Mogłoby, ponieważ nikt nie jest w stanie wskazać, kiedy epidemia ustąpi. - Dziś nikt z pełną odpowiedzialnością nie powie, że nastąpi to 1 lipca, choć w tym kierunku zmierzamy. Otwieramy ją [gospodarkę - red.] poszczególnymi etapami, co jest uwarunkowane oceną sytuacji epidemicznej dokonaną przez Ministerstwo Zdrowia i premiera - wyjaśniała wicepremierka w rozmowie z "PB".
Tym samym Emilewicz niejako potwierdziła swoje słowa z drugiej połowy kwietnia, o czym pisaliśmy wcześniej.
Zgodnie z tym, co mówiła Jadwiga Emilewicz, nie ma co nastawiać się na powrót do pełnej swobody - do rzeczywistości, którą pamiętamy sprzed wybuchu epidemii. Utrzymane miałyby zostać zasady dystansu społecznego, określonej liczby osób na metr kwadratowy czy zakaz organizowania imprez masowych. A jeśli zagrożenie epidemiczne na nowo zaczęłoby rosnąć, niewykluczone jest powtórne zamrożenie gospodarki.
W środę 13 maja Komisja Europejska opublikowała wytyczne zmierzające do przywrócenia swobody przemieszczania się i zniesienia kontroli na granicach wewnętrznych. Jak mówiła minister rozwoju, to na razie bardzo ostrożne zalecenia. - Dlatego w lipcu mówimy o wakacjach stacjonarnych. Wydaje się, że wyjazdy zorganizowane będą ograniczone do 50 osób. Decyzje dopiero przed nami - zaznaczyła Emilewicz.
Ostateczną decyzję o otwieraniu granic ma bowiem podjąć Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. - Na razie o tym nie mówimy, być może nastąpi ono 15 czerwca. Robimy wszystko, by tak się stało - podkreślała wicepremierka Jadwiga Emilewicz.