Rząd przyjął we wtorek aktualizację planu konwergencji (APK). To dokument, który co roku, do końca kwietnia, wysyłamy do Komisji Europejskiej i Rady UE. Na jego podstawie - tak jak inne państwa członkowskie UE - dostajemy wytyczne dotyczące przyszłorocznego budżetu. Plan zawiera prognozy dotyczące gospodarki i finansów.
Ubiegłoroczny był ciekawy dlatego, że znalazły się w nim wyliczenia dotyczące sposobu finansowania ogłoszonej wcześniej "piątki Kaczyńskiego", o czym pisaliśmy tutaj. W tym roku tło do planu jest wyjątkowe z zupełnie innego powodu - pandemii koronawirusa.
W "Programie konwergencji. Aktualizacja 2020" czytamy, że w drugim kwartale tego roku rząd zakłada silny spadek aktywności gospodarczej, we wszystkich niemal sektorach. Najmocniej restrykcje związane z izolacją społeczną nałożoną z powodu pandemii koronawirusa uderzą w zakwaterowanie i gastronomię, działalność związaną z kulturą, rozrywką i rekreacją, transport (zwłaszcza pasażerski), obsługę rynku nieruchomości i handel. W tym ostatnim przypadku sprzedaży pomogą jednak większe niż zwykle zakupy spożywcze i artykułów żywnościowych oraz handel internetowy.
W trzecim kwartale spodziewane jest odbicie, ale nie tak silne, jak załamanie z obecnego kwartału. To oznacza, że w całym tym roku polski PKB spadnie o 3,4 proc., pierwszy raz od początku lat 90. Spadną wydatki gospodarstw domowych (konsumpcja prywatna), inwestycje i eksport - rządowi eksperci przyjęli, że PKB na głównych rynkach eksportowych Polski (kraje UE) spadnie o 5,1 proc. W przyszłym roku gospodarka ma wrócić do wzrostów, a tempo tego odbicia według rządu powinno być mocniejsze niż tempo tegorocznego spadku.
W dokumencie zaznaczono, że istnieją czynniki ryzyka, które sprawiają, że gospodarka może skurczyć się jeszcze mocniej. To przede wszystkim przedłużenie kwarantanny i obostrzeń czy sytuacja w innych państwach.
Aktualizacja programu konwergencji zawiera też oczekiwania dotyczące inflacji. W tym roku ma przyspieszyć do 2,8 proc. średniorocznie z 2,2 proc. w ubiegłym roku. Nie jest to jednak związane z pandemią, a z tym, co działo się u nas z cenami jeszcze zanim koronawirus się pojawił. W pierwszym kwartale inflacja mocno wzrosła, do 4,5 proc. rok do roku, w kolejnych miesiącach presja inflacyjna powinna spadać, choć wzrost cen żywności utrzyma się na wysokim poziomie. Także w przyszłym roku inflacja powinna być niższa, pomimo zakładanego ożywienia gospodarczego.
W dokumencie założono też, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych (tzw. general government, pojęcie szersze niż deficyt budżetowy) sięgnie w tym roku 8,4 proc. PKB (wobec 0,7 proc. deficytu w ubiegłym roku), a zadłużenie tego sektora wyniesie 55,2 proc. PKB (wobec 46 proc. rok wcześniej). Tego nie da się uniknąć - z jednej strony zamrożenie gospodarki powoduje spadek dochodów państwa (z podatków czy składek na ubezpieczenia społeczne), a z drugiej wprowadzane działania ratunkowe (w ramach kolejnych odsłon tzw. tarczy), generują większe wydatki. W tym roku do kasy państwa nie wpłyną też zakładane jednorazowe dochody z tzw. opłaty przekształceniowej, która miała wystąpić w związku z ostateczną likwidacją OFE - miała nastąpić w tym roku, ale zostanie przesunięta w czasie.
W przyszłym roku wpływy podatkowe mają znów wzrosnąć, a do tego rząd spodziewa się pozytywnego wpływu zmian uszczelniających CIT i ograniczających agresywną optymalizację podatkową.