Ludzi jak w weekend, płatność tylko gotówką. Tak działa gastronomia mimo zakazu

Wewnątrz słychać muzykę, gwar rozmów, brzęk uderzanych o siebie szklanek. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że trwa pandemia koronawirusa, a decyzją rządu lokale gastronomiczne mogą prowadzić działalność tylko na wynos i w dostawie. Otwarte knajpy można jednak znaleźć w całej Polsce.

Gdybym wszedł tu po kilku głębszych, mógłbym stracić rachubę co do dnia tygodnia. Jest wtorek, a ludzi jak w weekend. Przy dobiegającej z głośników muzyce Andrzeja Piasecznego przesiaduje kilkanaście osób. Para trzydziestoparolatków przy stoliku w ogrodzie zimowym sączy swoje drinki. Trzech starszych panów zajęło miejsce obok baru. Ciągną rozmowę przy kuflach zimnego piwa. Piętro wyżej siedzi dwóch chłopaków z osiedla. Stolik dalej trzech studentów przegryza prażone orzeszki przy szklankach ze złotym napojem. Na kanapie w rogu zaśmiewają się dwie koleżanki. Słychać muzykę, gwar rozmów, brzęk uderzanych o siebie szklanek. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że trwa pandemia koronawirusa, a decyzją rządu lokale gastronomiczne mogą prowadzić działalność tylko na wynos i w dostawie.

27 stycznia 2021 r. łączna liczba infekcji SARS-CoV-2 w naszym kraju wzrosła do 1 489 512. 36 054 osób zmarło wskutek choroby. Epidemia trwa w najlepsze, dlatego dokładnie kolejnych czynników ryzyka wydaje się nierozsądne. Imprezy na kilkaset osób, jak ta zorganizowana w Nysie, łatwo mogą zmienić się w ogniska epidemiczne. Pamiętamy wzrosty zakażeń, które pojawiły się w ostatnie wakacje np. we Włoszech, po otwarciu klubów nocnych. Wobec takich podpalaczy powinny zostać wyciągnięte konsekwencje. Organizowanie wielkich imprez to środkowy palec wyciągnięty nie tylko do rządu, ale do nas wszystkich, czekających końca zarazy. Także do innych przedsiębiorców, którzy ledwo wiążąc koniec z końcem - mimo rządowego zakazu - zdecydowali się otworzyć lokale z zachowaniem reżimu sanitarnego.

Chciało nas odwiedzić mnóstwo ludzi

- Dla nas to nawet nie jest żaden bunt, tylko sprawa osobista - mówi barmanka z pubu Szafa Gra w Częstochowie. - Chcieliśmy wrócić do pracy. Musimy zarabiać na życie - tłumaczy decyzję o wznowieniu działalności.

Zobacz wideo Obostrzenia w turystyce do wiosny? "Ludzie nie dadzą rady"

Pub mieszczący się w jednej z bram przy częstochowskiej alei Najświętszej Maryi Panny otworzył się w czwartek 21 stycznia. Działa przy zachowaniu reżimu sanitarnego - stoliki są dezynfekowane, w lokalu można poruszać się tylko w maseczkach ochronnych. Wzrok przykuwają wszechobecne pojemniki z wirusobójczym płynem. Płatność przyjmowana jest tylko w gotówce. - W weekend chciało nas odwiedzić mnóstwo ludzi. Niestety ze względu na ograniczenia sanitarne nie mogliśmy wpuścić wszystkich - podkreśla barmanka.

W tym miejscu znów trzeba podkreślić, że prowadzenie działalności lokali gastronomicznych w trakcie pandemii niesie ze sobą ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa. Decyzje rządu Prawa i Sprawiedliwości doprowadziły właścicieli restauracji i barów do aktów desperacji. Stąd kolejne punkty na interaktywnej mapie akcji #otwieraMY. I inne lokale, które działają poza ogólną świadomością społeczeństwa, przyjmując wyłącznie stałych klientów. Ich właściciele po prostu stara się przeżyć. Zapewnić byt sobie i swoim pracownikom. Zwłaszcza wtedy, gdy państwo proponuje niewiele.

#OtwieraMYAkcja #otwieraMY rusza dzisiaj. Przedsiębiorcy buntują się przeciw lockdownowi

Kraj testerów jedzenia

- Pierwszy lockdown przyniósł nam ponad 200 tys. złotych straty. Nie mogliśmy sobie pozwolić na kolejną utratę pieniędzy na takim poziomie - mówi właściciel restauracji Tesone w Krakowie. Prowadzony przez niego lokal nie zamknął się pod koniec października. Działa nieprzerwanie od wznowienia działalności po wiosennym lockdownie. Do dziś policja i sanepid odwiedzały Tesone łącznie 19 razy. - Dwa razy byłem wzywany na komendę. O żadnych karach nie ma mowy - w końcu działamy legalnie - podkreśla.

Protest restauratorów w Legionowie(Nie)otwieraMY. Groźba Gowina przestraszyła restauratorów z Legionowa

Legalnie, czyli jak? - Do naszej restauracji przyjmujemy pracowników w charakterze testerów jakości serwowanych przez nas dań. Ich zadaniem jest ocena aromatu i smaku jedzenia. Są zatrudniani na umowę o dzieło. Za dzieło w postaci testu potrawy otrzymują wynagrodzenie w wysokości 1 zł brutto. Wszystko jest legalne. Problem w tym, że do tej pory nie znalazłem pracownika, który wykonałby zleconą pracę w sposób satysfakcjonujący. Na szczęście jest w kim wybierać - do lokalu ustawiają się kolejki chętnych - tłumaczy.

Nowa nienormalność

Lokale otwarte mimo zakazu to fenomen na skalę Polski. Na "interaktywnej mapie wolnego handlu" można znaleźć kilkaset lokali, gdzie zjeść i wypić można nie tylko w dowozie. - Jesteśmy otwarci od 21 stycznia. Klientów jest tak dużo, że nie jesteśmy w stanie ogarnąć rezerwacji. Telefony się urywają. Niestety mieliśmy kilka wizyt policji i sanepidu. Spodziewamy się otrzymania kary administracyjnej. Będziemy jednak działali dalej. Za zachowaniem reżimu sanitarnego - mówią przedstawiciele pizzerii Molto Bene w Warszawie.

Nie wszyscy jednak podzielają taki entuzjazm. Tak jest w przypadku restauratorki z Wrocławia, która odmawia mi rozmowy. - To nie jest za dobry moment. Trochę zaczynam psychicznie wysiadać i muszę sobie dalszy front działań ustalić. Jak się pozbieram, to dam znać - odpisuje w krótkiej wiadomości.

Impreza w pubie w OlsztynieGodzinna kolejka na imprezę w olsztyńskim pubie. Na miejscu policja i sanepid

Wydaje się, że klienci barów i restauracji zapomnieli o pandemii. - Przed weekendem byliśmy już na piwie w dwóch innych lokalach - mówi mi student z Częstochowy. - Ci ludzie muszą przecież z czegoś żyć - dodaje. Część tych, z którymi rozmawiam, zwraca uwagę na ogromną potrzebę wyjścia z domu, spotkania się ze znajomymi. Powrotu do normalności, do której przyzwyczaiło ich życie przed pandemią. Nie przywiązują jednak uwagi do najważniejszego 

W dzisiejszych warunkach nic jednak nie jest normalne. Wizyty w barach i restauracjach jako powroty do świata sprzed marca 2020 r. mogą dla wielu skończyć się na wychyleniu szklanki goryczy. I to wcale nie tej złotej. Nonszalancja w kwestii podchodzenia do obostrzeń niesie ze sobą ryzyko poważnych konsekwencji. Przedłużająca się w nieskończoność pandemia to tylko jedna z nich. Zwłaszcza, że brakuje szczepionek.