- Disastro. Katastrofa - mówi mężczyzna w średnim wieku, bardziej zrezygnowany niż zły. Cały ubłocony, w kaloszach i krótkich spodenkach, wynosi z zalanej piwnicy worki zamoczonych rzeczy. Dorzuca je do rosnącej sterty mebli, ubrań, dywanów, butów. Kilka takich stosów w poniedziałek zalegało na ulicy Lame blisko centrum Bolonii, jednej z najbardziej dotkniętych powodzią.
Zaczęło się od czwartkowej ulewy, z małym rozpogodzeniem w piątek, aż w sobotę lunęło jak z cebra - i nie przestało padać do niedzieli rano. Ulewy na północy Włoch wywołały powodzie, do podtopień doszło też w innych częściach kraju, w tym na Sycylii.
Najpoważniejsza była sytuacja w regionie Emilia-Romania, gdzie w sobotę wydano czerwony, najwyższy stopień alertu pogodowego. W stolicy regionu, Bolonii, z brzegów wystąpiło kilka rzek oddalonych od centrum miasta. W sobotę władze lokalne poleciły ewakuację osób mieszkających na parterach w okolicy rzek. W sumie trzy tysiące osób musiało opuścić swoje domy. Wspomnianą ulicą Lame spłynął potok wody i błota, który wdarł się do piwnic oraz lokali na parterach. Zalane zostały sklepy, restauracje.
- Jesteśmy tu od 67 lat i nigdy czegoś takiego nie widziałem. W sobotę w nocy mieliśmy pełny lokal, aż o 10 woda zaczęła się podnosić, ludzie pouciekali - mówił w lokalnej gazecie Stefano Roda, właściciel jednej z restauracji. - Zalało piwnice, straciliśmy prąd, musimy wyrzucić część wyposażenia. Nie wiem, kiedy się otworzymy - dodał. W poniedziałek restauracja pozostawała zamknięta.
W sobotę i niedzielę trwały utrudnienia w ruchu w samym mieście i regionie, między innymi przez osuwiska i zalanie dróg błotem. Kilka tysięcy osób było pozbawionych prądu. W okolicy Bolonii woda porwała jadący drogą samochód, którym podróżowało dwóch braci. Starszemu z nich udało się wydostać, a młodszy, 20-letni mężczyzna został uwięziony w samochodzie i zginął. To jedyna ofiara śmiertelna powodzi, o której dotychczas wiadomo.
Odnotowano nawet 175 mm deszczu w ciągu jednego dnia, czyli - jak zauważa gazeta "Corriere della Sera" - 2,5 raza tyle, ile wynosi miesięczna średnia opadów. Deszcz był bardzo intensywny - w jednym z miejsc aż 150 mm spadło w zaledwie sześć godzin. Włosi coraz głośniej mówią o potrzebie adaptacji do skutków zmiany klimatu, bo to kolejna powódź w ostatnim czasie.
Jak pisze "Corriere della Sera", do powodzi błyskawicznych doszło w wielu regionach Włoch, nie tylko na północy, ale także na Sycylii. Jednak to Emilia-Romania jest regionem, gdzie sytuacja była najcięższa. Dziennik zwraca uwagę nie tylko na straty materialne, ale też "morale" mieszkańców. Bo to kolejna ciężka powódź w krótkim czasie.
Tylko w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w regionie doszło do aż czterech powodzi - dwukrotnie w maju 2023 roku, we wrześniu tego roku (za co odpowiadał ten sam niż, który wywołał powodzie w Polsce) oraz teraz, w październiku.
Jaka jest rola zmiany klimatu w tych powodziach? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Dwa niezależne badania potwierdziły, że ulewy, które wywołały wrześniową powódź w Polsce i regionie, były znacznie silniejsze z powodu zmiany klimatu, a częstość ich występowania rośnie. Jednak ta sama organizacja, która badała powódź w Europie Środkowej, przeprowadziła podobne badanie dotyczące klęski na północy Włoch w maju 2023 roku. W tym wypadku wnioski były inne - nie znaleziono dowodów, że jest więcej lub mniej wiosennych powodzi w tej części kraju.
Zmiana klimatu ma w tym regionie dwa przeciwstawne skutki: z jednej strony wyższa temperatura to gorętsze morze i więcej wody w atmosferze (a więc silniejsze deszcze), z drugiej - spada liczba niżów nad środkowym Morzem Śródziemnym, informuje grupa naukowców World Weather Attribution.
Co ważne, to badanie dotyczyło konkretnych systemów pogodowych, pory roku itd. Odpowiedź na pytanie o wpływ zmiany klimatu na październikową powódź wymagałaby osobnego badania. Jednak nawet jeśli w tym konkretnym regionie Włoch zagrożenie powodziowe nie rośnie, to wciąż ważna jest adaptacja do wszystkich skutków zmiany klimatu - podkreślają naukowcy. Szczególnie, że wiele działań może pomagać w więcej niż jednym typie zagrożeń. Na przykład zieleń miejska, naturalna retencja ma potencjał go łagodzenia zarówno powodzi, jak i rosnących upałów.
O adaptacji do zmiany klimatu i przygotowaniu na klęski żywiołowe w ogóle piszą po ostatnich powodziach także włoskie media. "Corriere della Sera" przypomina, że władze krajowe przyjęły w ubiegłym roku Narodowy Plan Adaptacji do Zmiany Klimatu. Jednak dotychczas nie przyznano żadnych środków ani zasobów na jego realizację.
W Polsce takie plany ma kilkadziesiąt większych miast, jednak rząd dopiero pracuje nad ustawą, która ma wymagać tworzenie takich planów w mniejszych miastach (powyżej 20 tysięcy mieszkańców).
Fabio Ciciliano, szef włoskiego Departamentu Obrony Cywilnej, w wywiadzie na temat przygotowania do powodzi podkreślił, że ważne jest nie tylko przygotowanie służb czy zapewnienie infrastruktury przeciwpowodziowej. Jego zdaniem potrzebne jest przeszkolenie "całego pokolenia" z obrony cywilnej, a taka nauka powinna zaczynać się już od szkoły podstawowej.