Decyzja będzie zależała przede wszystkim od sytuacji pandemicznej u naszych sąsiadów, czyli m.in. w takich krajach jak Niemcy, Czechy czy Słowacja. Można się bowiem domyślać, że z polskiej bazy hotelowej chcieliby skorzystać turyści z zagranicy. Jeżeli w ich państwach będzie szalał koronawirus, obiekty noclegowe w Polsce pozostaną zamknięte.
"Równocześnie z hotelami rząd będzie chciał otwierać szerzej szkoły. Takie rozwiązanie jest rozpatrywane, bo gdyby hotele zostały otwarte, a szkoły częściowo zamknięte, to wiele rodzin masowo wyjechałoby na ferie. Rządzący chcą tego uniknąć" - podaje RMF FM.
W ubiegły czwartek na konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował o utrzymaniu restrykcji dla branży hotelarskiej, gastronomicznej i sportowej. Właściciele miejsc noclegowych co najmniej do 14 lutego nie będą mogli przyjmować gości. W rozmowie z next.gazeta.pl decyzję rządu skomentował sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego Marcin Mączyński.
- Hotele znalazły się w klinczu - przyznał. Stwierdził, że kolejne dwa tygodnie zamknięcia obiektów pogłębią tylko straty dla branży, przez co coraz więcej pracowników może trafić na bruk.
Rozszerzono natomiast krąg osób, które będą mogły korzystać z hoteli m.in. o członków komisji i zespołów właściwych w sprawach egzaminów: adwokackiego, radcowskiego, notarialnego, komorniczego, egzaminów wstępnych na aplikacje adwokacką, radcowską, notarialną i komorniczą oraz egzaminu dla osób ubiegających się o licencję doradcy restrukturyzacyjnego. Obecnie hotele są dostępne m.in. dla służb mundurowych, medyków, pacjentów szpitali specjalistycznych, ośrodków COS, działają też hotele pracownicze.