Ginące orangutany i wypalane lasy tropikalne, fatalne warunki pracy - o problemach związanych z olejem palmowym mówi się coraz więcej. Do tego stopnia, że dorobiliśmy się, przypadającego na 1 lutego, Dnia Bez Oleju Palmowego. Jednak trudno mówić o powszechnym bojkocie, kiedy jego produkcja jest na rekordowym poziomie. Z drugiej strony obaw o ludzi i środowisko są tysiące produktów - nie tylko czekoladek.
W Polsce tłuszcze spożywcze kojarzą nam się ze swojskim olejem rzepakowym czy ew. słonecznikowym, ale na świecie olej palmowy to niekwestionowany lider. Produkuje się go prawie cztery razy tyle, co oleju z rzepaku. I nawet jeśli nie gotujemy na nim obiadów, to zużywamy go w Polsce dużo (prawie dwa razy tyle, co średnia dla Unii Europejskiej). Po jednej trzeciej zużycia trafia do żywności (margaryna, ciastka, pieczywo, słodycze), chemii oraz kosmetyków (mydła, środki czyszczące) oraz na pasze dla zwierząt. Do tego mała część (2 proc.) idzie na produkcje biopaliw.
Olej uzyskuje się z nasion lub miąższu olejowca gwinejskiego, zwanego potocznie palmą olejową. Ta rośnie tylko w gorącym i wilgotnym klimacie, w stosunkowo wąskim pasie ziemi przy równiku. To jednocześnie obszary najbardziej różnorodnych i cennych siedlisk przyrodniczych - lasy deszczowe pełne rzadkich i zagrożonych gatunków roślin i zwierząt, od motyli i storczyków po słonie, nosorożce i orangutany.
Szczególnie te ostatnie stały się symbolem zagrożenia ze strony oleju palmowego. Produkuje się go przede wszystkim w dwóch krajach - Indonezji i Malezji. Pod uprawy palmy olejowej i innych roślin wycinano i wypalano tam od lat ogromne obszary dziewiczych lasów. A żyjące tam orangutany traciły miejsce do życia lub padały bezpośrednio ofiarą niszczenia i wypalania lasów. Żeby zrozumieć skalę problemu, wystarczy spojrzeć na mapę wyspy Borneo (pamiętając, że to trzecia największa wyspa na świecie), którą stworzyli naukowcy badający problem. Czerwonym kolorem zaznaczono tereny, które wylesiono w latach 1973-2010:
Jednak w ostatnich latach poziom wylesiania w Indonezji i Malezji spada (co nie znaczy oczywiście, że ten proceder nie trwa). To może być częściowo efekt presji na władze państwowe i firmy. Organizacja WWF Polska, która należy do koalicji grup działających na rzecz zrównoważonego oleju palmowego, argumentuje, iż rozwiązaniem nie jest bojkot, ale właśnie wymuszenie lepszych standardów uprawy palm i produkcji oleju.
Jedną z organizacji przyznających takie certyfikaty jest RSPO (Roundatble on Sustainable Palm Oil - Okrągły Stół dla Zrównoważonej Produkcji Oleju Palmowego), do którego należy międzynarodowy WWF. Aby olej palmowy uzyskał certyfikat RSPO, musi być produkowany zgodnie z szeregiem zasad. Przede wszystkim uprawa nie może przyczyniać się do wylesiania cennych lasów, osuszania mokradeł, czy wypalania lasów pod uprawy. Wprowadza też pewną ochronę praw pracowniczych czy stosowania chemikaliów (np. zakaz oprysków z powietrza).
Jednak certyfikacja obejmuje tylko część upraw. Choć w Europie certyfikowana jest większość importowanego oleju palmowego (79 proc. w 2017 roku), to w skali świata tylko 20 proc. produkcji ma certyfikat RSPO.
Do tego certyfikacja nie rozwiązuje wszystkich problemów. Chociaż certyfikacja zakłada audyty i kontrole, trudno mieć pewność, że obietnice są spełnianie w 100 procentach. Kolejne raporty wykazywały niedociągnięcia i luki w standardach certyfikowanych producentów, padały nawet oskarżenia o greenwashing. Badanie z 2020 roku wykazało, że nawet trzy czwarte certyfikowanych upraw palmy olejowej znajduje się na terenach, które kilkadziesiąt lat temu był lasem.
Tym, co może przyczynić się do poprawy sytuacji, są regulacje państwowe lub międzynarodowe. Te, w przeciwieństwie do certyfikatów, nie są dobrowolne. Unia Europejska przyjęła prawo, zgodnie z którym importowane do krajów wspólnoty produkty nie mogą pochodzić z terenów poddanych wylesianiu. Kiedy w pełni wejdzie w życie, będzie to oznaczało zakaz importu także oleju palmowego, którego produkcja przyczyniła się do niszczenia lasów. To już teraz może mieć wpływ na działania krajów uprawiających palmy olejowe. W grudniu Indonezja zapowiedziała kary w wysokości w sumie 310 mln dolarów na firmy uprawiające palmy olejowe na wylesionych terenach - i może wynikać to właśnie z obawy, że indonezyjski olej nie będzie mógł być sprzedawany do UE. Władze kraju poinformowały też, że stwierdzono prowadzenie upraw na 200 tys. hektarów, które powinny być lasem. Ziemia ma wrócić pod kontrolę państwa i być ponownie zalesiana.
WWF zwraca uwagę, że wg. obecnych prognoz popyt na olej palmowy będzie rósł i to szybko. Do 2050 roku może się nawet potroić. Jeśli jego produkcja byłaby dalej prowadzona w taki sam sposób jak dotychczas, to oznaczałoby katastrofę dla środowiska i ludzi w regionie uprawy palm olejowych.
Jednym z głównych argumentów na rzecz poprawy jakości upraw palm olejowych - zamiast zamiany ich na inne źródła tłuszczów - to wydajność. Na tym polu palma olejowa jest bezkonkurencyjna. Owocuje do dwóch razy w miesiącu, przez cały rok, a rośnie nawet 25 lat. Według danych cytowanych przez WWF Polska, z jednego hektara upraw można uzyskać 3,7 tony oleju. W przypadku rzepaku to 1,3 tony, a palmy kokosowej - 0,8 tony. Organizacja wylicza, że żeby zastąpić obecne zużycie oleju palmowych tłuszczami z innych roślin, potrzebowalibyśmy pokryć uprawami prawie pięciokrotnie większy obszar Ziemi. A to może oznaczać więcej wylesiania, nie mniej.
Do tego dochodzi kwestia zdrowotna. Chociaż często można usłyszeć o "szkodliwości" oleju palmowego dla zdrowia, to pod względem wpływu na nasz organizm nie jest gorszy od niektórych innych tłuszczów. A w porównaniu np. do masła olej palmowy jest lepszy pod względem mniejszej ilości tłuszczów nasyconych i braku tzw. tłuszczów trans.
Dlatego zamiana oleju palmowego na inny niekonieczne przyniesie benefity zdrowotne czy środowiskowe. Z drugiej strony nie jest on składnikiem cennym czy niezbędnym dla naszej diety i bez problemu można odżywiać się zdrowo bez oleju palmowego i produktów z jego zawartością. Oczywiście "zdrowo" to tylko jeden z aspektów tego, czym kierujemy się, wybierając dietę. Jeśli zrezygnujemy z ciasteczek i czekoladek, nasze zdrowie nie ucierpi, a wręcz przeciwnie. To samo można powiedzieć o środowisku - bo niezależenie o jaki tłuszcz chodzi, jego produkcja może być obciążeniem dla przyrody.
Trudno jednak oczekiwać, że świat zrezygnuje ze słodyczy (i wielu innych produktów) zawierających tłuszcze. A do ich produkcji olej palmowy jest (w jakimś stopniu) potrzebny. Dużo bardziej realne wydaje się więc wymuszenie takich rozwiązań, które przekonają - lub zmuszą - firmy do minimalizowania szkód. A obok tego można ograniczać zużycie oleju tam, gdzie się da. Biorąc pod uwagę, że w Polsce prawie 1/3 oleju palmowego trafia na pasze dla zwierząt, to np. ograniczenie lub całkowita rezygnacja z jedzenia mięsa znacząco przyczyniłaby się do zmniejszenia zapotrzebowania na ten olej (obok szeregu innych pozytywnych skutków).