Potrafi kojarzyć się pozytywnie, z zimą, okresem świąt Bożego Narodzenia, świątecznymi dekoracjami i tradycjami. Zielona przez cały rok jemioła ma swoją ciemną stronę. Walcząc o przetrwanie tak, jak się do tego przystosowała, stanowi zagrożenie dla naszych lasów. To zagrożenie staje się już bardzo poważne - do czego i my przykładamy rękę. Artur Dawidziuk, nadleśniczy z Nadleśnictwa Celestynów, mówi wprost: Jemioła jest dla nas kłopotem.
Czym - poza zmartwieniem dla leśników - jest jemioła? To roślina półpasożytnicza, wrasta w ciało żywiciela zmodyfikowanymi korzeniami - ssawkami. Za ich pomocą pobiera wodę i sole mineralne z drzewa. W cudzysłowie można ją nazwać "szkodnikiem". - Mówiąc potocznie, wykorzystuje okazję i wypija to, co drzewo powinno samo wypić i skonsumować. Podczas lat mokrych, kiedy wody jest pod dostatkiem, ten półpasożyt z drzewem się 'dogaduje'. Może je osłabiać, ale to tylko osłabienie. Jednak kiedy nie ma zimy, brakuje opadów, śniegu, a wiosna nie jest mokra - jak w tym roku - jemioła staje się konkurencją dla drzewa. Po dwóch-trzech takich sezonach sosna zajęta przez jemiołę usycha - mówi Artur Dawidziuk.
To, w jaki sposób jemioła może "zamordować" drzewo, wyjaśnił nam Kamil Żołądek, specjalista ds. edukacji leśnej w Nadleśnictwie Celestynów:
Jemioła ma zielony barwnik, chlorofil, który produkuje substancje odżywcze. Ich wysokie stężenie w jemiole generuje wyższy potencjał wodny, tak jakby wyższe 'ciśnienie'. Zatem woda pobierana przez drzewo, zamiast trafiać do jego gałęzi i igieł w przypadku drzewa iglastego, trafia głównie do jemioły. Ten półpasożyt dodatkowo bardzo rozrzutnie dysponuje wodą - pojedyncza 'kiść' potrafi wyparować więcej wody niż całe drzewo. Bo drzewa wodą gospodarują dość oszczędnie, jeśli jest sucho, to zamykają aparaty szparkowe i ograniczają transpirację. Jemioła natomiast próbuje jak najszybciej, jak najintensywniej wzrastać, a do tego potrzebuje dużej ilości wody z azotem.
Przez lata jemiołę obserwowaliśmy przede wszystkim na drzewach liściastych. Teraz nie dość, że jest jej na nich naprawdę dużo, to coraz częściej pojawia się na drzewach iglastych - sośnie czy świerku - kiedyś ogromna rzadkość. Nie "przeniosła" się na nowych żywicieli, bo to dwa różne podgatunki: odpowiednio jemioła pospolita typowa i jemioła pospolita rozpierzchła. Działają jednak w ten sam sposób i sprzyja im to samo: zmiany klimatyczne.
To nie jest tak, że jemioły w lasach nie było, chodzi o jej ilość. Od mniej więcej 2015 roku obserwujemy, że jest jej coraz więcej. Jest to związane między innymi z tym, że mamy teraz stosunkowo ciepłe zimy oraz wydłużony okres wegetacyjny roślin. To sprawia, że jemioła szybciej rośnie, wcześniej kwitnie i wytwarza owoce z nasionami. Te są chętnie zjadane przez licznie występujące ptaki tj. jemiołuszki, paszkoty, kosy, kwiczoły i wiele innych. Wraz z odchodami nasiona trafiają na nowe podłoża: gałęzie i pnie drzew
- wyjaśnia nam nadleśniczy Dawidziuk.
Jemioła nie zaczęła nagle bez powodu masowo zajmować drzewa. Po prostu dostała od nas doskonałe warunki do rozprzestrzeniania się. Dokładając się do ocieplenia klimatu, zapewniamy jej sukces, co szkodzi drzewostanom. Te kłopoty widać już bardzo wyraźnie.
Pojawiają się już całe obszary drzew wyraźnie osłabionych przez jemiołę. To się przejawia na przykład rzadszym uigleniem u sosny. Ta kiedy jest w pełni zdrowa, igieł ma dużo, potrafi je trzymać kilka sezonów. Natomiast kiedy jest osłabiona, te igły są znacznie rzadsze i wyraźnie widać te jemiołowe kule w koronach drzew. Mamy też już takie drzewostany, gdzie wyraźnie usychają nam drzewa
- mówi Next.gazeta.pl Kamil Żołądek. Wystarczy, że na jakimś obszarze półpasożyt zaatakuje co drugie drzewo, osłabi je albo sprawi, że uschnie. To są już zauważalne szkody. W Nadleśnictwie Celestynów wycięto dotąd kilkanaście tysięcy metrów sześciennych drzew suchych lub na skraju uschnięcia z powodu zaatakowania przez jemiołę właśnie.
Czy można coś z tym zrobić? Na ten moment niestety niewiele. - Obecnie jedyną formą walki jest eliminacja drzewa. Nie jesteśmy w stanie pozbyć się jej skutecznie wycinając samego półpasożyta, a w Lasach Państwowych tzw. chemię ograniczamy do absolutnego minimum - mówi Artur Dawidziuk. Problemem jest też to, że młodą jemiołę słabo widać np. na sosnach, zauważana jest najczęściej dopiero wtedy, gdy poważnie już zaatakuje drzewo. Leśnicy czekają na nowe rozwiązania. Pracują nad nimi naukowcy, na przykład szukając możliwości wykorzystania grzybów pasożytujących na jemiole.
- Szukany jest cały czas selektywny organizm, który atakowałby na przykład tylko jemiołę albo tylko kornika - trudnego w zwalczaniu szkodnika polskich lasów. Chodzi o to, by ograniczanie szkodliwych zjawisk nie miało wpływu na pozostałe gatunki - mówi Kamil Żołądek. - Sama przyroda też takiego sposobu szuka. W przyrodzie często samoistnie pojawia się jakiś naturalny czynnik ograniczający, na razie go nie ma - dodaje nadleśniczy Dawidziuk.