Michał Dworczyk w rozmowie w TVN24 został zapytany o to, czy lockdown może być wprowadzony w Polsce jeszcze w tym tygodniu. Polityk przyznał, że rząd robi wszystko, by do takiej sytuacji nie dopuścić.
- Nie wykluczamy żadnego scenariusza. Robimy wszystko, aby uniknąć tzw. twardego lockdownu. Idziemy wąską granią, gdzie po jednej stronie jest wydolność służby zdrowia i całkowita zapaść systemu opieki zdrowotnej, a po drugiej stronie poważne kłopoty gospodarcze - tłumaczył szef KPRM.
Szef kancelarii premiera dodaje, że nowe obostrzenia będą zależeć nie tylko od dynamiki przyrostu zachorowań. Polityk przyznał, że lockdown może być wprowadzony przez rząd jeśli pojawią się większe problemy z wydajnością i wydolnością ochrony zdrowia. - Do tej pory nam się udawało. Jak będzie dalej, to zależy od liczby zachorowań, dynamiki przyrostu chorych. A to zależy też od każdego z nas. Również od rządu, w dużej części, my się nie uchylamy od odpowiedzialności, ale zależy też od każdego obywatela i od tego, jak poważnie podchodzi do obostrzeń - podkreślił szef KPRM.
Michał Dworczyk przyznał, że system ochrony zdrowia "jest na granicy wydajności" jednak odpierał zarzuty, że rząd nie przygotował się na przyjście drugiej fali epidemii koronawirusa. - W lecie były prowadzone zakupy nie tylko odzieży ochronnej, sprzętu ochrony indywidualnej. Mamy 3000 respiratorów kupionych i jeszcze kilka tysięcy zamówionych. Dla żadnego pacjenta w Polsce nie zabraknie tych urządzeń tak ważnych w walce z COVID-19 - przekonywał.