Alarmujące dane. Ulubiona ryba Polaków może być wkrótce towarem luksusowym

Przełowienie to poważny problem w przypadku wielu ryb. Tym razem dotyczy jednego z najpopularniejszych gatunków jadalnych. Konieczne jest drastyczne ograniczenie połowów, a to może spowodować znaczny spadek podaży i odbić się na konsumentach.
przeławianie (zdjęcie ilustracyjne)
Asc1733, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

Populacja makreli się nie odnawia

Makrela atlantycka to jeden z najpopularniejszych gatunków ryb, chętnie kupowany przez konsumentów. Jednak najnowsze dane Międzynarodowej Rady Badań Morza (ICES) są niepokojące. Wynika z nich, że populacja makreli na północno-wschodnim Atlantyku zanotowała drastyczny spadek. W ostatnich latach zmniejszyła się o ponad 77 proc. W 2015 roku było to 12 mln ton, obecnie zaledwie 2,7 mln ton. Taka ilość jest poniżej bezpiecznego poziomu, który umożliwia odrodzenie się gatunkowi.

Drastyczne ograniczenie połowów

Zgodnie z rekomendacjami ICES połowy w 2026 roku powinny zostać definitywnie ograniczone - nawet o 70 proc. W takim przypadku łączny dopuszczalny połów (TAC) wyniesie tylko 174 tys. ton. Ta bezprecedensowa decyzja to równocześnie sygnał alarmowy nie tylko dla branży rybackiej, ale również konsumentów. - Makrela atlantycka odgrywa kluczową rolę w polskim przetwórstwie rybnym. Obok śledzia stanowi podstawę produkcji i eksportu. Wędzona makrela to nie tylko popularny produkt na naszych stołach, ale i ważny element gospodarki - szczególnie w regionach nadmorskich. Bez zdecydowanych działań ryzykujemy nie tylko pustki na półkach sklepowych, ale także utratę miejsc pracy w przetwórniach - wyjaśniła Anna Dębicka, Dyrektorka Programu MSC na Region Bałtyku i Europy Centralnej.

Zobacz wideo Raport CIWF: Większość państw UE, w tym Polska, łamie prawo dotyczące połowu ryb

Przełowienie poważnym problemem

Przełowienie to problem, który dotyka branżę nie po raz pierwszy. Zasoby nie są nieograniczone, a państwa, których floty rybackie biorą udział w połowach (Rosja, kraje Unii Europejskiej, Wielka Brytania, Norwegia, Islandia, Grenlandia czy Wyspy Owcze), nie potrafią się porozumieć, co do wspólnych limitów. Każde z nich ustala własne limity, łącznie jednak przekraczają zalecenia podawane przez naukowców (w 2024 roku aż o 35 proc.). Podobna sytuacja miała już miejsce w latach 60 XX wieku. Wówczas przełowienie śledzia atlantycko-skandynawskiego spowodowało, że odbudowa populacji trwała 20 lat. Z powodu zaistniałej sytuacji stanowczo zakup makreli odradza też jedna z największych organizacji ekologicznych WWF.

Alternatywy dla konsumentów

Makrela cieszy się ogromnym powodzeniem ze względu na przystępną cenę i smak. Jednak niektóre firmy przetwórcze i sieci handlowe już szukają alternatyw. Grupa Princes zamierza wprowadzić jeszcze w tym roku do marketów w Wielkiej Brytanii makrelę chilijską (ostroboka), która jest pozyskiwana w sposób zrównoważony i posiada certyfikat MSC. Smak i wygląd ma prawie identyczny, jak makrela atlantycka, klienci mogą być jednak początkowo nieufni. - Kluczowe będzie szybkie oswojenie rynku z tą nazwą, jeśli chcemy zapewnić ciągłość dostaw i nie stracić zaufania klientów – stwierdziła Dębicka.

Co dalej z makrelą atlantycką?

W październiku 2025 roku dojdzie do spotkania państw poławiających makrelę atlantycką w ramach tzw. Coastal States. Jak ostrzega MSC, bez ustalenia wspólnego, sensownego i opartego o wytyczne naukowców limitu gatunek może szybko stać się krytycznie zagrożony, a makrela atlantycka zniknie z półek lub stanie się towarem luksusowym. W przeszłości przełowienie miało już miejsce wielokrotnie (w ostatnich latach dotyczyło to np. tuńczyka błękitnopłetwego). To jednak nie tylko problem dla konsumentów, ale przede wszystkim dla środowiska - przełowienie negatywnie wpływa bowiem na różnorodność biologiczną i funkcjonowanie ekosystemów.

Czytaj też: Niepokojące doniesienia ws. wielorybów. Tak źle nie było od lat. "Mamy jasny obraz"

Źródło:Marine Stewardship Council

Więcej o: