Unia chciała ścięcia emisji o 90 proc., teraz kraje są podzielone. "Oczekują elastyczności"

Jeszcze podczas polskiej prezydencji w UE możliwa jest dyskusja na temat unijnego celu redukcji emisji na rok 2040. Jednak - jak podkreśliła szefowa Ministerstwa Klimatu Paulina Hennig-Kloska - Komisja Europejska wciąż nie przedłożyła dokumentu z formalną propozycją, który można by poddać dyskusji. Sprawa opóźnia się w czasie, gdy część krajów ma wątpliwości wobec pierwszej propozycji.
Flagi Unii Europejskiej (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. New Africa / Shutterstock

- Jeśli pojawi się propozycja, to przeprowadzimy dyskusję bez zbędnej zwłoki. Ale Komisja Europejska wciąż nie pokazała ostatecznej propozycji legislacyjnej - powiedziała na wtorkowej konferencji prasowej ministerka Paulina Hennig-Kloska. Szefowa resortu odpowiadała na pytania po spotkaniu nieformalnej Rady ds. Środowiska, której Polska jest gospodarzem w ramach unijnej prezydencji. 

Zobacz wideo Duda zwoła Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Reakcja na tajemniczą awarię energetyczną

Na spotkaniu w Warszawie ministrowie ds. środowiska z 27 państw Unii Europejskiej rozmawiali między innymi na temat dezinformacji klimatycznej, wykorzystania nowych technologii oraz adaptacji do postępującej zmiany klimatu. - W zeszłym roku dotkliwie odczuliśmy skutki zmiany klimatu, m.in. w czasie powodzi, które nawiedziły Europę jesienią. Dotknęły około 413 tysięcy ludzi, a jednocześnie borykaliśmy się z ekstremalną suszą - powiedziała ministra klimatu i środowiska. 

W formalnej agendzie spotkania - podobnie jak w zaplanowanej na maj Radzie ds. Energii - nie ma jednego z najważniejszych obecnie tematów polityki klimatycznej UE, czyli ustalenia celu redukcji emisji na rok 2040. Chociaż temat miał być omawiany już jakiś czas temu, to podział wśród krajów oraz parlamentarzystów opóźnia przedstawienie konkretnej propozycji, informuje Reuters.

Spór o cel 2040

Unia Europejska ma swoje prawo klimatyczne, zgodnie z którym do 2050 roku nasze emisje gazów cieplarnianych mają spaść do poziomu zero netto. Wyznaczono też pośredni cel na rok 2030 - spadek o 55 proc. Zgodnie z przyjętymi wcześniej przepisami teraz musimy wyznaczyć kolejny cel pośredni, na rok 2040. 

Unijne naukowe ciało doradcze ds. zmian klimatu w 2023 roku oszacowało, że Unia musi ściąć emisje o 90-95 proc. do 2040 roku, aby spełnić własne cele długoterminowe. Na początku 2024 roku Komisja Europejska (jeszcze przed wyborami do Europarlamentu) wstępnie zaproponowała, żeby cel ustalić na dolnej granicy tego, co proponują naukowcy - czyli ścięcie emisji o 90 proc. Późniejsze wybory i formowanie nowej komisji zahamowały prace nad celem, a na to nałożył się rosnący sprzeciw niektórych sił politycznych wobec ambitnej polityki klimatycznej. 

Na wtorkowej konferencji Paulina Hennig-Kloska przypomniała, że jeszcze w ubiegłym roku - w czasie węgierskiej prezydencji - pojawiły się głosy wzywające do "większej elastyczności". - Natomiast jak na razie Komisja wciąż nie przedłożyła dokumentu - powiedziała i dodała, że może to mieć związek właśnie z brakiem wspólnego stanowiska krajów UE.  

Finlandia za, Włochy przeciw

Wyznaczenie celu na poziomie 90 proc. popiera między innymi Finlandia. Mówił o tym cytowany przez Reutersa Mika Nykänen, sekretarz stanu ds. klimatu. - Uważamy, że to dobry cel - powiedział dziennikarzom podczas szczytu w Warszawie. Dodał, że wycofywanie się z wcześniej deklarowanych celów wprowadza niepewność i sprawia, że Unia staje się mniej atrakcyjnym miejscem do inwestycji. 

Obok Finlandii, cel 90 proc. popiera między innymi Dania, Holandia i Słowenia. Po drugiej stronie są między innymi Włochy oraz Czechy. Czeski minister środowiska Petr Hladík powiedział, że "na teraz" nie decydują się na poparcie celu ze względu na obawy o wpływ na przemysł ciężki. Estonia uważa, że może ściąć emisje o 80 proc. do 2040 roku, ale cokolwiek powyżej tego jest zależne od technologii pochłaniania dwutlenku węgla. Kluczowy może być głos Niemiec, gdzie właśnie tworzy się nowy rząd. 

Aby propozycja miała szanse przyjęcia, Komisja Europejska stara się dostosować ją do obaw krajów. Jak opisywał serwis Politico, jednym z pomysłów jest zastosowanie "kreatywnej księgowości". Czyli pozostawienie celu 90 proc., ale zmienienie sposobu jego obliczania i na przykład zezwolenie na wliczanie w krajowy cel redukcji "kupionej" w innych państwach w postaci tak zwanych kredytów węglowych (w dużym uproszczeniu - na przykład Polska płaci Indonezji, by ta nie wycięła lasu, co zapobiega emisjom CO2). 

Inna propozycja dotyczy zezwolenia na "odroczenie" części redukcji emisji - wolniejsze ścinanie gazów cieplarnianych na początku lat 30., a szybsze bliżej roku 2040. Jeszcze inna - postawienie silniej na pochłanianie CO2 przez lasy oraz specjalne urządzenia. To ostatnie na papierze może brzmieć dobrze, jednak wchłanianie przez lasy mogą ograniczać skutki zmiany klimatu (jak pożary), a komercyjnie dostępnych i dostatecznie tanich technologii pochłaniania CO2 wciąż nie mamy.

Także inne propozycje budzą wątpliwości. Opóźnienie redukcji w latach 30. oznacza, że w sumie więcej zanieczyszczeń trafi do atmosfery. Kupowanie kredytów węglowych jest obarczone masą potencjalnych zagrożeń (bo jaka jest gwarancja, że uratowany dziś las nie zostanie wycięty za 20 lat?).

Pilne działania klimatyczne

Europa jest - jak wspominała na konferencji prasowej polska ministerka - najszybciej ocieplającym się kontynentem na świecie. Ubiegły rok był rekordowo gorący w skali świata, padł też rekord emisji gazów cieplarnianych. 

Niespełna 10 lat temu praktycznie wszystkie kraje zgodziły się w podpisanym w Paryżu Porozumieniu klimatycznym, że będą dążyć do zatrzymania globalnego ocieplenia na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza, najlepiej - na poziomie 1,5 stopnia. Jednak ten bardziej ambitny limit może zostać przekroczony już w ciągu najbliższych lat, a jeśli świat nie przyspieszy odchodzenia do ropy, węgla i gazu, do końca wieku ocieplenie wyniesie nawet 3 stopnie Celsjusza - z fatalnymi konsekwencjami. 

Więcej o: