Prof. dr hab. Jacek Piskozub, Instytut Oceanologii Polskiej Akademii Nauk: Niestety, strefy beztlenowe się powiększają. Ostatnio okazało się, że chyba z innych przyczyn, niż sądziliśmy. Oczywiście samo zjawisko rozpoczęło się od eutrofizacji, czyli przeżyźnienia w wyniku spływania do Bałtyku dużych ilości nawozów azotowych i fosforowych. Tyle że te zrzuty znacznie zmniejszyliśmy, a strefy beztlenowe się nie zmniejszyły, a nawet rosną. Nie pomagają za bardzo wlewy wody z Morza Północnego, które zresztą przesunęły się bardziej na okres letni. Wygląda na to, że obecny stan stref beztlenowych w Bałtyku to głównie bezpośredni skutek ogrzewania atmosfery. Cieplejsza atmosfera ogrzewa wody powierzchniowe Bałtyku szybciej niż te w głębi, co zwiększa różnice gęstości między nimi. Mówiąc kolokwialnie: trudniej jest Bałtykiem mieszać. Jeśli to się potwierdzi, byłby to bezpośredni skutek globalnego ocieplenia. Póki będziemy ogrzewać atmosferę, strefy beztlenowe nie znikną.
Często powtarzam, że dorsz na wschodnim Bałtyku nie może już żyć z powodu pustyni tlenowych, z kolei śledź na zachodzie tego morza ma już za ciepło zimą, żeby odbyć tarło. Obszar występowania tych gatunków ryb - podstawowych - na Bałtyku się zmniejsza. Zostają nam szproty i flądry przy wybrzeżach.
Być może, ale niekoniecznie będzie to coś, co my jemy. Kiedy przełowiliśmy - Polska też się do tego przyczyniła - wielkie, wydawało się nieskończone łowiska dorszy koło Nowej Fundlandii i Kanada postanowiła zakazać tych połowów, to wbrew oczekiwaniom dorsze nie wróciły. Na ich miejscu pojawiły się mątwy. To samo może przydarzyć się w Bałtyku. Mogą się tutaj czuć świetnie na przykład babki czy inne ryby, które zawlekliśmy z mórz cieplejszych, ale nie są to ryby, które jemy. Ekolodzy - naukowcy często mówią, że Bałtyk będzie zawsze żył, no i to prawda, tyle że z punktu widzenia ekosystemu. Z perspektywy człowieka, który chciałby mieć na przykład wodę wolną od sinic, żeby sobie móc w wakacje popływać i jeszcze do tego zjeść rybę nad morzem, to będą jednak duże zmiany. Zresztą już teraz większość ryb, które jemy nad morzem, nie jest z naszych połowów na Bałtyku, może poza flądrą.
- Nie. Ostatni raport HELCOM-u we wszystkich ocenianych kategoriach miał konkluzję: źle [HELCOM - inaczej Komisja Helsinska, międzynarodowa Komisja Ochrony Środowiska Morskiego Bałtyku - red.].
Wiadomo, że tego jest dużo. Między innymi dzięki naszym badaniom policzono, ile tej broni jest i gdzie. Jest ona znacznie bardziej porozrzucana, niż myśleliśmy. Co z nią zrobić? Ciągle nie ma decyzji w tej sprawie, bo jest szansa, że pozostawienie jej będzie mniej ryzykowne niż poruszenie tych składowisk. Jeżeli znajdziemy dobrą metodę wydobycia, bez ryzyka, to pewnie kiedyś trzeba będzie to zrobić. A jest duże ryzyko, że przy wydobywaniu zwiększyłoby się zanieczyszczenie iperytem. Bomby iperytowe po tylu latach na dnie to już nie są bomby, tylko plamy zestalonego iperytu, który z nich wyciekł i pod wpływem zimnej wody przekształcił w maź o konsystencji przypominającej smołę. W tym momencie te odpady nie emitują dużo iperytu, szczególnie, że są schowane pod osadem. Gdybyśmy zaczęli je przemieszczać bliżej powierzchni, gdzie woda jest cieplejsza, to mogłoby się to źle skończyć.
Tak, myślę, że dużym stopniu dzięki mediom, które tę sprawę nagłośniły, w ministerstwie nastąpiła gwałtowna wolta. Całe to zamieszanie miało nawet pewną zaletę - więcej osób dowiedziało się mam nadzieję o badaniach, jakie prowadzimy. Wstrzymanie finansowania byłoby totalną katastrofą, musielibyśmy na przykład oddać środki z licznych grantów, w tym zagranicznych. Współpracujemy przecież na przykład z Norwegami w Arktyce i na nasze wspólne badania tam to Norwegia daje pieniądze.
*Pod koniec października naukowcy IO PAN wystosowali apel z związku ze wstrzymaniem finansowania statku badawczego "Oceania" przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Po kilku dniach od nagłośnienia sprawy minister Dariusz Wieczorek jednak przyznał dla "Oceanii" 8 mln zł rocznie przez najbliższe trzy lata. To jedyny polski statek badawczy, który może prowadzić prace poza Bałtykiem.