105 ton martwych ryb - to najnowszy, zapewne nie ostateczny, bilans katastrofy ekologicznej na zbiorniku Dzierżno Duże na Śląsku. Na początku sierpnia wykryto tam ogromną ilość złotej algi, glonu, który był przyczyna masowego wymierania ryb w Odrze w 2022 roku. Wtedy też wędkarze zauważyli pierwsze martwe ryby, a niedługo później, razem ze służbami, usuwali tony dziennie.
Rozmiar katastrofy jest wielki dla jednego zbiornika, ale jej zasięg był mniejszy niż w 2022 roku, kiedy objął duży odcinek Odry. - Skala katastrofy na zbiorniku Dzierżno jest zupełnie inna niż dwa lata temu na Odrze. Wtedy zginęło 1650 ton ryb - mówi nam Jacek Engel z Fundacji Greenmind i Koalicji Ratujmy Rzeki.
To, że doszło do katastrofalnego w skutkach zakwitu złotej algi - która w pewnych warunkach uwalnia substancję toksyczną dla ryb i małży - ekspertów nie dziwi. Ostrzegali przed tym w raportach i wywiadach, o czym pisaliśmy też wielokrotnie w Gazeta.pl.
Organizacje ekologiczne od dawna alarmują, że jakość wody w polskich rzekach jest fatalna, a od dwóch lat ostrzegaliśmy, że problem ze złotą algą pojawi się ponownie. Tak się stało i wcale nie jest powiedziane, że to koniec na ten rok. Jeśli dalej będziemy mieli wysoką temperaturę, niski przepływ w Odrze, to nie można wykluczyć, że wymieranie ryb będzie trwało
- mówi nam Karol Ciężak z Towarzystwa na Rzecz Ziemi.
Czy katastrofy na jeziorze Dzierżno dało się uniknąć? Na to pytanie - według Engela - trudno jednoznacznie odpowiedzieć. - Podstawą jest zmniejszenie zrzutów zasolonej wody do Odry i jej dopływów. Od dwóch lat wiemy, że zasolenie jest jednym ze źródeł problemu, bo pozwala rozwijać się złotej aldze. Pewnie w tym czasie można było zrobić więcej - uważa. Także Ciężak podkreśla, że był czas na podjęcie działań ograniczających zrzuty solanek, na weryfikowanie pozwoleń na rzut zasolonych wód. - Żeby chociaż ograniczać zrzuty zasolonej wody w okresie niżówek. To jest podstawa - mówi.
Złota alga (Prymnesium parvum) to obcy w Polsce gatunek glonów, który wytwarza toksyczne dla ryb prymnezyny. Występuje w dość zasolonych wodach, a więc teoretycznie słodkowodne rzeki nie powinny być dla tej algi dobrym środowiskiem. Jednak rzeki w Polsce - w tym Odra - są bardzo zasolone, głównie z powodu zrzucania do nich solanek odpompowywanych z kopalni.
Szczególnie w rzekach i zbiornikach na Śląsku zasolenie może być ekstremalne. Na przykład w Kanale Gliwickim - który łączy się ze zbiornikiem Dzierżno (ten zresztą sam jest sztucznym zbiornikiem poeksploatacyjnym), a później z Odrą - zasolenie bywa znacznie wyższe niż w Bałtyku. Według ostatnich danych pomiarowych w górnym biegu Odry, na granicy z Czechami, przewodność wody (to pośredni sposób mierzenia zasolenia) wynosi 525 µS/cm, a już w województwie opolskim - 1920 µS/cm. Na początku kanału Gliwickiego to ponad 11 000 µS/cm.
To ogromne zasolenie - w połączeniu z innymi zanieczyszczeniami, które dostarczają glonom składników odżywczych - pozwala na zakwity alg, które mogą skończyć się uwolnieniem toksyny i wymieraniem ryb.
- Kopalnie węgla dostały od poprzedniego rządu licencje na zabijanie i ciągle z nich korzystają. Bo jak inaczej nazwać niemal nieograniczoną możliwość zrzucania zasolonych ścieków do dopływów Odry i Wisły? Setki tysięcy martwych ryb w jeziorze Dzierżno to kolejna odsłona trwającej już dwa lata katastrofy - powiedziała Katarzyna Bilewska z Greenpeace. Jej zdaniem rząd podejmuje tylko doraźne kroki, a "wbrew zapowiedziom Donalda Tuska polskie rzeki nadal nie są chronione przed zrzutami słonych ścieków z kopalń".
Gdy doszło do katastrofy na Odrze, wiele mówiono o braku należytego monitoringu jakości wody w rzece i jej dopływach. Czy na tym polu nastąpiła poprawa?
- Jeśli chodzi o monitoring, to obecnie jest wręcz gorzej - mówi Jacek Engel i wyjaśnia: - Za monitoring środowiska, w tym jakości wody, odpowiada ustawowo Inspekcja Ochrony Środowiska. A za poprzedniego rządu dano 250 mln zł na budowę zupełne alternatywnego systemu monitoringu wód powierzchniowych przez Instytut Rybactwa Śródlądowego. Jego koncepcja nie ma sensu, bo zawiera setki stacji, ale mierzą tylko kilka parametrów. Tymczasem potrzebujemy mniej stacji, ale takich, które mierzą o wiele więcej.
Nowy rząd także krytycznie ocenia pomysł poprzedników na monitoring oraz stan jego realizacji - w sierpniu Ministerstwo Klimatu złożyło w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.
By lepiej koordynować działania związane z rzeką, powołano Międzyresortowy Zespół ds. Odry, a akcję dotyczącą Dzierżna koordynował sztab kryzysowy. Jednak zdaniem Engela można odnieść wrażenie, że między ministerstwami klimatu (odpowiedzialnym za ochronę środowiska) i infrastruktury (odpowiada za wody) "jest jakaś 'konkurencja' o to, kto lepiej chroni Odrę". Resort Klimatu informował o nadzorowanym przez siebie eksperymencie w zwalczaniu złotej algi. A w tym samym czasie Ministerstwo Infrastruktury informowało o "sukcesie" zupełnie innej metody (wykorzystuje środek na bazie związków krzemu).
- Wygląda, jakby ze sobą konkurowały, a przecież na pierwszym miejscu powinna być Odra, a nie ambicje polityczne. Przywrócenie nadzoru nad gospodarką wodną przez resort środowiska uzdrowiłoby sytuację. To prosty zabieg, wymaga jedynie rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów - mówi Engel.
Eksperyment nadzorowany przez resort klimatu dotyczy neutralizacji złotej algi przy pomocy perhydrolu (nadtlenku wodoru, czyli wody utlenionej). Środek ma być skuteczny w zwalczaniu glonów, a jednocześnie bezpieczny dla ryb. Resort klimatu ogłosił sukces, bo eksperyment w rzece Kłodnicy (która łączy się z Dzierżnem i płynie obok Kanału Gliwickiego) wykazał, że po zastosowaniu preparatu ilość złotej algi maleje o 95-99 procent.
Ale organizacje ekologiczne mają wątpliwości - przede wszystkim dotyczące skali. - Działania rządu wokół "eksperymentu" z perhydrolem postrzegam jako niepoważne. Z doświadczeń innych krajów wiadomo, że on zwalcza Prymnesium parvum. Ale we wszystkich publikacjach, jakie widziałem na ten temat, mowa o małych zbiornikach, a nie całych rzekach - mówi Jacek Engel z Fundacji Greenmind
- Eksperymenty jak te z nadtlenkiem wodoru może mogą uratować coś w ekstremalnych sytuacjach, ale nie wyobrażam sobie zasypania nim całego Kanału Gliwickiego - uważa Karol Ciężak. Razem z zespołem badawczym pracuje on nad niezależnym monitoringiem efektów użycia nadtlenku wodoru na małe organizmy żyjące w wodzie.
Trzeba przyznać, że samo ministerstwo też podkreśla, że stosowanie nadtlenku wodoru jest "działaniem kryzysowym", a nie docelowym rozwiązaniem problemu. "Obecnie trwają prace nad m.in. stworzeniem planu ograniczającego zasolenie wód, jednej z głównych przyczyn rozwoju złotej algi w Odrze" - informuje resort.
Także organizacje pozarządowe uważają, że kwestia zasolenia i poprawy jakości wód jest kluczowa dla walki ze złotą algą. I nie ma czasu do stracenia, bo Odra, Wisła (która także jest zasolona na niektórych fragmentach) czy zbiorniki takie jak Dzierżno, mogą w każdej chwili stać się miejscem zakwitu glonów.
Zmiana specustawy odrzańskiej jest przesuwana, teraz mowa o jesieni. A przecież rząd dostał dawno temu propozycję przygotowaną przez prawniczki z organizacji Frank Bold. Do tego słyszymy, że nie zostanie zmieniona stawka opłaty za zrzut soli. Teraz wynosi ona śmieszne 5 groszy za kilogram
- mówi Engel. Jego zdaniem ważne, aby kopalnie zaczęły płacić za szkodę w środowisku, jaką jest wyrzut zasolonej wody do rzek. - Opłata powinna być na tyle wysoka, żeby bardziej opłacała się budowa systemów odsalania albo ponowne zatłaczanie zasolonych wód do ziemi - podkreśla.
Innym rozwiązaniem, o którym wspomina, jest stworzenie i wykorzystywanie zbiorników retencyjnych. Zasolona woda z kopalni mogłaby trafiać tam na okres, kiedy jest wysoka temperatura, niski przepływ, a więc duże ryzyko zakwitu algi. - To dużo tańsze od systemów odsalania. W przygotowanej za rządów PiS ustawie pojawiło się premiowanie za retencjonowanie zasolonej wody, ale ono obowiązuje już od 5 dni - a niżówka na Odrze w 2022 roku trwała 80 dni, więc to śmiesznie krótko - mówi.