- W kilkuletniej historii naszej działalności rozmowy były trudne. Natomiast leśnicy to ludzie, z którymi da się rozmawiać. Problemem nie są ludzie, tylko system - ocenił Sławomir Kubisa z Inicjatywy Leśnej Utrata. To jedna z 17 grup i organizacji pozarządowych, które będą brały udział w rozmowach na temat wyznaczenia lasów społecznych wokół aglomeracji warszawskiej.
Rozmowy ruszają 16 września. To część procesu, który zainicjowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Jego celem jest wyznaczenie w nadleśnictwach wokół 12 miast i aglomeracji nowej formy ochrony przyrody - lasów społecznych. Rząd postawił sobie za cel wyłączenie w sumie 20 procent lasów z typowej gospodarki leśnej. Oprócz rezerwatów i ochrony najcenniejszych przyrodniczo kompleksów leśnych mają zostać wyznaczone lasy, które w sposób szczególny służą ludziom mieszkającym w okolicy.
Wiceminister Mikołaj Dorożała tłumaczył, że głównym wyznacznikiem lasów społecznych będzie to, że funkcja gospodarcza - czyli wycinki w celu pozyskania drewna - mają co najmniej zejść na dalszy plan. Ministerstwo wyznaczyło 12 miast wokół których powstaną pierwsze lasy społeczne. Ale wyznaczenie konkretnych fragmentów nadleśnictw, które zostaną objęte tą formą ochrony, ma zostać wypracowane w dialogu społeczności, leśników, samorządów, i branży drzewnej. We wrześniu ruszają konsultacje.
- Z jednej strony jesteśmy pełni nadziei, natomiast nasz optymizm jest umiarkowany - mówiła Anna Kalina-Gagnelid. Najgorszym scenariuszem dla inicjatyw starających się chronić lasy byłoby wyznaczenie lasów społecznych na bardzo małych fragmentach lub z niskim stopniem ochrony, co mogłoby pozwolić odtrąbić sukces władzom, a realnie nie poprawiłoby sytuacji w lasach.
Na poniedziałkowe spotkanie inicjatywy społeczne idą z gotową propozycją wyznaczenia lasów społecznych wokół Warszawy. Za nią stoją lata protestów, rozmów z leśnikami, petycje, negocjacje - wymieniali aktywiści.
- Spornych miejsc jest dużo i to pokazuje, że spora część społeczeństwa czeka na lasy społeczne. Jeżeli nie nastąpią znaczące zmiany w gospodarce leśnej, to rozczarowanie społeczne będzie duże - podkreśliła Agnieszka Chołuj z Inicjatywy Cenne Lasy rembertowsko-okuniewskie.
Inicjatywy przygotowały mapę z propozycją lasów społecznych wyznaczonych z dokładnością do konkretnych działek leśnych. Na części chcieliby zaprzestania gospodarki leśnej, a innych - jej ograniczenia. - Zależy nam, żeby traktować te lasy jako spójne, funkcjonujące ekosystemy, a nie małe fragmenty do rekreacji - dodała Chołuj.
Poza tym aktywiści oczekują zachowania sędziwych drzew, odejścia od wycinania całych części lasów oraz orania gruntów po wycince. Zwrócili uwagę na to, że - chociaż rekreacja jest ważna i wartościowa - to lasy wokół aglomeracji pełnią wiele innych funkcji: regulują klimat, oczyszczają powietrze, retencjonują wodę.
- Już od połowy XX wieku urbaniści w Polsce dostrzegli rolę lasów aglomeracyjnych. Wokół Warszawy powinien istnieć zielony pierścień - podkreśliła Chołuj.
Anna Kalina-Gagnelid (Inicjatywa Las Młochowski) zwróciła uwagę, że Warszawa to jedno z niewielu miast w Polsce, gdzie liczba ludności rośnie. - Przedmieścia rozrastają się gwałtownie. A ilość terenów zielonych się nie zwiększa - powiedziała.
Aktywiści, powołując się na badania, wskazali, że na jednego Warszawiaka przypada średnio 50 metrów kwadratowych lasu. Średnia dla Polski to 2000 mkw. - W takich warunkach intensywna gospodarka leśna jest wyjątkowo bolesna dla mieszkańców - powiedziała.
Przykład podał Sławomir Kubisa. - Las Młochowski jest teraz wycinany na potęgę. Na zdjęciach lotniczych wygląda jak zielony, szwajcarski ser. Ludzie, którzy to widzą, nie kryją gniewu - opowiadał.
Aktywista podał inny przykład ze swojej okolicy:
- Pewnego dnia na 120-letnich i starszych dębach na krawędzi lasu pojawiły się czerwone kropki, oznaczające, że są do wycinki. Po naszej interwencji leśnicy obiecali, że je zachowają. Ale dlaczego sami nie wpadli na to, że to coś, co warto zachować?
Przedstawiciele inicjatyw mówili, że teraz "nareszcie" siedzą przy stole negocjacyjnym z leśnikami i zależy im, aby Lasy Państwowe i strona rządowa "traktowała ich poważnie". A już na początku procesu zauważyli problem - Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych przeznaczyła dwie godziny na pierwsze spotkanie i tyle samo na kolejne, dotyczące konkretnych regionów. Ich zdaniem to za mało, szczególnie że interesariuszy jest sporo.