Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu to kluczowy dokument dotyczący strategii rozwoju rodzimej energetyki. Nazywany jest "zielonym kompasem polskiej transformacji". KPEiK to już trzecia wersja planu klimatycznego dla Polski. Nad jego aktualizacją resort klimatu pracował ponad półtora roku. Dalsze prace nad KPEiK przejął teraz nowy resort energetyki.
Sama budowa Odnawialnych Źródeł Energii to nie wszystko. Plan dotyczy wielu sektorów polskiej gospodarki: od transportu, przez termomodernizację, po leśnictwo. Jak informowaliśmy na łamach Gazety.pl, w ramach planu powstały dwa scenariusze. Pierwszy (tzw. WEM) nie zakłada dodatkowych działań, tylko powolną transformację. Z kolei drugi (tzw. WAM) to scenariusz "ambitny", wymagający podjęcia konkretnych kroków, aby tę transformację przyspieszyć. "Z prezentacji resortu klimatu jasno wynika, że to ten drugi scenariusz jest korzystniejszy. Szybsze odejście od węgla przekłada się w nim - według wyliczeń resortu - na większy spadek cen prądu, mniejsze emisje, mniej zanieczyszczeń i większy wzrost gospodarczy" - pisał Patryk Strzałkowski. Zdaniem Pauliny Hennig-Kloski, szefowej resortu klimatu, KPEiK to "największy plan gospodarczy od 1989 roku".
Zgodnie z tzw. ambitnym planem transformacji produkcja prądu z OZE ma wzrosnąć z obecnych ok. 30 proc. udziałów w ogólnym wytwarzaniu energii do prawie 52 proc. w 2030 roku. - Jest to scenariusz, który jest scenariuszem transformacyjnym, obniżającym ceny energii i dającym też ten komponent lepszej jakości środowiska i czystego powietrza, o którym nie możemy zapominać, bo to są także koszty zdrowotne - mówił Miłosz Motyka cytowany przez portal WNP.
To nie wszystko. Tempo transformacji miałoby wzrosnąć w kolejnych latach, tak by energia z odnawialnych źródeł stanowiła niemal 80 proc. naszej produkcji elektryczności w roku 2040. "To oznaczałoby, że w roku 2030 węgiel - do niedawna główne źródło energii - stanowiłby mniejszość produkcji prądu, a w połowie lat 30. jego rola stałaby się marginalna. W roku 2040 polska energetyka byłaby wolna od węgla i oparta na wiatrakach, panelach fotowoltaicznych, elektrowniach jądrowych, uzupełnianych gazem i biogazem" - oceniał Patryk Strzałkowski.
Nie możemy rozpatrywać założeń Planu w kategoriach pogrzebywania górnictwa, powinniśmy mówić o dostosowaniu naszej gospodarki do wymogów, które stawia przed nami rzeczywistość. Katastrofa klimatyczna jest faktem, a odchodzenie od węgla jako paliwa kopalnego powinno nastąpić jak najszybciej
- komentuje dla Next.gazeta.pl Katarzyna Leśko, radczyni prawna Fundacji Frank Bold, specjalizująca się w zagadnieniach związanych z transformacją energetyczną. Dodaje jednak, że KPEiK zakłada stopniowe realizowanie zobowiązań w zakresie odchodzenia od węgla. - Podkreślmy, przyjęcie Planu nie oznacza, że z dnia na dzień zamkniemy wszystkie kopalnie - mówi ekspertka.
Katarzyna Leśko przypomina, że Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu to dokument, dzięki któremu Unia Europejska może oceniać możliwości zrealizowania założonych celów klimatycznych. Obowiązek przygotowania i aktualizacji KPEiK wynika z regulacji unijnych i każde państwo UE, w tym Polska, jest zobligowane do sporządzenia takiego dokumentu oraz aktualizowania go co 10 lat. - Aktualnie procedowana jest mocno spóźniona aktualizacja planu, obejmująca okres do 2030, której pierwszy termin dostarczenia minął wraz z końcem czerwca 2023 roku - dodaje Katarzyna Leśko. Radczyni prawna Frank Bold wyjaśnia, że nowa wersja została uszczegółowiona w obszarze bezpieczeństwa energetycznego. Odrębnie wskazano pokrycie zapotrzebowania na węgiel kamienny energetyczny, koksowy (surowiec krytyczny) oraz węgiel brunatny.
Na aprobatę zasługuje jasne i klarowne wskazanie, iż polityka państwa nastawiona jest na redukcję zapotrzebowania na węgiel kamienny. Tak jasnego wskazania w wersji KPEiKu z 2024 r. brakowało. Wciąż wiąże nas jednak harmonogram zamykania kopalń zgodnie z umową społeczną, choć przewiduje się, że w razie wystąpienia bardzo istotnej zmiany na rynku te harmonogramy powinny ulegać renegocjacji. Dopuszcza się także pracę elektrowni węglowych po decyzji o zakończeniu wydobycia węgla kamiennego w Polsce
- mówi nam ekspertka. - Jeżeli mówimy o bezpieczeństwie energetycznym, to bloki dyspozycyjne są konieczne w naszej gospodarce i dzisiaj oparcie systemu tylko na źródłach pogodozależnych jest niemożliwe - komentował minister energii Miłosz Motyka. Do momentu powstania m.in. pierwszej polskiej elektrowni jądrowej "paliwem przejściowym będzie gaz oraz bloki węglowe, które będą działać w ramach rynku mocy". Katarzyna Leśko podkreśla, że w nowej wersji KPEiK dodano nowy cel, tj. stopniowe odchodzenie od węgla brunatnego. Jej zdaniem wskazanie takiego celu jasno wyznacza kierunek działań, "uwzględniając wybitnie negatywny wpływ wydobywania i spalania tego rodzaju węgla na środowisko".
- To, co może niepokoić, to przyjęcie, iż złoża węgla brunatnego mają stanowić "rezerwę strategiczną", co ma oznaczać zakaz zwartej zabudowy terenów nad nimi. Nie jest to konsekwentne, bo z jednej strony zakłada się odejście od wydobycia węgla brunatnego, a z drugiej na wszelki wypadek zabezpiecza się te tereny przed zabudową, co w efekcie będzie ograniczało prawa właścicieli działek nad złożami, które nigdy już nie powinny być wydobywane - dodaje.
Katarzyna Leśko wskazuje także, iż KPEiK zwraca również uwagę na problem związany z działalnością przemysłową, w tym z działalnością kopalń, które prowadzą do wzrostu zasolenia wody. - W wersji KPEIKu z 2024 r. ten problem nie został w ogóle wskazany. Tym razem wprost wskazuje się, że zrzuty wód kopalnianych sprzyjają rozwojowi złotej algi, co stanowi zagrożenie dla bioróżnorodności i zdrowia ekosystemów - mówi radczyni prawna Frank Bold. Dodaje, że jako rozwiązanie problemu "wskazano konkretne działanie polegające na przyjęciu planu oczyszczania wód powierzchniowych - głównie Odry i Wisły - z zanieczyszczeń przemysłowych, w tym obniżenie poziomów zasolenia do minimum, czyli do poziomu normy środowiskowej".
Z kolei Agnieszka Stupkiewicz, radczyni prawna Frank Bold specjalizująca się w OZE oraz spółdzielniach energetycznych, podkreśla, że w KPEiK "uwzględniono także społeczności energetyczne, co pokazuje, że autorzy widzą w nich potencjał".
Po raz pierwszy jednak twórcy KPEiK tak silnie wiążą energetykę obywatelską z samorządami oraz dostrzegają potencjał włączania do spółdzielni energetycznych osób fizycznych. To warto docenić. W odniesieniu do tych ostatnich form energetyki obywatelskiej w najbliższych latach ma zostać dokonana dogłębna analiza funkcjonowania spółdzielni w celu identyfikacji barier i określenia sposobów ich rozwiązywania. To słuszne założenia
- mówi nam ekspertka. Jej zdaniem "samorządy obecnie zaangażowane w budowanie spółdzielni energetycznych powinny być utwierdzane w tym, że to dobry kierunek". Jak dodaje, co prawda w aspekcie energetyki obywatelskiej największy nacisk w KPEIK postawiony jest na obywatelskie społeczności energetyczne (OSE), ale tu "można mieć najwięcej zastrzeżeń". - Po pierwsze - brakuje refleksji, że, mimo że rozwiązanie funkcjonuje w pełni od roku, istnieje tylko jedna OSE, tymczasem mają być one rozwijane. Polskie OSE są na razie wynikiem wadliwej implementacji dwóch dyrektyw, więc postanowienia KPEiK stwarzają szansę na usunięcie wad i sprawienie, że OSE zaczną działać - mówi Agnieszka Stupkiewicz.
Według ekspertki to, co może martwić, to "brak zapowiedzi mechanizmu wsparcia dla energii produkowanej w OSE oraz postawienie nacisku na dopasowywanie się OSE do realiów sieciowych, a nie modernizacja sieci w kierunku umożliwienia rozwoju OSE". - OSE będą mogły - w razie braku możliwości ze strony sieci zapewnienia przyłączenia - modernizować sieć lub inicjować modernizację, ale na warunkach komercyjnych. KPEiK zastrzega, że cena za dostęp do sieci dla OSE obejmować będzie rzeczywisty koszt utrzymania sieci z dodatkową, bliżej nieokreśloną marżą. To warunki, które są kompletnie niedostosowane zarówno do potrzeb samych społeczności, jak i obywateli - uważa radczyni prawna Frank Bold.
O ile, jej zdaniem, warto docenić planowanie nowelizacji przepisów dotyczących OSE w taki sposób, by były one bezpośrednio osadzone w technicznych uwarunkowaniach sieciowych, "nie można zapominać, że powinny odwoływać się do obywateli niezajmujących się profesjonalnie energetyką" - Konieczna jest zatem refleksja, jak stworzyć obywatelskie przepisy dla obywateli, a nie kolejną niedziałającą wydmuszkę jak obecne OSE czy idee prosumenta zbiorowego - podsumowuje Agnieszka Stupkiewicz.