomii. W planach władz są ogromne inwestycje w elektrownie na gaz i potrzebną infrastrukturę. 

Jerzy Buzek i Bogdan RzońcaPO i PiS wspólnie za wsparciem dla gazu. Aktywiści: Skandaliczne

Więcej wiadomości na tematy związane z gospodarką znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl 

Stracona szansa i uzależnienie od Putina

Zofia Wetmańska, analityczka ds. taksonomii z Climate Bonds Initiative, oceniła, że zawarcie gazu w propozycji "stoi w sprzeczności z wyjściowymi celami UE, według których Taksonomia miała być 'złotym standardem' dla zrównoważonych inwestycji". - Zamiast zmniejszać zależność UE od paliw kopalnych, zapisy Taksonomii mogą narażać inwestorów na inwestycje w aktywa osierocone, jednocześnie utrudniając rozwój niskoemisyjnych alternatyw - oceniła. 

Zawarte w dokumencie kryteria są w jej opinii odejściem od opierania się na przesłankach naukowych w tworzeniu takich propozycji. Do tego - ze względu na obecną pozycję UE jako lidera zrównoważonego finansowania - te zapisy "mogą mieć negatywne skutki w skali globalnej". - Możemy mieć do czynienia z efektem domina, który utrudni realizację celów Porozumienia Paryskiego - powiedziała. 

Laurence Tubiana, jedna z architektek Porozumienia paryskiego i szefowa European Climate Foundation, zarzuca UE "odejście od polityki opartej na nauce" na rzecz politykierstwa. Napisała, że taksonomia to "stracona okazja", zaś uznanie gazu za zielone paliwo "nisko zawiesza poprzeczkę i tworzy ryzyko greenwashingu w systemie finansowym".

Jej zdaniem "rozsądni" inwestorzy zignorują wytyczne taksonomii, jeśli ta "stanie się politycznym narzędziem grup interesu". Zachęciła też inne instytucje UE do sprzeciwu. 

"To, co miało być polityką opartą na nauce, zostało zagmatwane w politykierstwo, z kilkoma rządami i lobby gazowym wymuszającymi takie działanie na Komisji. Ta propozycja podważa wiarygodność Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej, ponieważ ludzie nie mogą już wierzyć, że 'zielony' oznacza wolny od emisji gazów cieplarnianych" - stwierdziła. 

William Todts z organizacji Transport & Environment napisał, że uznanie gazu za "zielone paliwo" to prezent dla Władimira Putina. Obecnie 41 proc. importu gazu do krajów Unii Europejskiej pochodzi z Rosji. To z jednej strony wspiera autorytarne władze gotówką, z drugiej - sprawia, że UE otwiera się na groźby polityczne, ekonomiczne, a nawet militarne ze strony Kremla. Przykład tego widać właśnie teraz, w czasie kryzysu energetycznego - gdy Rosja wykorzystuje sytuację do szantażu i manipulacji cenami.

Zobacz wideo O co chodzi z gazem z Rosji? Spytaliśmy eksperta
Rekordowe ceny gazu, cięcia dostaw przez Gazprom, groźba wojny u naszych granic. Można by pomyśleć, że decydenci UE będą się starali stworzyć plan awaryjny, aby jak najszybciej uniezależnić UE od (rosyjskiego) gazu. Nie. Wręcz przeciwnie

- napisał Todts. Jak stwierdził, gaz znalazł się w taksonomii "po miesiącach intensywnego lobbingu" i "miliardy przeznaczone na odnawialne źródła energii i efektywność mogą zostać teraz przesunięte na elektrownie lub ciepłownie opalane gazem kopalnym". Zawarte w dokumencie warunki określił jako "słabe i trudne do wyegzekwowania warunki". Obecny kształt szczegółowych przepisów może m.in. tworzyć lukę, która pozwoli emitować więcej gazów cieplarnianych, jeśli projekt będzie zakładał, że spadną one w dalszej przyszłości. 

Skąd jest prąd? Wyjaśniamy, dlaczego energia elektryczna jest taka droga [OKO NA ŚWIAT]Skąd jest prąd? Wyjaśniamy, dlaczego energia elektryczna jest taka droga

Czy taki scenariusz jest przesądzony? Przed ostatecznym przejęciem taksonomii jeszcze kilka kroków. Teraz projekt trafi pod obrady państw członkowskich i Parlamentu Europejskiego. Francji, kierującej w tym półroczu pracami Unii, zależy na szybkiej akceptacji.  

We Wspólnocie jest grupa przeciwników. Austria, Dania, Szwecja i Holandia są przeciwne kwalifikowaniu projektów gazowych jako zielone inwestycje, Luksemburg nie chce się zgodzić na atom. Jednak do zawetowania propozycji potrzeba dużej grupy państw, na co w tej chwili się nie zapowiada. Mniej pewne jest to, czy nie zawetuje jej parlament, który zazwyczaj jest bardziej ambitny od KE w polityce klimatycznej. 

Więcej o: