Oś ziemska (wokół której nasza planeta się obraca) wyznacza bieguny geograficzne i nie jest prostopodła do osi obrotu orbitalnego Ziemi, ale nachylona o około 23°26'. Innymi słowy, światło słoneczne nie pada stale w sposób prostopadły na równik naszej planety, ale na różne obszary planety, których granicę stanowi Zwrotnik Raka na północy i Zwrotnik Koziorożca na południu. Będąc na równiku, Słońce w zenicie zobaczymy jedynie dwa razy do roku - podczas równonocy wiosennej (na półkuli północnej w marcu, a na południowej we wrześniu) i równonocy jesiennej (na północy we wrześniu, a na południu w marcu).
Taka, a nie inna wartość tego nachylenia - choć na pierwszy rzut oka może się wydawać się mało znacząca - sprawia, że w tropikach wyróżniamy porę suchą i deszczową, w strefie umiarkowanej mamy cztery pory roku, a za kołami podbiegunowymi występuje dzień i noc polarna. Wiedząc to, tym ciekawsza wydaje się informacja, że działalność człowieka przyczyniła się do zmiany położenia osi Ziemi.
Wynika tak z nowego badania, które naukowcy opublikowali w czerwcu na łamach "Geophysical Research Letters". Badacze wyliczyli, że tylko w okresie od 1993 do 2010 roku człowiek wypompował z wód gruntowych ciecz o masie aż 2150 gigaton, czyli 2 150 000 000 000 ton (2150 miliardów ton). Oczywiście nie pobierał jej równomiernie z każdego zakątka planety. Większość wydobycia miała miejsce w zachodniej części Ameryki Północnej i północno-zachodnich Indiach. W obu przypadkach mowa o średnich szerokościach geograficznych. Co więcej, woda ta nie trafiła z powrotem do naturalnych zbiorników w skorupie Ziemi, ale "rozlała się" po planecie w niekontrolowany sposób. Wcześniejsze wyliczenia naukowców wskazują, że gdyby cała ilość pobranej z wnętrza wody trafiła do morza, to poziom wód globalnego oceanu podniósłby się o ok. 6,1 mm, co jest wartością trudną do przeoczenia.
Teraz badaczom udało się jednak ustalić, że przesunięcie tak ogromnych mas wody, spowodowane działalnością człowieka zmieniło równomierność rozłożenia masy Ziemi. To w konsekwencji wpłynęło zaś na oś obrotu naszej planety. I to w sposób jak najbardziej mierzalny - o 31,5 cala (ok. 80 centymetrów). Naukowcy szacują też, że z powodu wypompowywania wód gruntowych oś obrotu naszej planety wciąż się przesuwa w średnim tempie 1,7 cala (4,32 cm) rocznie. Takie odchyły - choć "na oko" wydają się niewielkie - mogą już wpływać na sezonowe zmiany pogody - pisze Space.com. Badacze podkreślają, że w krótkiej perspektywie nie wpłyną one na zmiany klimatu lub przesuniecie pór roku, ale w długiej, geologicznej skali czasowej jest to możliwe.
Oczywiście eksperci już wcześniej wiedzieli, że tzw. bieguny obrotowe Ziemi nie znajdują się idealnie w miejscach biegunów geograficznych i rzeczywista lokalizacja bieguna obrotowego naszej planety stale się przesuwa. W ich wyliczeniach brakowało jednak czynnika, który potwierdziłby zgodność wyliczeń teoretycznych z obserwacjami. Okazały się nim właśnie brakujące pokłady wód gruntowych, które wypompował człowiek. Jak zaznacza geofizyk Ki-Weon Seo z Narodowego Uniwersytetu Seulskiego, przechylanie się osi Ziemi można zatrzymać, ale tylko pod warunkiem, że ochrona wód gruntowych "będzie utrzymywana przez dziesięciolecia". Badacze chcą teraz zajrzeć jeszcze dalej w przeszłość i sprawdzić, jak działalność człowieka wpływała na naszą planetę w stali ostatniego wieku.
Obserwacja zmian bieguna obrotowego Ziemi jest przydatna do zrozumienia zmian magazynowania wody w skali kontynentalnej. Dane o ruchu biegunów są dostępne już od końca XIX wieku. Możemy więc potencjalnie wykorzystać je do zrozumienia różnic w magazynowaniu wody na kontynencie w ciągu ostatnich 100 lat. Czy w wyniku ocieplenia klimatu nastąpiły zmiany w reżimie hydrologicznym? Być może ruch obrotowy [Ziemi - red.] zawiera odpowiedź.
- zastanawia się Ki-Weon Seo, cytowany na stronie Advancing Earth and space science, amerykańskiego związku geofizyków AGU.