Czy kopalnie powinny się otwierać? Baca-Pogorzelska: Górnicy mają mnóstwo teorii spiskowych

W ostatnich kilkunastu dniach liczba górników, u których wykryto koronawirusa, przekroczyła 2300 osób, czyniąc Śląsk nowym epicentrum zachorowań. Mimo to, zgodnie z weekendową zapowiedzią premiera, zamknięte do tej pory kopalnie szykują się do wznowienia wydobycia. A w tle tej sytuacji mamy nieodbytą manifestację górników w Warszawie oraz rozprzestrzeniające się w środowisku teorie spiskowe.

W poniedziałek rano zakażonych koronawirusem było ponad 2360 górników z kilkunastu kopalń. Mimo dużej liczby pozytywnie zdiagnozowanych pracowników, kopalnie, które wstrzymały wydobycie kilkanaście dni temu, szykują się do jego wznowienia.

Rzecznik Polskiej Grupy Górniczej, Tomasz Głogowski zapowiedział, że wstępnie wydobycie będą wznawiać pojedyncze oddziały - najpierw w kopalni Murki-Staszic, a w dalszej kolejności w kopalniach Sośnica i Jankowice. Cały proces ma potrwać od kilku do kilkunastu dni. Ma ono ruszyć w oparciu o górników, którzy wyzdrowieli, co dwukrotnie potwierdził negatywny wynik testów na koronawirusa.

Zobacz wideo Prof. Beata Javorcik (EBOR, Uniwersytet Oksfordzki) gościnią Gazeta.pl

Przypomnijmy, że w związku z wystąpieniem ognisk epidemicznych w zakładach pracy, kopalnie Jankowice w Rybniku i Murcki-Staszic w Katowicach wstrzymały wydobycie ponad trzy tygodnie temu, zaś Sośnica w Gliwicach niespełna dwa tygodnie temu. Dochodzenie do pełnych zdolności wydobywczych ma również stopniowo następować w kopalni Pniówek, należącej do Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz w należącej do spółki Węglokoks Kraj bytomskiej kopalnia Bobrek, która wstrzymała wydobycie przed tygodniem.

Były wiceminister gospodarki: To technologicznie uzasadnione

W weekend Śląsk odwiedził premier Mateusz Morawiecki, który wziął udział w posiedzeniu sztabu kryzysowego z udziałem wojewody śląskiego Jarosława Wieczorka. Prezes Rady Ministrów zapowiedział, że wydobycie węgla ruszy na nowo od tego tygodnia. Było to niejako potwierdzenie słów prezesa PGG, Tomasza Rogala, który już wcześniej mówił o tym, że liczy na możliwość stopniowego wznawiania wydobycia w tych trzech kopalniach od wtorku 19 maja.

Z decyzją o wznowieniu wydobycia w kopalniach zgadza się Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki. - Te kopalnie odbyły odpowiednio długą przerwę w wydobyciu i to powinno wystarczyć, by wirus już się w nich nie rozprzestrzeniał - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl. 

To jest technologicznie uzasadnione. Kwarantanna została określona na okres czternastu dni i tyle powinno wystarczyć na to, by zlokalizować osoby chore. Te pięć kopalń, które zostały zamknięte, można już uruchamiać. Powinno się natomiast przystępować do badań górników w kolejnych kopalniach i ogłaszać tam stan kwarantanny

- dodaje.

Innego zdania jest dziennikarka Karolina Baca-Pogorzelska, specjalistka w branży górniczej i energetycznej. - Rozumiem, że PGG będzie dopuszczała do pracy tych górników, którzy dwukrotnie zostali przebadani na COVID-19 i dwukrotnie uzyskali negatywny wynik. Jeśli chodzi o inne środki ostrożności to widziałam, że w kopalni JSW Knurów-Szczygłowice zamontowano takie kurtyny z środkiem dezynfekującym, przez które się przechodzi. Nadal mam jednak wątpliwości, czy to dobry moment, by otwierać kopalnie, ponieważ tych przypadków na Śląsku - a zwłaszcza wśród górników - jest bardzo dużo - podkreśla.

Karolina Baca-Pogorzelska: Obawiam się, że znów będzie trzeba zamykać kopalnie

Dziennikarka mówi o istniejącym ryzyku nawrotu zakażeń wśród górników w związku z przywracaniem wydobycia. To jednak skomplikowana sprawa, ponieważ kopalnie muszą pracować, z uwagi na bezpieczeństwo zakładu. Chodzi o to, by na dole nie wystąpiły żadne problemy geologiczne. 

- Węgla nam jakoś szczególnie nie brakuje, więc raczej nie jest to kwestia wystąpienia deficytu paliwa. Myślę, że chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa geologicznego. Wydaje mi się jednak, że można byłoby o nie zadbać przy zmniejszonych obrotach, z minimalną obsadą. Obawiam się bowiem, że jeśli otworzymy kopalnie, to tydzień później będziemy borykali się z nowym wzrostem liczby chorych wśród górników i znów będzie trzeba je zamykać - przyznaje.

Odwołana manifestacja i teorie spiskowe

Przed weekend wśród górników wystąpiły obawy przed likwidacją kopalń. Bali się, że pod pretekstem walki z koronawirusem rząd doprowadzi do likwidacji kopalń. Z tego powodu mieli przyjechać w sobotę do Warszawy, by w stolicy walczyć o miejsca pracy i godny byt swoich rodzin. Ostatecznie do strajku nie doszło, a tego samego dnia Prezes Rady Ministrów zapowiedział otwieranie kopalń zamkniętych z powodu rozprzestrzeniania się koronawirusa wśród pracowników.

- Gdyby otwarcie kopalń było wstrzymywane, to ciężko byłoby to wyjaśnić samym górnikom, którzy już mają mnóstwo teorii spiskowych. Zastanawiają się np. dlaczego prawie wszyscy z nich są pacjentami bezobjawowymi w przeciwieństwie do innych ludzi w Polsce. Na ponad 2,3 tys. "pozytywnych" pracowników kopalń, ledwie ponad dwudziestu było hospitalizowanych. 16 maja w Warszawie miała odbyć się manifestacja górników, ale praktycznie tuż przed nią okazało się, że lwia część górników otrzymała pozytywny wynik testów na COVID-19. Dodatkowo większość z nich nawet nie widziała tych wyników. Dostali jedynie telefony z kopalń i Sanepidu, że zostali objęci kwarantanną. To wszystko wzmaga chaos i sprzyja powstawaniu teorii spiskowych - podkreśla Karolina Baca-Pogorzelska.

Więcej o: