Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego poinformował, że jego czeski odpowiednik zgodził się na użycie w Polsce czeskich śmigłowców Mi-17 i ich załóg stacjonujących w Powidzu (woj. wielkopolskie). Nasi południowi sąsiedzi także zmagają się z katastrofalnymi skutkami powodzi.
"Szef Sztabu Generalnego Czech zgodził się na użycie czeskich śmigłowców Mi-17 i ich załóg stacjonujących w Powidzu do niesienia pomocy na terenach południowo-zachodniej Polski ogarniętych powodzią. W najbliższych godzinach śmigłowce przelecą z 33. Bazy Lotnictwa Transportowego w Wielkopolsce do Wrocławia" - informował w niedzielę Sztab Generalny Wojska Polskiego w mediach społecznościowych.
W działania przeciwpowodziowe zaangażowani są głównie żołnierze WOT oraz jednostki operacyjne, które wyznaczyły do działania przede wszystkim oddziały inżynieryjne. Kierownictwo MON przekazało do dyspozycji służb podległych pod MSWiA kilkanaście śmigłowców. W akcji są m.in. polskie Black Hawki. W niedzielę śmigłowce były wykorzystywane do ewakuacji ludzi w Stroniu Śląskim i Nysie. Tam trzeba było ewakuować szpital powiatowy i jego osiemdziesięciu pacjentów. ŚLEDŹ RELACJĘ NA ŻYWO NA GAZETA.PL.
Najgorsza sytuacja jest aktualnie na Dolnym Śląsku - w Kotlinie Kłodzkiej, Opolszczyźnie - w Nysie i powiecie nyskim. Dotychczas potwierdzono śmierć czterech osób. W powiecie raciborskim lokalni samorządowcy zarządzili ewakuację w dwóch sołectwach leżących nad Odrą. Z Chałupek i Zabełkowa przeniesiono do szkoły w Krzyżanowicach mieszkańców posesji, najbardziej zagrożonych podtopieniami.
Według Polskich Łowców Burz niebezpiecznie jest wzdłuż wszystkich rzek województwa dolnośląskiego na południe od Wrocławia oraz opolskiego na południe od Opola. Mimo intensywnej działalności zbiornika Racibórz Dolny możliwe są duże wzrosty Odry poniżej ujścia Nysy Kłodzkiej. "Istotne zagrożenie dotyczy Oławy, Jelcza, Wrocławia i innych miast" - dodają Łowcy Burz. We Wrocławiu ogłoszono alarm przeciwpowodziowy. Fala powodziowa ma dotrzeć do miasta w środę. Szacunki są optymistyczne - stolicy Dolnego Śląska nie grozi powódź podobna do tej z roku 1997. Premier Donald Tusk zapowiedział wprowadzenie stanu klęski żywiołowej.
Uspokaja się sytuacja na górnych odcinkach rzek w Czechach. Według prognoz deszcz nadal będzie padał, ale opady przeniosą się na południe i południowy zachód kraju. Według dyrektora zarządu zlewni Odry, padający w poniedziałek deszcz nie wpłynie już na poziom rzek. Ich poziom na górnych odcinkach zaczyna opadać. Woda spływa teraz na niżej położone tereny. Zagrożona może być miejscowość Troubky, symbol katastrofalnej powodzi z 1997 roku. Władze ogłosiły tam ewakuację. Z podstawionych autobusów skorzystało dwudziestu z ponad ośmiuset mieszkańców. Strażacy poinformowali o zakończeniu akcji w rejonie Jesionika, gdzie w ostatnich dniach uratowali 230 osób i ewakuowali dwa tysiące mieszkańców. Krytyczna sytuacja panowała też w Karniowie, gdzie woda już opada. Zalane pozostają części Ostrawy i Bogumina. Wieczorem w Pradze nadzwyczajne posiedzenie rządu, który będzie się zajmował pomocą dla dotkniętych powodzią miejscowości.