Więcej i więcej. Zupełnie nowe scenariusze dla ropy naftowej i gazu

Dotychczasowe modele wskazywały, że do popyt na ropę i gaz osiągnie swój szczyt do końca tej dekady i potem zacznie spadać. Okazuje się jednak, że pogłoski o rychłej śmierci tych paliw mogły być przesądzone. I to wcale nie dlatego, że ta śmierć jest nie na rękę administracji USA.
Wydobycie ropy naftowej - zdjęcie ilustracyjne
Fot. REUTERS/Stringer

Przy obecnie prowadzonych politykach (energetycznych i klimatycznych) państw popyt na ropę naftową może rosnąć aż do połowy tego stulecia, zwiększając się do 113 milionów baryłek dziennie z 100 milionów obecnie - podała Międzynarodowa Agencja Energetyczna w opublikowanym dziś (w środę 12 listopada) raporcie. Wcześniejszy taki model podawał 2030 rok jako szczyt konsumpcji ropy. To duża i ważna zmiana. Dlaczego?

Zaskakujący raport: ropa naftowa jeszcze długo będzie nam potrzebna

Scenariusz można uznać za zaskakujący, jednak trzeba pamiętać o kilku kwestiach. Przede wszystkim, osłabienie zaangażowania krajów w walkę o zahamowanie zmian klimatycznych staje się coraz bardziej widoczne - i właśnie to odzwierciedlone jest w pesymistycznym modelu MAE. To sprawia, że cel zatrzymania globalnego wzrostu temperatury na poziomie +1,5 stopnia Celsjusza (w stosunku do ery przedprzemysłowej) jest już niemożliwy do spełnienia - a jest to główny cel klimatyczny z porozumienia paryskiego sprzed dekady. 

Poza tym, rosnący popyt na ropę nie oznacza, że nie będziemy chcieli korzystać z odnawialnych źródeł energii i technologii odchodzących od spalania paliw kopalnych. Omawiany scenariusz obecnych polityk zakłada także wzrostu udziału samochodów elektrycznych w pojazdach ogółem do 40 proc. w 2035 roku (we wcześniejszym scenariuszu, biorącym pod uwagę plany klimatyczne, było to 50 proc.). 

Zobacz wideo Spadające ceny ropy zagrażają budżetowi Rosji

Skąd ta zmiana? USA wywierały presję

Kluczowa zmiana jest taka, że MAE opublikowała scenariusz oparty na aktualnie prowadzonych politykach, od 2020 roku przedstawiała modele opierające się na ambitnych deklaracjach krajów, zmierzających do zeroemisyjności. Szef MAE, Fatih Birol, w rozmowie z "Financial Times" podkreślił jednak, że agencja nie przypisuje poziomu prawdopodobieństwa żadnemu z prezentowanych scenariuszy, po prostu je pokazuje. Agencja zauważa jednocześnie, że scenariuszy tych nie należy traktować jako twardych prognoz. 

Prowadzoną od 2020 roku linię corocznych raportów MAE krytykowały Stany Zjednoczone w czasie drugiej kadencji Donalda Trumpa. Prezydent w końcu wzywał do zwiększonych inwestycji w amerykańskim sektorze naftowym, a Międzynarodowa Agencja Energii podkreślała, że do dotrzymania paryskiej deklaracji konieczne jest zaprzestanie takich działań. Prognozy zakładające szczyt zapotrzebowania na ropę w 2030 roku przez sekretarza USA ds. energii Chrisa White'a określone zostały mianem "absurdalnych". W rozmowie z portalem Bloomberg kilka miesięcy temu Wright powiedział nawet, że oczekiwałby reformy MAE, sugerując wycofanie wsparcia. Działalność organizacji finansowana jest ze składek państw członkowskich, a Amerykanie zapewniają 14 procent budżetu. MAE podała, że nowy scenariusz nie jest reakcją na presję ze strony USA.  

Międzynarodowa Agencja Energetyczna spodziewa się dużego wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną - aż o około 40 proc. do 2035 roku w przypadku scenariusza obecnych polityk i o 50 proc. w tej samej perspektywie czasowej przy przyjęciu założenia Net Zero (czyli zeroemisyjności), czyli bardziej ambitnego. 

Poza tym, w raporcie wskazano na szybki wzrost inwestycji gazowych w LNG, a także w centra danych. W tym drugim przypadku już w tym roku mają one sięgnąć 580 miliardów dolarów - a to by oznaczało, że przebiją wydatki na ropę naftową (540 miliardów rocznie). 

Raport opublikowano w czasie trwającego szczytu klimatycznego COP30 w brazylijskim Belem. Nie biorą w nim udział przedstawiciele USA. 

Więcej o: