Podatek cukrowy pojawia się i znika. Jeszcze w środę było pewne, że Sejm zajmie się senackim sprzeciwem dotyczącym ustawy wprowadzającej podatek od słodzonych napojów. Słodzonych - co bardzo istotne - nie tylko cukrem, ale i słodzikami.
- Na wniosek Premiera Mateusza Morawieckiego skierowaliśmy razem z Januszem Cieszyńskim, wiceministrem zdrowia, w imieniu rządu prośbę do marszałek Elżbiety Witek o zdjęcie z porządku obrad dokończenia prac nad tzw. sugar tax - stwierdził. - Teraz koncentrujemy się na pandemii koronawirusa - dodał.
Ustawą wprowadzającą tak zwany podatek cukrowy, a także podwyższenie cen alkoholu w małych opakowaniach, tzw. małpek, Senat zajął się 13 marca. Zagłosował za odrzuceniem projektu w całości. Decyzję Senatu musi teraz odrzucić Sejm.
Podatek cukrowy, wedle pierwotnych założeń, miał wejść w życie już 1 kwietnia 2020 roku. Rząd zmienił jednak zdanie i przesunął wprowadzenie daniny na 1 lipca. Jeszcze później pojawiały się informacje, że chce przesunięcia tego terminu na 28 grudnia, jednak jak na razie w projekcie widnieje lipiec.
Konfederacji Lewiatan wylicza, że przez nową daninę ceny wzrosną o jedną trzecią. Oznacza to, że litrowy napój podrożeje o 1-1,34 zł. Zdaniem Konfederacji celu fiskalnego nie uda się jednak dzięki nowej daninie uzyskać.
Czytaj też: Jadwiga Emilewicz tłumaczy rząd z podatku cukrowego. "Produkty są bardzo tanie, nie ma refleksji"
Zdaniem ekspertów organizacji nowy podatek, o czym świadczą doświadczenia innych krajów, nie zmniejszy spożycia cukru i nie poprawi staniu zdrowia społeczeństwa, nie ograniczy zjawiska otyłości.
Rząd tłumaczy bowiem konieczność wprowadzenia podatku dbałością o zdrowie Polaków. W kraju znacząco rośnie bowiem spożycie cukru. Podatkiem mają być jednak obciążone również napoje w całości słodzone substancjami słodzącymi, które do otyłości się nie przyczyniają.