Film "Bølgen" ("Fala") był w 2015 roku norweskim kandydatem do Oscara. To katastroficzna wizja osunięcia się góry Akneset, które wywołuje wielkie tsunami w norweskich fiordach. Inspiracją do tego filmu były wydarzenia z 1934 roku, gdy śmiercionośnie tsunami zatopiło kilka miejscowości i pozbawiło życia 40 osób. Naukowcy alarmują jednak, że wydarzenia z filmu są dużo bliższe powtórzeniu się, niż ktokolwiek przypuszczał. Przedstawiło je CNN w materiale telewizyjnym.
Góra Akneset, która była bohaterką wspominanego filmu, osuwa się o około 10 centymetrów rocznie. Istnieje obawa, że jeśli z góry zaczną spadać coraz większe masy skał, wywoła to podobne tsunami jak z norweskiego filmu. To olbrzymie zagrożenie, ponieważ w pobliżu góry leży gmina Stranda, w której mieszka około 5 tysięcy osób. Zbocze góry ma być luźne, więc w każdej chwili może z niego osunąć się ogromny kawał skały.
Dyrekcja norweskiej obrony cywilnej przeprowadziła w 2015 roku ocenę ryzyka osunięcia. Z ich szacunków wychodzi, że do pobliskiego fiordu mogłoby spaść 54 miliony metrów sześciennych skał. Jeśli rzeczywiście tak by się stało, poziom wody wzrósłby momentalnie o kilka metrów, a okoliczne wioski zostałyby zalane. Co więcej, w dwa miasta na końcu fiordu Hellesylt oraz Geiranger uderzyłaby fala o wysokości 70, a nawet 80 metrów.
Zajmujący się tą górą geolog Lars Harald Blikra przyznał, że taki scenariusz możliwy jest za "dwa, trzy lata lub nawet za 50 lat". Tak naprawdę pozostaje to wielką niewiadomą. - Fala tsunami zacznie się rozprzestrzeniać się po fiordzie. Czy będzie wysoka, czy niska? Kto to wie? Może zaleje nas szybko, a może wolno. Nie możemy tego przewidzieć - mówił z kolei Geir Gjørva, agent żeglugowy w materiale CNN.
Góra Akneset jest stale monitorowana, aby przewidzieć zagrożenie i przeprowadzić ewakuację okolicznych miasteczek. Ich mieszkańcy są do tego stale przygotowywani. Rozważane jest także osuszenie góry, co mogłoby opóźnić osunięcie się jej o nawet 1000 lat.
Mieszkańcy nie myślą jednak o zagrożeniu. Żyją swoim życiem i ufają, że w sytuacji zagrożenia zadbają o nich naukowcy i odpowiednie służby. - Jesteśmy około 30-40 metrów nad poziomem morza. Pewne jest, że jeśli fala osiągnie 90 metrów, znajdziemy się pod wodą. Zatem nie możemy żyć cały czas z tą myślą w głowie. Tak się nie da żyć - tłumaczył CNN Olav Arne Merok, emeryt, który całe życie spędził w Geiranger.