Jak ustaliła Beata Płomecka, brukselska korespondentka Informacyjnej Agencji Radiowej, ograniczenia pozostaną, jednak limity połowów dla polskich rybaków będą wyższe, niż chciała Komisja Europejska. Szczegóły niedługo ma ogłosić duńska prezydencja. "Dobra wiadomość dla polskich rybaków - będą mogli łowić więcej śledzi i szprotów na Bałtyku w przyszłym roku w porównaniu z obecnym. Nie będzie też dalszych ograniczeń przyłowów dorszy (czyli przypadkowych połowów, samych dorszy rybacy nie mogą łowić od 2019) - napisała korespondentka na X.
Na Bałtyku Centralnym limity zwiększono o 45 proc. w przypadku szprotów i 15 proc. dla śledzi. Przyłowy dorszy, które są przypadkowe (zdarzają się przy połowach innych ryb) utrzymano na obecnym poziomie. Połów samych dorszy jest bowiem zabroniony od 2019 roku. Zmiana jest istotna, bowiem Komisja Europejska domagała się ponad 63 proc. redukcji na wschodnim Bałtyku i aż 84 proc. na zachodnim. Obecne porozumienie osiągnęli ministrowie rolnictwa i rybołówstwa krajów członkowskich w trakcie poniedziałkowych (27 października) negocjacji. W 2026 roku limit połowów szprotów dla polskich rybaków wyniesie 60 tys. ton (z ponad 200 tys. ton dla całego Bałtyku) oraz 25 tys. ton śledzi (z prawie 100 tys. ton dla wszystkich rybaków centralnego Bałtyku).
Polska powoływała się na dane naukowe, odrzucając twierdzenia Komisji o katastrofalnym stanie zasobów rybnych w Bałtyku. Z danych doradztwa naukowego wynikało, że sytuacja nie jest aż tak tragiczna. Wiceminister rolnictwa Jacek Czerniak, który jest odpowiedzialny za rybołówstwo, jednoznacznie określił to jako sukces. - Nasze postulaty, nasze oczekiwania dotyczące kwot połowowych zostały w większości uwzględnione. Możemy powiedzieć ze strony Polski, ze strony polskich rybaków, że jest to dla nas sukces. Ta decyzja jest bardzo dobra. Poinformujemy naszych rybaków na spotkaniach o tych kwestiach wielkości kwot połowowych - stwierdził wiceszef resortu rolnictwa.
Połowy dorsza na Bałtyku zostały zakazane, ponieważ ryba była poławiana na masową skalę i obawiano się, że straci ona zdolność do odtwarzania populacji. Na stan mórz wpływają też zmiany klimatyczne. Bałtyk to płytkie, mało zasolone i dość ubogie pod względem biologicznym morze.
- Zmiany klimatyczne i postępowanie człowieka spowodowało, że dorsz, który jeszcze w latach 80. XX wieku był gatunkiem pospolitym, dziś występuję coraz rzadziej. Już w latach 90. XX wieku jego połowy spadły do 25 tys. ton, czyli łowiono ich pięć razy mniej niż jeszcze dekadę wcześniej. Wielkość połowów dorsza nie była dostosowana do tego, co się działo w bałtyckim ekosystemie. Dlatego sytuacja dorsza jest dziś bardzo trudna i nie wiadomo, czy sam zdoła obudować swoją populację - wyjaśniała dla Polskiego Radia Joanna Ornoch z międzynarodowej ekologicznej organizacji Marine Stewardship Council (MSC) Polska.
Czytaj też:Alarmujące dane. Ulubiona ryba Polaków może być wkrótce towarem luksusowym
Źródło:IAR