Wstęgora królewskiego zaobserwowano u wybrzeży Kalifornii tylko 20 razy w ciągu minionych ponad 120 lat (od 1901 roku). Ludzie widzą go więc bardzo rzadko - i być może stąd wzięła się katastroficzna reputacja tej ryby. Ostatni taki przypadek miał miejsce w ubiegły weekend, na północ od San Diego. Wstęgora o długości 3,6 metra znalazła w zatoce La Jolla grupa kajakarzy i osób uprawiających snorkeling.
O rzadkim znalezisku poinformował Instytut Oceanografii Scripps, będący częścią Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego w serwisie X. Odkrywcy skontaktowali się z ratownikami morskimi i oddziałem NOAA (Narodowej Służby Oceanicznej i Atmosferycznej), do którego przetransportowali martwe zwierzę. Tam ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok ryby i ustalona przyczyna zgonu.
Wstęgory królewskie to jedne z najdłuższych ryb na świecie. Potrafią osiągać 6 metrów długości. Żyją zwykle w niedostępnych głębiach oceanicznych, w strefie mezopelagicznej, która rozciąga się od 200 do 1000 metrów pod powierzchnią wody. Bardzo słabo ją znamy, nie dociera tam światło słoneczne, stąd ta warstwa morza bywa nazywana "strefą mroku".
Ponura reputacja wstęgora jako "ryby zagłady" nie ma naukowego potwierdzenia korelacji między jej pojawieniem się na powierzchni a katastrofami naturalnymi - choć BBC zauważa, że dwa dni później w Los Angeles zaobserwowano niewielkie trzęsienie ziemi (o magnitudzie 4,4). "The Washington Post" podaje, że w miesiącach poprzedzających katastrofalne trzęsienie ziemi u wybrzeży Japonii i tsunami z 2011 roku widziano 20 wstęgorów. Osiem lat później japońscy naukowcy wykazali, że nie ma związku między tymi obserwacjami i trzęsieniami ziemi, określając takie powiązania mianem przesądu. Znalezisko z Kalifornii może być dla naukowców cenne, bo daje wgląd w życie bardzo słabo poznanych przez nas obszarów naszej planety.