Silny rozbłysk nastąpił w piątek, 9 lutego o godzinie 14:10 polskiego czasu. Źródłem rozbłysku klasy X była plama AR3575. Po dotarciu do Ziemi rozbłysk spowodował zakłócenia pracy urządzeń komunikacyjnych na falach radiowych w Ameryce Południowej, Afryce i nad Południowym Atlantykiem - podaje serwis space.com.
Na nasze szczęście rozbłysk sklasyfikowany jako X3.4 wystąpił w momencie gdy plama słoneczna chowała się za krawędzią Słońca. Dzięki temu rozbłysk nie uderzył bezpośrednio w Ziemię.
Pierwszemu w tym roku rozbłyskowi klasy X towarzyszył koronalny wyrzut masy (CME), czyli wyrzut obłoku plazmy i pola magnetycznego. Gdyby Ziemia znalazła się bezpośrednio na linii rozbłysku, doświadczylibyśmy również pierwszej w tym roku burzy geomagnetycznej. Towarzyszyłyby jej nie tylko zorze polarne, ale też m.in. zakłócenia w pracy satelitów.
Rozbłysk promieniowania rentgenowskiego i ultrafioletowego spowodował przerwy w sygnale radiowym, mimo tego, że rozbłysk nie uderzył bezpośrednio w Ziemię. Promieniowanie z tego rozbłysku dotarło do nas w nieco ponad osiem minut i zjonizowało termosferę - dodaje space.com.
Słońce zbliża się do najbardziej aktywnej części swojego 11-letniego cyklu słonecznego, czyli tzw. maksimum słonecznego. Obecny cykl słoneczny rozpoczął się w grudniu 2019 r., a więc potrwa przypuszczalnie do końca 2030 r. Według prognozy, którą w 2022 r. przedstawiała agencja NASA, maksimum aktywności powinno wystąpić w lipcu 2025 r. Z kolei zespół naukowców pod kierownictwem Roberta Leamona z NASA i Scotta McIntosha z NCAR (National Center for Atmospheric) ocenia, że maksimum powinno nastąpić już w połowie 2024 r.