Atomowy renesans. Polska podpisała zobowiązanie, ale może mieć problem

22 kraje podczas szczytu COP28 zadeklarowały, że potroją moc światowego atomu trzykrotnie w ciągu niecałych trzech dekad. Zobowiązała się do tego również Polska. Ale taki atomowy renesans niekoniecznie będzie korzystny dla naszego kraju.
Elektrownia atomowa, Belgia
Fot. Agencja Wyborcza.pl

22 kraje, w tym Polska, podczas szczytu klimatycznego COP28 podpisały 2 grudnia deklarację, w której zobowiązały się zwiększyć trzykrotnie moce w światowym atomie - podsumowuje wydarzenie S&P Global. Punktem wyjścia jest moc atomu z 2020 roku, która wynosiła 375 GW. Potrojenie ma zostać osiągnięte do 2050 roku.

Zobacz wideo Grzegorz Onichimowski: Projektowi elektrowni jądrowej trzeba w końcu nadać realny wymiar

Sygnatariusze deklaracji zobowiązali się do wspierania "rozwoju oraz budowy reaktorów nuklearnych, w tym małych modułowych reaktorów, oraz do wsparcia innych sposobów produkcji energii, które prowadzą do dekarbonizacji, tj. wodór czy produkcja paliw syntetycznych". Bank Światowy oraz inne międzynarodowe i regionalne banki rozwoju mają być zachęcane do uwzględniania energii atomowej w swoich politykach pożyczek na cele energetyczne. Ponadto dokument podkreśla to, jak ważne jest przedłużenie działania istniejących już reaktorów. Sygnatariusze mają być też oddani wspieraniu "rozsądnych narodów", które chcą rozwijać u siebie nową cywilną generację atomu

Pod listem podpisały się Stany Zjednoczone, Bułgaria, Kanada, Czechy, Finlandia, Francja, Ghana, Węgry, Japonia, Republika Korei, Mołdawia, Mongolia, Maroko, Holandia, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Szwecja, Ukraina, Zjednoczone Emiraty Arabskie, i Wielkiej Brytanii.

Moc atomu ma zostać potrojona. Nie najlepsze wieści dla Polski? 

"Dla ludzkości i klimatu - to wspaniała wiadomość. Dla Polski... już niekoniecznie. Przynajmniej w krótkim terminie, który jest dla nas kluczowy" - skomentował porozumienie zawarte podczas COP28 dziennikarz Jakub Wiech, ekspert od energetyki. Jak wylicza, by osiągnąć cel potrojenia mocy w atomie, mamy 27 lat, co oznacza, że rokrocznie trzeba oddawać reaktory o mocy 28 GW. "To sporo, ale już teraz w budowie/planowaniu jest 60 reaktorów o mocy ok. 65 GW" - pisze Wiech. Problemem jednak jest to, że - jak tłumaczy - takie tempo budowy, nawet jeśli spełni się w połowie, "oznacza gwałtowny wzrost zapotrzebowania na personel, materiały i fabryki związane z przemysłem jądrowym. Tymczasem już teraz są to elementy, które potrafią tworzyć wąskie gardła w projektach jądrowych". 

Dla Polski ma to kluczowe znaczenie, gdyż przed nami seria ważnych decyzji związanych ze szkoleniem kadry, układaniem procesu budowy i zamawianiem komponentów. Jeśli nie poradzimy z tym sobie szybko, to możemy napotkać na deficyty kadrowe i przeładowane zamówieniami fabryki. Efekt? Poważne opóźnienia już i tak spóźniającego się projektu

- napisał Wiech. 

Budowa elektrowni atomowej niemal zawsze wiąże się z opóźnieniami

Opóźnienia w budowie reaktorów atomowych są dość powszechne. Z raportu MAEA wynika, że na koniec 1998 roku o pięć lat lub więcej opóźniona była budowa ponad 40 elektrowni jądrowych (na całym świecie działa ich 439, stan na maj 2022). Budowa co dziesiątej elektrowni atomowej była więc poważnie opóźniona. Co prawda raport MAEA ma ponad 20 lat, ale większość reaktorów na świecie zbudowano w latach 1950-1980.

Od kilku dekad (poza Chinami i Indiami) elektrownie atomowe nie są tworzone masowo. Dość powiedzieć, że inwestycja w Finlandii jest pierwszą nową elektrownią atomową otwartą w Europie od 16 lat. I choć raport MEAE ma ponad dwie dekady, to dziś - jak widać - problemy z budową takich obiektów wciąż istnieją. Elektrownię w Finlandii otwarto bowiem dopiero w tym roku, po 18 latach budowy i z 13-letnim opóźnieniem.  

W ostatniej dekadzie zbudowano 62 reaktory - w tym 37 w Chinach - a średni czas ich budowy wynosił 9,2 lat, wynika z danych The World Nuclear Industry. W tym samym raporcie czytamy także, że spośród 17 oddanych reaktorów w latach 2019-2021 tylko dwa uruchomiono na czas. Pozostałe miały wieloletnie opóźnienia. 

Opóźnienia więc to nie tylko pieśń przeszłości, bo ponad 20 lat, jakie minęły od raportu MAEA, nie pozwoliły wykonać skoku cywilizacyjnego, który usunąłby problemy z budową elektrowni atomowych. Icg czas budowy mimo wszystko jednak spada. W ostatnich dziesięciu latach był o 0,7 roku krótszy niż w pierwszej dekadzie XXI wieku. MAEA wśród powodów opóźnień wymienia m.in., zmiany instytucjonalne/organizacyjne, kwestie ekologii, czy - tak jak wspominał Wiech - zbyt małą liczbę rąk do pracy

Więcej o: