Odchody zalegające pod i w klatkach oraz poidłach zwierząt, brak wody lub poidła wypełnione moczem lub glonami - to skala zaniedbań na fermie lisów w miejscowości Długie Stare (powiat leszczyński), którą w ubiegłym roku ujawniły Otwarte Klatki. Aktywiści zawiadomili o sprawie prokuraturę, a teraz sąd w Lesznie skazał właścicielkę Donatę K. za znęcanie się nad zwierzętami.
Kobieta - która wcześniej zaprzeczała stawianym jej zarzutom - teraz przyznała się do zarzucanych jej czynów i oświadczyła, że chce dobrowolnie poddać się karze. Sąd zarządził wobec niej karę 1 roku i 6 miesięcy ograniczenia wolności w formie potrącenia 10 proc. wynagrodzenia. Pieniądze będą przeznaczone na schronisko dla zwierząt.
Ponadto sąd orzekł także przepadek odebranych lisów i nawiązkę na rzecz lokalnego schroniska w kwocie 9000 zł. Donata K. ma także 5-letni zakaz posiadania lisów, wykonywania wszelkich zawodów i prowadzenia działalności związanych z wykorzystaniem lisów.
Lisy na jej fermie były trzymane w fatalnych warunkach, a skutkiem tego było cierpienie i choroby zwierząt. Mimo zapaleń i innych chorób, żadnemu z tych zwierząt nie została udzielona pomoc weterynaryjna.
Wcześniej dwukrotnie skazany za znęcanie został Andrzej K., konkubent oskarżonej, który pracował na tej samej fermie. Na nagraniach ujawnionych przez Otwarte Klatki widać było uśmiercanie zwierząt. Lisy przechodziły kilkuminutową agonię wewnątrz skrzyni do gazowania. Zwierzęta, które przetrwały gazowanie, dobijano metalowym prętem czy poprzez uderzenie o drewniany legar. Drugi wyrok dotyczył trzymania lisów w ok. 30-stopniowym upale bez dostępu do wody i bez osłony przed słońcem - informują Otwarte Klatki.
Ferma w Długiem Starem została zamknięta w lutym 2024 r. po interwencji aktywistów Otwartych Klatek. Organizacja podkreśla jednak, że cierpienie zwierząt hodowanych na futra to nie odosobnione przypadki, a systemowy problem. I domagają się wprowadzenia zakazu takiej działalności, co zrobiło już wiele krajów Europy.
- W tym przypadku doszło do niehumanitarnego traktowania hodowanych zwierząt, warto jednak pamiętać, że problem jest szerszy. Zwierzętom dzikim, takim jak norki i lisy, nie da się zapewnić dobrostanu na fermie, takie warunki stoją w sprzeczności z potrzebami tych zwierząt - komentuje Angelika Kimbort-Stępniak, radczyni prawna reprezentująca Otwarte Klatki.
Jak przypomniała, w tym roku europejska instytucja odpowiadająca za bezpieczeństwo żywności oraz Europejska Federacja Lekarzy Weterynarii wypowiedziały się na temat dobrostanu zwierząt hodowanych na futra. Według nich nie da się prowadzić hodowli lisów, norek i innych zwierząt na futra w klatkach w taki sposób, który zapewnia im dobrostan.
- Dlatego jedynym sensownym rozwiązaniem problemu jest wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futro w Polsce - mówi Kimbort-Stępniak.
W tym tygodniu Sejmowa komisja zaczęła prace nad dwoma projektami ustaw w sprawie zakazu hodowli zwierząt na futra.
- Liczę, że uda się zakończyć hodowlę zwierząt na futro tak szybko, jak to możliwe, z poszanowaniem osób, które dziś taką działalność prowadzą - mówiła posłanka Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Tracz zaczynając prezentację swojego projektu ustawy w tej sprawie.
Zakłada on 5-letni okres na wygaszenie działalności istniejących ferm i odszkodowania dla ich właścicieli, a także odprawy dla pracowników. Odszkodowania będą tym wyższe, im szybciej zamknięta zostanie hodowla.
Poza projektem posłanki KO swoją ustawę przygotował też poseł Jarosław Sachajko z Konfederacji. Ta zakłada jednak długi, 15-letni "okres przejściowy", który niektóre organizacje społeczne oraz mieszkańcy wsi - sąsiedzi ferm futrzarskich - krytykują jako "iluzoryczny zakaz". Wśród posłów opozycji pojawiły się apele o znalezienie kompromisowego rozwiązania, ale też wyraźne głosy poparcia dla zakazu.
W przyszłym tygodniu komisja zajmie się propozycjami poprawek do ustawy, a później - prawdopodobnie pod koniec tygodnia - zagłosuje ws. przyjęcia projektu. - Liczę na to, że w piątek 17 października będziemy głosować i zakażemy hodowli zwierząt na futra - mówiła Tracz.
Po tym głosowaniu odbędzie się drugie czytanie, a następnie projekt ustawy trafi on do ostatecznego głosowania przez Sejm.
Kolejnym krokiem będzie głosowanie w Senacie, a jeśli ustawa zostanie przyjęta, trafi na biurko prezydenta Karola Nawrockiego.