Polskie szczepionki na koronawirusa - supertanie, supernowoczesne i bez żadnego rządowego wsparcia

Kacper Kolibabski
W Polsce dotąd tylko dwa zespoły ujawniły, że pracują nad szczepionkami, choć wiemy, że jest ich więcej. Oba projekty wyróżniają się wśród innych preparatów, a więc mogą przysłużyć się całemu światu, nie tylko Polsce. Najpierw muszą jednak zostać dociągnięte do końca, o co łatwo nie jest. Rząd zapowiadał pomoc w badaniach, ale dotąd zrobił tyle, co nic.

4 marca mija rok od stwierdzenia w Polsce pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem. Nikt nie przeczuwał jeszcze wtedy, jak najbliższe miesiące zmienią naszą rzeczywistość pod wieloma względami. Tysiące Polaków straciło bliskich, zmagało się z problemami zdrowotnymi, walczyło o przetrwanie w biznesie i na rynku pracy. Po 12 trudnych miesiącach pokazujemy w Gazeta.pl pandemiczną codzienność z różnych perspektyw. Spoglądamy także w przyszłość - z ostrożnością, ale i nadzieją. Wszystkie teksty na ten temat znajdziesz tutaj.

***

Na całym świecie nad szczepionką na koronawirusa pracuje przeszło 250 grup badaczy. Kilka z nich pochodzi z Polski, jednak tylko dwa zespoły ujawniły szczegóły swoich prac. Spośród kilkuset projektów, jedynie 76 przeszło do fazy badań klinicznych (stan na 02.03). Niestety do tej grupy nie należą rodzime szczepionki. Bo choć Polska już się odbiła od PRL-u, należy do grupy krajów rozwiniętych i jest w stanie pracować nad zaawansowanymi projektami również w dziedzinie medycyny, to wciąż coś nas powstrzymuje przed zrobieniem kolejnego kroku ku nowoczesnemu społeczeństwu.

Polscy naukowcy są bowiem za rzadko wspierani przez państwo. Nasi badacze muszą bić się o granty między sobą zamiast współpracować. Górnolotne słowa polityków o wsparciu nauki jeśli już się pojawią - co jest samo w sobie sukcesem - jak zawsze okazują się tylko populizmem. I tak niestety jest także w historii polskich szczepionek na COVID-19, które, choć dają nadzieję, to równie szybko ją odbierają. Odwrócimy zatem tę kolejność, bo warto najpierw zderzyć się z rzeczywistością, by potem móc z optymizmem spojrzeć w przyszłość. Niezależnie od tego jak jest odległa, zawsze będzie można przecież w nią wierzyć.

Zobacz wideo Co znajduje się w szczepionce na koronawirusa? Wyjaśniamy

Drobne kwoty w skali kraju, by wystarczyły, ale państwo ma w kieszeni węża

I bynajmniej, nie jest to wąż z laski Eskulapa, symbolu medyków. Bo jak nasz rząd wielokrotnie udowadniał, zdrowie Polaków nie leży im na sercu. Nie są w stanie zrozumieć też, że wydanie 20 mln zł teraz, może uchronić nas przed kolejnymi miliardami złotych kosztów. Rząd mydli oczy w prasie, że pomoże, a potem sprawy wyglądają, tak jak opisał to prof. Andrzej Mackiewicz, pracujący nad szczepionką na COVID-19.

Może coś się ruszy, bo nie tak dawno pan minister nauki Przemysław Czarnek ogłosił oficjalnie, że znajdą się dla polskich naukowców pieniądze na prowadzenie prac nad stworzeniem szczepionki. Powiem panu, że widziałem się z ministrem Czarnkiem,(..) poradził, bym napisał list do premiera Morawieckiego i obiecał mi, minister nauki, że go osobiście dostarczy

- mówił badacz w wywiadzie dla "SuperExpressu". W tej samej rozmowie przyznał, że jego zespół nie dostał od MEiN ani grosza, mimo wielu rozmów i zaproszeń na spotkania. A wystarczyło, by 20 mln złotych, by za kilka miesięcy rozpocząć badania na ludziach (badania na zwierzętach już trwają). To drobna kwota w skali wydatków, jakie ponosi państwo w walce z koronawirusem. Co więcej, grupa badaczy prof. Mackiewicza mogłaby już być kolejnym zespołem prowadzącym badania kliniczne, bo naukowiec środków na ten cel szukał już w ubiegłym roku. W lipcu 2020 r. twierdził, że prototyp szczepionki będzie gotowy za półtora miesiąca. Kilka miesięcy później jest tylko gorzej, bo po zakupie zagranicznych szczepionek, zainteresowanie inwestorów pracami zespołu prof. Mackiewicza spadło, mimo ich unikalnego charakteru. Nie udało się też pozyskać środków oddolnie, przez zbiórkę internetową. Na pomagam.pl wciąż można wpłacić środki na rozwój szczepionki, ale dotąd zebrano od 117 osób zaledwie 16 tys. zł z 7,5 mln zł, które są celem. I raczej nic nie zwiastuje, że coś w tej materii się zmieni. To zresztą nie powinno dziwić, bo nie po to płacimy podatki, by potem jeszcze dotować badania z własnej kieszeni. To jest rola państwa. 

Do wsparcia rządu bardziej optymistycznie podchodzi prof. Tomasz Ciach. On jednak nie ma za sobą miesięcy walki o finansowanie, a przynajmniej o tym nie mówił. Naukowiec z Politechniki Warszawskiej pracę swojego zespołu ujawnił bowiem dopiero na przełomie stycznia i lutego. 

Tuż po doniesieniach medialnych kontaktowała się z nami pani wiceminister Anna Budzanowska z Ministerstwa Edukacji oferując pomoc przy znalezieniu miejsca do badań na zwierzętach i w znalezieniu finansowania na dalsze badania, za co bardzo dziękuję

- mówił prof. Tomasz Ciach w rozmowie z Polska Press. 

W wywiadzie zdradził także, że nad szczepionką w Polsce pracuje jeszcze kilka innych zespołów, które nie zostały wykryte przez media. Poprosiliśmy o ich wykaz Ministerstwo Zdrowia oraz Ministerstwo Edukacji i Nauki. Pierwszy z resortów odciął się od sprawy, twierdząc, że nie zajmuje się finansowaniem takich badań. MEiN z kolei zwlekało przez kilka tygodni i ostatecznie nie udostępniło nam listy, mimo że minister Czarnek powiedział, że są w kontakcie z podmiotami pracującymi nad szczepionką. 

Prof. Tomasz Ciach stwierdził też, że zespoły te wzajemnie się wspierają. Nieco inną perspektywę przedstawił prof. Mackiewicz:

Mój pierwszy kontakt z agencjami rządowymi polegał na tym, że złożyłem wniosek o grant i od razu kilku moich kolegów go odrzuciło bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, dlaczego uznali, że nie dostaniemy wsparcia. Zawiść środowiska to jeden z czynników, że jest tak jak jest. I tu nie chodzi tylko o medycynę

I niekoniecznie te wypowiedzi muszą się wzajemnie wykluczać, bo przecież inne osoby pracują przy szczepionkach, a inne siedzą w administracji i decydują o przyznaniu grantów. 

Perspektywa szybko się może jednak zmienić, bo jak poinformował nas prof. Ciach, jego zespół wciąż szuka funduszy na badania. Do 18 lutego nie znalazła się żadna firma zainteresowana produkcją szczepionki w standardzie farmaceutycznym i testowaniem jej na ludziach. 

To są spore koszty i spore ryzyko, na razie nic...

- przekazał nam w mailu prof. Tomasz Ciach.  

Polska szczepionka na koronawirusa - a komu to potrzebne?

Można się też zastanawiać, po co nam własna szczepionka, gdy na świecie jest już kilka gotowych preparatów w użyciu? Wątpliwości w tej materii rozwiali sami badacze. Prof. Andrzej Mackiewicz stwierdził, że problemy w dostawach do Polski można było przewidzieć, bo Ameryka, jak każdy kraj, chce najpierw zabezpieczyć swoich obywateli. Prof. Tomasz Ciach trzeźwo zwrócił uwagę, że dostęp do szczepionek produkowanych za granicą nie jest przecież gwarantowany. Posiadanie własnej szczepionki i linii produkcyjnych pozwoliłoby więc nam się uniezależnić od zapasów innych krajów. 

Sczepionka na koronawirusa AstraZenecaSzef AstraZeneca dostarczy mniej szczepionek niż wynika to z umowy z UE

Kolejna sprawa, to czas utrzymywania się odporności. O tym aspekcie wspominali obaj naukowcy. Obecnie po przechorowaniu utrzymuje się ona przez około osiem miesięcy - mówił prof. Mackiewicz - ale chorobę znamy dopiero od roku, a odporność w przypadku SARS trwała od 6 do 11 lat. Zatem tak, jak w przypadku grypy, szczepienia zapewne będzie trzeba co jakiś czas ponawiać. "Stały dostęp do własnej szczepionki będzie wtedy ogromnym zabezpieczeniem i oszczędnością" - mówił prof. Ciach. Tym bardziej że wirus już teraz mutuje i może zostać z nami na zawsze.

Przede wszystkim to jest wirus, który bardzo szybko mutuje. Znanych jest już wiele tysięcy jego mutacji, na szczęście w większości szkodliwych dla samego wirusa. Ponadto, odpowiedź immunologiczna, którą uzyskamy w naszym organizmie może nie być dostatecznie trwała. (...) posiadając wiedzę i laboratorium, które zbudowaliśmy na potrzeby tej szczepionki, następnym razem będziemy mogli pracować znacznie szybciej. To oznacza, że do etapu badań na zwierzętach dojdziemy w kilka miesięcy. A obawiam się, że epidemie będą pojawiać się coraz częściej - na ziemi żyje coraz więcej ludzi, więcej zwierząt jest hodowanych na masową skalę… To wszystko sprzyja „miksowaniu” się kolejnych genów i powstawaniu nowych wirusów. Dlatego musimy zapewnić państwu bezpieczeństwo farmaceutyczne w tej kwestii

- przestrzegał prof. Ciach.

Różnorodność szczepionek będzie niewątpliwie atutem nie tylko dla Polaków, ale dla całego świata. Bo jak dodał prof. Ciach, część Azji i Afryka wciąż nie mogą liczyć na szczepienia przeciwko COVID-19. 

Dzieje się tak nie tylko z powodu patentów, miejsca produkcji i dostępu do technologii. Szczepionek wciąż jest po prostu za mało, ale jeśli kolejne podmioty zaczną je produkować, to nadwyżki będzie można przekazać innym krajom. Dochodzi jeszcze kwestia ceny. Pfizer żądał za swoją szczepionkę 50 dolarów za dawkę. Ostatecznie Unia Europejska zdołała zbić tę kwotę do 16 dolarów za dawkę, czyli 32 dolary za pełne szczepienie. To niemało, gdy przypomnimy sobie, że wciąż są kraje, gdzie wynagrodzenie za dzień pracy oscyluje w okolicach jednego dolara.

W Afryce jeszcze nikt nie został zaszczepiony, a to jest blisko 2 mld ludzi, których często nie będzie stać na szczepionkę 30 euro za dawkę

- mówił prof. Tomasz Ciach w wywiadzie dla PAP. 

W takich okolicznościach różnorodność szczepionek jest niezwykle istotna, bo skutkuje pojawieniem się tańszych, konkurencyjnych preparatów. I choć można spierać się, czy Pfizer ma prawo pobierać tak wysokie opłaty, po tym jak dostał ogromne rządowe wsparcie na rozwój szczepionek, to firma i tak to robi. Tzw. BigPharma ma olbrzymie wpływy. "Dziwnym trafem" to akurat Polacy opracowali szczepionkę, której cena pozwoli ją podać w zasadzie każdemu na świecie. 

1 euro za jedną dawkę szczepionki Politechniki Warszawskiej

Zespół naukowców z Wydziału Inżynierii Chemicznej i Procesowej Politechniki Warszawskiej i Centrum Zaawansowanych Materiałów i Technologii oraz grupa immunologów prace nad swoją szczepionką rozpoczęli już wczesną wiosną ubiegłego roku, informował w rozmowie z PAP kierownik zespołu prof. Tomasz Ciach. 

Firmy farmaceutyczne wydały na swoje szczepionki setki milionów dolarów. My mieliśmy mniejsze środki - od rektora Politechniki Warszawskiej - więc nasze prace siłą rzeczy trwały trochę dłużej

- mówił naukowiec. Dodał, że ze swoją szczepionką celują w koszty na poziomie jednego euro za dawkę, co pozwoliłoby zaszczepić mniej zamożne narody. 

Szczepionka przeciwko COVID-19COVID-19. Kiedy szczepionka dla dzieci? Koncerny ujawniają swoje plany

Taka cena jest możliwa dzięki zastosowaniu technologii, która nie opiera się na genach, a więc nie zawiera ani RNA, ani DNA. Dzięki temu preparat jest także bardziej stabilny i trwalszy. Zaprojektowano go w sposób umożliwiający masową produkcję. Co więcej, można go nawet przechowywać w zwykłej lodówce, co jest problemem przy szczepionce Pfizera, która musi być transportowana w specjalnym ciągu chłodniczym. Wszystko to jest możliwe, gdyż polscy naukowcy zdecydowali się na szczepionkę białkową. 

(...) taka szczepionka, mówiąc w dużym skrócie, daje układowi odpornościowemu gotowe rozwiązanie. Od razu pokazuje białko, na które ten układ powinien się przygotować i nauczyć je rozpoznawać

- wyjaśniał prof. Ciach w rozmowie z Polska Press. Badacze z pomocą czterech szczepów bakterii E.Coli wytwarzają fragmenty białek charakterystycznych dla koronawirusa SARS-CoV-2. Są to tzw. kolce i tworzą one koronę wirusa. Dzięki tej metodzie do wytworzenia szczepionki naukowcy nie potrzebowali samego wirusa, wystarczyły opracowania jego kodu genetycznego. Skupiono się na jego fragmentach, które najwolniej mutują, co jak podkreślił w mailu prof. Ciach było dobrym wyborem, bo wciąż nie uległy one zmianom (stan na 18.02). Żeby jednak szczepionka była skuteczna, konieczne jest zastosowanie adiuwanta, czyli swoistego wzmocnienia działania preparatu 

Zespół pod kierownictwem prof. Ciacha równocześnie pracuje jednak nad nanoszczepionką, która zapewni odporność nawet bez wspomagania adiuwantem. Do tego celu mają zostać wykorzystane nanocząsteczki tlenku żelaza, które zostaną "udekorowane" wspomnianymi białkowymi kolcami. Naukowcy chcą stworzyć makietę koronawirusa w nanoskali - jego średnica ma mieć 100 nm. Na zewnątrz będą białkowe kolce potrzebne do szczepienia, ale w środku zabraknie substancji organicznych, nie będzie tam żadnego kodu DNA - dzięki temu rozwiązaniu nanocząsteczka nie będzie mogła się rozmnożyć w organizmie, a konieczność wykorzystania adiuwanta zniknie. 

Naukowcy z Politechniki Warszawskiej mają jedynie środki na badania na zwierzętach. Odezwało się do nich nawet kilka laboratoriów, które są gotowe ich wspomóc w tej materii. By jednak sprawdzić efektywność powstałych w surowicy myszy przeciwciał potrzeba laboratorium w klasie BSL3, które może pracować przy samym COVID-19. Takich w naszym kraju jest niewiele, więc z pewnością przydałaby się pomoc rządu, który jednak wydaje się być głuchy na potrzeby naukowców. Jeszcze większych trudności może nastręczyć przejście do badań klinicznych na ludziach, gdyż do tego celu konieczny jest już partner w postaci firmy farmaceutycznej, która wsparłaby zespół wiedzą i doświadczeniem w tworzeniu szczepionek. Jeśli jednak pojawiłyby się fundusze, pomoc fachowców i branży farmaceutycznej oraz łut szczęścia - dodaje prof. Ciach - badania kliniczne mogłyby się zacząć w ciągu trzech do sześciu miesięcy. 

Prawdziwie nowoczesna szczepionka, która także leczy

O szczepionkach Pfizera można było usłyszeć, że są nowoczesne, bo wykorzystują kawałki kodu genetycznego, bazują bowiem na mRNA. To sprawiło pewne problemy, bo przeciwnicy szczepień wywnioskowali z tego niesłusznie, że wirus może zintegrować się z naszym DNA (to z kilku względów jest niemożliwe, co wyjaśnia między innymi Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego). Wiele osób obawiało się też, że niemożliwym było stworzenie takiej technologii w kilka miesięcy. Szczepionki mRNA są jednak rozwijane już od 20 lat, o czym w rozmowie z PAP wspomniał prof. Andrzej Mackiewicz. Jak dodał, szczepionka CovidVax opracowywana przez jego zespół to jeszcze nowsza generacja. Bazuje na szczepionce na czerniaka, która jest najważniejszym dziełem prof. Mackiewicza. Może brzmieć to nieprawdopodobnie, ale rzeczywiście zespołowi prof. Mackiewicza udało się stworzyć szczepionkę na nowotwór, którą z powodzeniem podano przeszło 40 tys. osób., a reakcja alergiczna pojawiła się tylko raz. 

Prof. Mackiewicz nie może zdradzić szczegółów działania szczepionek ze względu na prawa własności intelektualnej, ale uchyla rąbka tajemnicy. Działanie CovidVax jest bardziej skomplikowane od szczepionek dostępnych na rynku i polega na aktywowaniu szerszego spektrum odpowiedzi odpornościowej człowieka. 

Pobudza komórki, które niszczą wirusa, a ściślej mówiąc - niszczą komórki już zakażone wirusem. Działa więc bardziej podobnie do wirusa, niż inne preparaty

- mówił prof. Mackiewicz, według którego wiedzy, nikt na świecie nie stosuje takich metod. Dzięki temu rozwiązaniu szczepionka ma też potencjał terapeutyczny, nie tylko profilaktyczny. Wciąż są jednak prowadzone prace mające na celu umożliwienie wykorzystania preparatu także w formie leku. Wadą tej szczepionki jest jednak cena wyższa od i tak nietanich szczepionek mRNA oraz dłuższy czas produkcji, na który wpływa skomplikowanie konstrukcji. Prof. Mackiewicz zapewnia, że wraz z zespołem jest pewny bezpieczeństwa szczepionki, które ocenia podobnie jak w przypadku preparatu na nowotwory. Ponadto ostatnie badania wskazują, że nowe mutacje nie zmniejszają skuteczności szczepionki, choć nie ma co do tego jeszcze pewności. 

Opracowana jest już technologia i sposób produkcji, ale skalę tej ostatniej będzie trzeba zwiększyć, mówił naukowiec. Obecnie prowadzone są badania na zwierzętach, ale podobnie jak w przypadku zespołu z Politechniki Warszawskiej, bez funduszy nie uda się przejść do kolejnej fazy badań. Prof. Mackiewicz dodał, że starają się minimalizować koszty i opracowano już nawet metodę badań klinicznych, do której nie trzeba 40 tys. ochotników, a która będzie równie skuteczna. Gdyby udało się pozyskać środki finansowe, testy na ludziach mogłyby rozpocząć się w ciągu kilku miesięcy.