Pomiędzy bezustannymi docinkami, kpinami i przerywaniem, jakie wobec aktywistów Ostatniego Pokolenia wypowiadali Robert Mazurek i Krzysztof Stanowski, znalazły się też klimatyczne bzdury. Te pierwsze pozostawiamy każdemu do własnej oceny, ale te drugie postaramy się naprostować. Bo powielanie dezinformacji nt. zmiany klimatu w programie, który ma 500 tys. wyświetleń, jest nie tylko nieodpowiedzialne, ale wręcz groźne.
W tym tygodniu gośćmi wywiadu w Kanale Zero na Youtube byli Jan Latkowski i Tytus Kiszka, aktywiści z grupy Ostatnie Pokolenie. W ostatnich tygodniach w ramach protestów m.in. blokowali ulice i mosty w Warszawie. Domagają się od rządu bardziej zdecydowanych działań na rzecz zatrzymania zmiany klimatu, a konkretnie poprawy transportu publicznego i przekierowania na kolej czy autobusy środków, za które mają być budowane kolejne autostrady.
Mazurek na początku wymienił kilku naukowców, którzy kwestionują aktualny stan wiedzy naukowej nt. zmiany klimatu, jej powodów i przebiegu. Powtarza też "argument" często stosowany przez osoby próbujące podważać fakty dot. globalnego ocieplenia: że nauka "nie opiera się na zgodzie" i ważne jest kwestionowanie naturalnej wiedzy.
Tymczasem sam Mazurek w swoich argumentach opierał się nie na przywoływaniu naukowych dowodów i danych, lecz na autorytecie wymienionych osób. Mówił, że on "nie jest w stanie rozstrzygać", czy racje ma kilku naukowców kwestionujących zmianę klimatu, czy ogromna większość badaczy i wszystkie szanowane instytucje, które przyznają, że przez człowieka klimat się zmienia.
Mazurek wymienia jednego z naukowców, którzy kwestionują fakty dot. zmiany klimatu - Richarda Lindzena. Wspomniał, że Lindzen "należy do Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC)", a jednak kwestionuje ludzki wpływ na klimat. To po pierwsze nieprawda - IPCC nie jest organizacją, do której naukowcy należą bezterminowo. Lindzen pracował nad częścią raportów IPCC w latach 90. Choć już wtedy dobrze rozumiano wpływ człowieka na klimat, to od tego czasu nauka jeszcze poprawiła stan wiedzy, a w najnowszym raporcie IPCC napisano:
Działalność człowieka, głównie poprzez emisję gazów cieplarnianych, bezdyskusyjnie spowodowała globalne ocieplenie. (...) Spowodowane przez człowieka zmiany klimatu już teraz wpływają na wiele ekstremalnych zjawisk pogodowych i klimatycznych we wszystkich regionach na całym świecie.
Więc choć Roberta Mazurek sam mówił, że "nie ma kompetencji" do oceny pracy naukowców, to w bardzo ocenny sposób mówił, że "naukowcy nie potwierdzają" tego, że klimat się zmienia. To zupełna nieprawda, co pokazuje powyższy cytat z raportu IPCC - wiedza o globalnym ociepleniu jest "bezsprzeczna". I nie jest to wynik konsensusu czy głosowania naukowców, lecz badań podsumowanych w tym raporcie. Pomiary temperatury, poziomu gazów cieplarnianych, komputerowe modele klimatu i obserwacje zmian w atmosferze, oceanach i na lądach - to one (a nie konsensus lub jego brak) są najważniejszym dowodem na zmianę klimatu.
Zresztą IPCC także nie wyskoczyło jak filip z konopi ze swoim twierdzeniem o "bezsprzeczności" zmiany klimatu spowodowanej przez człowieka. Jak przypomniała w niedawnym komunikacie Polska Akademia Nauk, wiedza naukowa i stanowisko panelu ewoluowało przez lata. W pierwszym raporcie z 1990 roku naukowcy pisali o "obawach", że nasze emisje gazów cieplarnianych podgrzewają klimat; w kolejnych edycjach raportu prezentowano więcej dowodów, aż do najnowszego, gdzie pewność co do tego jest "bezdyskusyjna".
Szkodliwość całego tego wątku rozmowy polega na tym, że roztrząsa temat dawno zamknięty. Wiemy, że klimat się zmienia z naszej winy, mamy też niezłe pojęcie o katastrofalnych konsekwencjach ocieplenia Ziemi o 3 czy 4 stopnie Celsjusza (które nastąpi, jeśli dalej będziemy spalać ogromne ilości węgla, ropy i gazu). Teraz trzeba rozmawiać o tym, jak szybko i z zachowaniem sprawiedliwości społecznej ten kryzys zatrzymać. Debata o tym, ilu naukowców ma odmienne zdanie, to strata czasu - daje możliwość odwlekania działań na rzecz klimatu. Jednak działania na rzecz bezpieczeństwa klimatycznego wymagają wysiłku, nawet wyjścia ze strefy komfortu - dlatego zapewne łatwiej uciekać się do łapania za słówka, chwytów retorycznych i atakowania rozmówców, niż rzeczywiście zmierzyć się z tematem.