Rząd planuje zmasowane kontrole - zero litości dla biznesów, które otworzą się 1 lutego

Uciążliwe kontrole i kary za najdrobniejsze zaniedbania, w ten sposób rząd chce zniechęcić przedsiębiorców do otwierania swoich biznesów mimo obostrzeń. Restrykcje w części branż zostały przedłużone do 14 lutego.

Jak poinformował dziennikarz RMF FM Krzysztof Berenda, na specjalnej naradzie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji podjęto decyzję o rozpoczęciu zmasowanych kontroli przedsiębiorców łamiących koronawirusowe restrykcje.

Zmasowane kontrole przedsiębiorców łamiących obostrzenia

Zgodnie z tym, co podało RMF FM, właścicieli biznesów mają zniechęcić uciążliwe wizyty przedstawicieli m.in. sanepidu, skarbówki, a także strażaków.

Zobacz wideo Etap odpowiedzialności przedłużony do 14 lutego. Restauracje, hotele i stoki nadal zamknięte

"Sanepid nie tylko będzie sprawdzał przestrzeganie obostrzeń, ale także i czystość. W kontrole włączą się także strażacy, którzy mają sprawdzać przestrzeganie przepisów przeciwpożarowych. Mają oni również wręczać mandaty nawet za minimalnie przeterminowane gaśnic" - podało radio.

Firmy próbują wychodzić z podziemia. "Straszenie zamiast pomocy w przetrwaniu"

Przypomnijmy, że od 28 grudnia w Polsce obowiązuje tzw. etap odpowiedzialności. Obostrzenia miały trwać do 17 stycznia, jednak zostały przedłużone do 31 stycznia. Na konferencji prasowej w czwartek minister zdrowia Adam Niedzielski, poinformował, że m.in. hotele, siłownie, restauracje i stoki narciarskie pozostaną nieczynne do 14 lutego. Od 1 lutego otwarte mają zostać natomiast sklepy w centrach handlowych, a także muzea i galerie sztuki.

Paweł Borys: Restauracje mogą być zamknięte nawet do majaLokale gastronomiczne zamknięte do maja? Taki termin podał szef PFR

Niektórzy przedsiębiorcy buntują się jednak przeciwko decyzjom rządu. Biznesy otwierają się mimo obowiązujących zakazów. Skalę zjawiska można odnotować na mapie #otwieraMY. 

Morawiecki, GowinIle firm wznowiło działalności pomimo restrykcji? "Niektórzy się boją"

Anna Stachurska, współtwórczyni interaktywnej mapy #otwieraMY wyjaśniała w rozmowie z next.gazeta.pl, że oszacowanie prawdziwej skali zjawiska może być trudne. - Udział w naszej akcji "wyjścia z podziemia" zadeklarowało od początku akcji ok. 300 podmiotów - stwierdza. 

Zdaniem ekspertki, która na co dzień zajmuje się tworzeniem rozwiązań informatycznych dla przedsiębiorców, działalność łatwiej wznawiać tam, gdzie na taki krok decyduje się większa liczba firm. - W wielu przypadkach zamiast pomocy w przetrwaniu kryzysu mamy straszenie. Szczególnie w małych ośrodkach. Właściciele się otwierają, ale kiedy słyszą, że może ich spotkać kara do 30 tys. zł, rezygnują - dodała.

Więcej o: