Górnictwo i energetyka ustanawiają nowe rekordy. Zużycie węgla w ubiegłym roku było najniższe w historii, a w tym roku najpewniej będzie jeszcze niższe. Rekordowo duże będą za to dopłaty do sektora węgla kamiennego.
W 2024 roku udział węgla (kamiennego i brunatnego) w produkcji energii elektrycznej wyniósł 57 procent. Jeszcze 10 lat temu było to 80 procent, a 20 lat temu 90 procent. Ten trend nie tylko będzie kontynuowany - w kolejnej dekadzie jeszcze przyspieszy. Węgiel wypierają odnawialne źródła energii (w ubiegłym roku odpowiadały za prawie 30 procent produkcji prądu) oraz gaz.
Portal specjalistyczny wysokienapiecie.pl zauważa, że krajowe zużycie węgla kamiennego osiągnęło poziom notowany ostatnio w 1950 roku, a zatem "na początku największej industrializacji kraju". Szacuje, że w tym roku zużyjemy mniej niż 50 mln ton węgla. Dla porównania w 1980 roku zużycie wynosiło 164 mln ton.
Następne lata będą czasem szybkiego spadku produkcji prądu z węgla. Według (jeszcze negocjowanej) rządowej strategii klimatyczno-energetycznej, zużycie spadnie do 30-33 mln ton w 2030 roku i 9 mln ton do 2040. Zdaniem ekspertów te dane - szczególnie po 2030 roku - i tak są zawyżone i spodziewają się najwyżej śladowego udziału węgla do 2040 roku. Na przykład Fundacja Instrat szacuje, że już w 2030 roku zużycie mogłoby spaść do zaledwie 15 mln ton.
Tymczasem rząd PiS podpisał kilka lat temu tak zwaną "umowę społeczną" z górniczymi związkami zawodowymi, która przewiduje program wygaszania kopalń do 2049 roku. Mamy więc z jednej strony szybko spadające zapotrzebowanie na węgiel, z drugiej - rządową obietnicę utrzymania jego wydobycia. A rząd Donalda Tuska kontynuuje prace nad umową i poświęcił cały ubiegły rok na negocjacje w Brukseli ws. zgody na dosypywanie pieniędzy do węgla.
- Dotacje czysto teoretycznie, w dokumentach przesłanych do Brukseli, są określane jako "dotacje do likwidacji kopalń", jednak to bez dotacji, kopalnie zlikwidowałyby się same. W rzeczywistości pieniądze podatników idą na utrzymanie kopalń, pomimo że znaczna część z nich nie jest już potrzebna, bo nie ma chętnych na odbiór węgla, zwłaszcza po tak wysokich cenach - mówi Bartłomiej Derski z wysokienapiecie.pl.
Jak zauważa portal, średni koszt produkcji węgla w Polsce sięga już 1000 zł/t i jest najwyższy na świecie. Jednocześnie efektywność wydobycia jest mizerna, a Derski porównuje wydajność niektórych kopalń do "biedaszybów lub wybranych kopalni z XVIII wieku". "Łatwy" do wydobycia węgiel kamienny w Polsce już się skończył, a dziś górnicy muszą zjeżdżać po niego nawet kilometr pod ziemię. To powoduje bardzo trudne warunki pracy, wysokie ryzyko, a więc i wysokie koszty.
Tymczasem dopłaty osiągają rekordowy poziom. Dotacje do nierentownych kopalń w zeszłym roku wyniosły 7 mld zł, a w budżecie na ten rok wszyscy zrzucimy się kopalnie węgla kwotą aż 9 miliardów. To, jak wylicza Derski, średnio 600 zł na rodzinę.
- Gdyby polski rząd chciał naprawdę uzdrowić sytuację w sektorze, wynagrodzenia górników w rentownych, zdrowych kopalniach mogłyby być jeszcze wyższe, dzięki wzrostowi wydajności pracy. Dziś ta wydajność w niektórych kopalniach jest na poziomie współczesnych biedaszybów lub wybranych kopalni z XVIII wieku – komentuje Bartłomiej Derski.
Mimo spadku wydobycia (i jeszcze szybszego zmniejszania zapotrzebowania), zatrudnienie w górnictwie nie zmienia się znacznie. Od 2022 roku utrzymuje się w okolicy 75 tys. osób. To trochę mniej niż w latach 2017-2020, kiedy oscylowało trochę powyżej 80 tys. Wcześniej znaczny spadek nastąpił po 2012 roku, kiedy było to około 115 tys. osób.
Rosną za to pensje. Jak podaje wysokienapiecie.pl, według danych za ostatni dostępny miesiąc, listopad 2024 roku, wyniosły ponad 18 tys. zł brutto, ale o tej kwocie zdecydowała barbórka. Kolejną nagrodę górnicy dostaną już jednak w przyszłym miesiącu - 14-tą pensję. Przeciętne górnicze wynagrodzenie wypada znacznie powyżej średniej dla reszty przemysłu.
- Gdyby polski rząd chciał naprawdę uzdrowić sytuację w sektorze, wynagrodzenia górników w rentownych, zdrowych kopalniach mogłyby być jeszcze wyższe, dzięki wzrostowi wydajności pracy - komentuje Derski.
Tymczasem w tym tygodniu przewodniczący Związku Zawodowego Przeróbka w Lubelskim Węglu Bogdanka Jarosław Niemiec w czwartek rano rozpoczął głodówkę, podaje portal nettg.pl. W oświadczeniu związku napisano, że protestuje przeciwko "planom likwidacji naszej kopalni i brakowi poszanowania praw naszej załogi".
Derski zwraca uwagę na paradoks sytuacji, w jakiej znalazła się Bogdanka. W przeciwieństwie do wielu innych Bogdanka jest dochodowa. Jednak ta "największa i najlepsza polska kopalnia musi ograniczać wydobycie węgla i zmniejszać zyski, ponieważ nie jest w stanie konkurować z deficytowymi kopalniami dotowanej z podatków Polskiej Grupy Górniczej", tłumaczy dziennikarz. - Ten sam mechanizm kanalizacji dotyczy z resztą także kopalń w ramach PGG. Część z nich mogłaby być rentowna, ale nie jest ze względu na konkurencję wewnętrzną z deficytowymi zakładami - dodaje Derski.
Wysokienapiecie.pl zwraca też uwagę, że choć w 2024 hurtowe ceny energii spadły w porównaniu do poprzedniego roku, to wciąż jesteśmy jednym z najdroższych rynków energii w Europie.
Najtańszymi są kraje z bardzo wysokim udziałem źródeł bezemisyjnych (elektrowni odnawialnych i atomowych): Skandynawia, Finlandia, Francja oraz Hiszpania i Portugalia. - Nasza analiza pokazała ciekawe wnioski – gdy zestawimy ceny energii elektrycznej oraz udział źródeł bezemisyjnych w produkcji tej energii w 2024 roku, zobaczymy silną korelację. Krótko mówiąc, im więcej energii bezemisyjnej produkowało w 2024 toku dane państwo, tym niższe ceny energii elektrycznej były na giełdzie - mówi Bartłomiej Derski.
W tej chwili rząd z jednej strony pracuje nad planem przyspieszenia rozwoju innych źródeł energii (a w rzeczywistości te mogą wypierać węgiel jeszcze szybciej, niż ten plan zakłada), z drugiej - negocujej w sprawie "umowy społecznej", która doprowadziłaby do wydobywania nikomu niepotrzebnego węgla przez wiele lat. Efektem będzie albo puchnięcie dopłat do górnictwa, albo zamknięcie kopalń bez planu (lub połączenie jednego i drugiego). Dla obywateli i całej gospodarki ta sytuacja niesie podwójne obciążenie: wysokich cen energii m.in. z powodu węgla, oraz ponoszenia kosztów utrzymania górnictwa.
Co jest alternatywą dla zderzenia sektora węglowego ze ścianą? Realne zaplanowanie transformacji, która bierze pod uwagę i zamianę węgla na inne źródła energii, i wspiera obecnych pracowników sektora.
- Nie tylko ze względu na ekologię, ale także na konkurencyjność polskiej gospodarki, inwestycje w bezemisyjną produkcję energii elektrycznej są dla Polski niezwykle ważnym wyzwaniem na najbliższe dwie-trzy dekady. Warto, aby rząd zrobił co może, aby je przyspieszyć - podsumowuje Derski.