Koniec węgla w Turowie może być dużo szybszy, niż zakłada PGE i politycy. Zostanie wyparty z rynku

Przed tysiącami górników i energetyków z Turowa rysuje się niepewna przyszłość. Mimo zapewnień poprzednich władz oraz spółki PGE, utrzymanie wydobycia węgla do połowy lat 40. wydaje się coraz mniej prawdopodobne. Eksperci przewidują bardziej realny scenariusz - i apelują do rządzących o przygotowanie regionu na transformację.
Bogatynia, Elektrownia Turów
Fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Wyborcza.pl

"Węgiel jest skończony, przestańcie ściemniać!" - baner z takim napisem wywiesili w Barbórkę aktywiści Greenpeace na gmachu Ministerstwie Przemysłu oraz Polskiej Grupy Górniczej, z którą resort dzieli budynek. Aktywiści od lat powtarzają, że Polska powinna odejść od węgla. Teraz zaczyna się to dziać - i najpewniej nastąpi znacznie szybciej, niż zakładają rządzący oraz spółki węglowe. 

Zobacz wideo Szymon Malinowski: Obcięcie dopłat do paliw kopalnych wymusi ograniczenie emisji CO2 i nie tylko

Według Fundacji Instrat, która analizuje m.in. polską transformację energetyczną, węgiel brunatny będzie bardzo szybko tracił udział w rynku. To największe wyzwanie dla regionu kopalni Turów. Bo według oficjalnych planów jeszcze zza poprzedniego rządu odkrywka i kopalnia na węgiel brunatny miały tam funkcjonować nawet do 2044 roku.

Tymczasem "węgiel brunatny straci udział w rynku znacznie wcześniej, już w perspektywie 2030 r." - piszą analitycy. Powodu? W raporcie czytamy, że to przede wszystkim kwestia rosnących mocy odnawialnych źródeł energii, ale z czasem również elektrowni gazowych. Jedne i drugie będą wypierać wysoce emisyjny i nieopłacalny węgiel z rynku. Sprzedając mniej prądu elektrownia będzie zarabiać coraz mniej, a pokrycie kosztów jej utrzymania będzie coraz trudniejsze. 

Nieuchronny koniec węgla

Transformacja energetyczna w Polsce już postępuje. Jeszcze w 2016 roku węgiel odpowiadał za 85 procent produkcji energii elektrycznej, a źródła odnawialne - mniej niż 10 procent. W tym roku (do końca listopada) sytuacja jest znacznie inna: wiatraki, panele słoneczne i elektrownie wodne to ponad 27 procent produkcji prądu, a węgiel - niespełna 55 procent. 

Z tego za 21 procent odpowiadają elektrownie na węgiel brunatny. Najmniejsza z nich - elektrownia Pątnów firmy ZE PAK w Wielkopolsce - to już tylko niewielka pozostałość dawnej dużego kompleksu, która zostanie wygaszona w ciągu najbliższych lat, do 2030 roku. Poza nią istnieją dwa ogromne kompleksy należące do państwowego PGE. 

Bełchatów to nie tylko największa elektrownia w Polsce, ale też największy pojedynczy emitent dwutlenku węgla w Unii Europejskiej. Jednak i ta elektrownia ma plan wygaszenia: zostanie wyłączona do 2036 roku, ale już do 2030 roku zużycie węgla spadnie tam o 75 procent.

Trzecia elektrownia na węgiel brunatny to Turów. Z wielu powodów jest ona najbardziej problematyczna i kontrowersyjna. W sprawie Turowa Polska była w sporze z Czechami (chodziło m.in. o niszczenie zasobów wodnych), a sąd zakwestionował decyzję środowiskową, która jest podstawą koncesji na wydobycie. Region Turowa i miasta Bogatynia - w przeciwieństwie do Bełchatowa czy Wielkopolski Wschodniej - nie otrzymuje też unijnych pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. To dlatego, że nie pokazano zadowalającego planu odchodzenia od węgla, a koncesja pozwala na wydobycie aż do 2044 roku. Problem w tym, że - zdaniem ekspertów - elektrownia i kopania realnie przestaną funkcjonować znacznie wcześniej, a społeczność nie jest na to gotowa. 

Turów do wygaszenia za 10 lat?

Przy okazji sporu o elektrownię Turów politycy powtarzali, że jest ona nam niezbędna, bo pokrywa za 6-7 procent naszego zapotrzebowania na energię. Jednak sytuacja zmienia się dynamicznie, tłumaczy Michał Smoleń z Fundacji Instrat, współautor raportu. Elektrownia miała ekonomiczny sens, gdy pracowała w stały sposób. Jednak im więcej mamy odnawialnych źródeł energii, tym bardziej tradycyjne elektrownie muszą się do nich dostosowywać i pracować raz więcej, raz mniej. Do tego zadania lepiej nadają się jednostki gazowe (jest to też bardziej opłacalne, po gaz to niższe koszty zakupu uprawnień do emisji CO2).  

- Natomiast elektrownie węglowe potrzebne nam będą głównie sezonowo, do pokrycia zapotrzebowania podczas bezwietrznych zimowych tygodni. Czy ekonomicznie racjonalne będzie utrzymywanie kompleksu energetycznego w Turowie dla np. 4-6 tygodni pracy w roku? Nasze wyliczenia wskazują, że musimy zacząć poważne przygotowania do wygaszenia kompleksu już pierwszej połowie lat 30.

- mówi Smoleń. Skutki tego widać już teraz. Tylko z 2023 roku na 2022 produkcja energii elektrycznej w Turowie spadła o 24 procent. To samo pokazują rządowe analizy transformacji energetycznej:

Rząd przewiduje gwałtowny spadek zużycia węgla brunatnego
Rząd przewiduje gwałtowny spadek zużycia węgla brunatnegoGrafika: Instrat

Jednocześnie konieczne jest zabezpieczenie w systemie energetycznym takich mocy, które pozwolą na nieprzerwaną pracę, nawet gdy z powodu niekorzystnych warunków przez długi okres będziemy pozbawieni prądu z wiatraków i paneli fotowoltaicznych. Jednak w takim wypadku rachunek ekonomiczny jest bezwzględny dla takiej elektrowni jak Turów: utrzymywanie wielkiej kopalni odkrywkowej i elektrowni tylko po to, by działała przez kilka tygodni w roku, byłoby skrajnie nieopłacalne. 

Drugi argument na rzecz zachowania Turowa dotyczy nie samej produkcji energii, a jego znaczenia dla działania samego systemu energetycznego. Analitycy Instrat piszą, że trzeba na ten temat odbyć "rzeczową dyskusję", ale zwracają też uwagę, że budowa nowych elektrowni na gaz, magazynów energii oraz modernizacja sieci pozwolą na działanie systemu bez ciągłej pracy elektrowni Turów. 

Wsparcie dla regionu

Sytuacja jest ogromnym wyzwaniem dla pracowników kopalni i elektrowni, a także całego regiony, gdzie PGE jest ważnym pracodawcą. Transformacja regionu wymaga zaplanowania i wsparcia, ale to jest trudne, gdy nie wiadomo, czy elektrownia ma przed sobą 40, czy najwyżej kilkanaście lat pracy lub mniej. 

W Bełchatowie - gdzie elektrownia jest jeszcze większa - PGE było w stanie (choć nie bez problemów) przedstawić harmonogram odchodzenia od węgla, a województwo uzyskało unijne środki na wsparcie. W Turowie nie ma ani jednego, ani drugiego. Bez planu region może czekać katastrofa: jeśli kopalnia zamknie się szybciej niż dotychczas obiecywano, a mieszkańcy i pracownicy nie będą na to gotowi. 

Z drugiej strony "pomoc jest dostępna i to na wyciągnięcie ręki, choć decydenci w Warszawie nie wydają się zainteresowani, by po nią sięgnąć" - uważa Jan Rączka, współautor raportu Instrat. Unijne środki mogłoby zostać przeznaczone na zdobywanie nowych kwalifikacji przez pracowników PGE i rozpoczęcie nowej drogi zawodowej, wsparcie przedsiębiorczości i spółdzielczości. 

Kompleks Turów zatrudnia obecnie 3,6 tysiąca osób. Jednak w powiecie zgorzeleckim, podobnie jak w Bełchatowie, kopalnie to nie tylko miejsca pracy - są także ważnym źródłem podatków, a ich zamknięcie samorządy mogą boleśnie odczuć. Dlatego przekwalifikowanie czy wsparcie małej działalności gospodarczej nie wystarczy. Instrat podkreśla, że konieczne jest "zadbanie o duże inwestycje, które pozwolą regionowi konkurować z atrakcyjnymi rynkami pracy w Czechach i Niemczech", gdzie niektórzy mieszkańcy już teraz pracują (i płaca podatki).

Autorzy podsumowują:

"Decydenci polityczni i PGE GiEK powinni już dziś zainteresować się losem pracowników i rozpocząć działania, mające zapewnić regionowi sprawiedliwą transformację".
Więcej o: