Iskierka nadziei w covidowym mroku. Dynamika przyrostu zakażeń w ujęciu tygodniowym daje cień szansy [WYKRES DNIA]

Łukasz Rogojsz
Patrząc na dynamikę przyrostu liczby nowych przypadków koronawirusa i zgonów spowodowanych COVID-19 można powiedzieć, że sytuacja nieco się uspokoiła. Wzrosty tydzień do tygodnia wciąż są wyraźne, ale tendencja jest malejąca. Problem w tym, że wciąż mówimy o zatrważających liczbach, a system ochrony zdrowia ciągnie ostatkiem sił.
W tej chwili najważniejszym parametrem jest dynamika wzrostu zachorowań. Już nawet nie patrzymy na liczby bezwzględne, tylko patrzymy, co dzieje się z dynamiką zachorowań

- mówił niedawno Adam Niedzielski.

Ta dynamika cały czas utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Średnio w ciągu tygodnia jest to powyżej 25 proc., co oznacza, że co tydzień mamy przyrost o jedną czwartą przypadków

- dodał minister zdrowia.

embed

Polityk wypowiedział te słowa w piątek 26 marca, gdy zanotowaliśmy w Polsce najwyższy dobowy wynik nowych przypadków koronawirusa od początku pandemii. Wykryto wówczas ponad 35 tys. nowych zakażeń. 443 osoby przegrały swoją walkę z COVID-19. W zestawieniu tydzień do tygodnia 26 marca odnotowaliśmy wzrost liczby przypadków na poziomie niemal 35 proc. Wzrost liczby zgonów w tym samym czasie wyniósł 5 proc.

Zobacz wideo "To jest wojna!" – mówi o obecnej sytuacji epidemiologicznej szef szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym

Tydzień tygodniowi nierówny

Warto przyjrzeć się dynamice wzrostów liczby przypadków i liczby zgonów właśnie w ujęciu tydzień do tygodnia. Bo chociaż raportowane codziennie najnowsze dane dają pogląd na "tu i teraz", to trudno na ich podstawie prognozować dalszy rozwój epidemii i możliwe kolejne progi, które ona w Polsce przekroczy.

Biorąc po uwagę ostatnie dwa tygodnie - to czas, kiedy doświadczyliśmy największego od początku pandemii nominalnego przyrostu liczby zakażonych - wyraźnie widać, że choć chorych nadal przybywa, to dynamika tego wzrostu wyhamowuje. W tygodniu 16-23 marca dzienne przyrosty wahały się od 22 do 44,6 proc., podczas gdy ośmiodniowa średnia wyniosła 33,05 proc. W kolejnym tygodniu (23-30 marca) przedział dziennych wzrostów był węższy - wyniósł pomiędzy 16,4 a 34,9 proc. Kluczowe jest jednak to, że ośmiodniowa średnia wzrostu liczby przypadków zmalała do 23,9 proc.

Oczywiście, to wciąż bardzo wysoki wynik. W skali tygodnia przyrost jest o jedną czwartą. Nominalnie wygląda to jeszcze poważniej, bo chociaż procentowy wzrost jest niższy, to dokonuje się z wyższych wartości, więc sytuacja wciąż jest krytyczna. Zwłaszcza dla systemu ochrony zdrowia, który w ostatnich kilkunastu dniach balansuje nad przepaścią. Nie sposób jednak nie odnotować, że tygodniowa średnia wzrostów w czasie ostatnich dwóch tygodni zmalała o 10 pkt proc. To niebagatelny wynik i światełko w tunelu w tym arcytrudnym czasie.

embed
Na pewno widzimy pewne uspokojenie, pewne uspokojenie jest. Ale ja wcale nie wierzę w to, że będzie tu spadek, raczej osiągnęliśmy takie plateau fali

- ocenił to w "Porannej Rozmowie Gazeta.pl" 29 marca dr Artur Zaczyński. Dyrektor szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym dodał, że kluczowe jest teraz pytanie o to, jak duży będzie odsetek hospitalizacji i ciężkich przypadków z trwającego blisko tydzień 30-tysięcznego szczytu zachorowań.

Do tego się przygotowujemy i cały czas staramy się być przygotowani z jak największym potencjałem łóżek, ale i jak największym potencjałem kadr

- podkreślił gość Gazeta.pl.

Na całe szczęście na razie sytuacja również z dynamiką przyrostu zgonów w ujęciu tydzień do tygodnia jest pod kontrolą. W tygodniu 16-23 marca wahała się ona od -5,1 do 32,1, a średnia ośmiodniowa wyniosła 16,15 proc. W dniach 23-30 marca sytuacja była już nieco lepsza. Dwukrotnie odnotowaliśmy ujemną dynamikę przyrostu zgonów, a średnia tygodniowa spadła do 11,99 proc. To, rzecz jasna, bardzo dobrze, ale w przypadku zgonów nie oszukujmy się - kluczowe będą najbliższe dwa, trzy tygodnie. To wtedy okaże się - zgodnie z tym, co w "Porannej Rozmowie Gazeta.pl" mówił dr Zaczyński - jak duży odsetek chorych z 30-tysięcznego szczytu zachorowań trafi na intensywną terapię. A także - znów niestety - jak wielu Polaków na tej intensywnej terapii swoją walkę z COVID-19 przegra.

Łóżka i maszyny na wagę złota

Dlatego tak ważna jest liczba dostępnych łóżek "covidowych" i wolnych respiratorów, a tutaj sytuacja powoli, ale jednak się pogarsza. Chociaż władze zapewniają, że robią, co mogą, aby zarówno bazę łóżek, jak i maszyn sukcesywnie zwiększać. 30 marca zajętych było jednak ponad trzy czwartek łóżek (31 071 z 40 256, czyli 77,2 proc.) i respiratorów (3054 z 3889, czyli 78,5 proc.).

Dodatkowo niepokoją coraz częstsze relacje lekarzy z pierwszej linii frontu, którzy alarmują, że zwiększanie liczby łóżek "covidowych" to w wielu przypadkach czysta statystyka. Wojewoda wydaje polecenie dyrektorom szpitali, a ci kierują odpowiednie dyspozycje do szefów oddziałów. I tak za sprawą przyklejenia jednej kartki na drzwiach interna potrafi stać się oddziałem covidowym, chociaż nie ma tam ani potrzebnych instalacji tlenowych, ani respiratorów, ani nawet potrzebnej do obsługi maszyn i opieki nad pacjentami kadry medycznej (nie mówiąc już o wyspecjalizowanych pielęgniarkach anestezjologicznych). Wielokrotnie tego typu procedery opisywał Paweł Reszka, dziennikarz znany z doskonałych reportaży poświęconych polskiej ochronie zdrowia.

Nadal obserwujemy wysokie stany obłożenia pacjentami COVID-dodatnimi. Ilość wykorzystywanych respiratorów jest stale rosnąca zarówno w szpitalach standardowych, jak i w szpitalu tymczasowym. Na szczęście szpitale tymczasowe mają bufor bezpieczeństwa cały czas w wolnych łóżkach. Tych zgłoszeń choćby w dniu wczorajszym było 32, natomiast przyjęć do szpitala 28. (…) Jest jeden pozytywny aspekt, że równą liczbę pacjentów wysłaliśmy do domów jako ozdrowieńców

- przyznał dr Artur Zaczyński, pytany o to, jak wygląda obłożenie i bufor bezpieczeństwa szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym.

embed

Nic dziwnego, że będąc w podbramkowej sytuacji rząd i Ministerstwo Zdrowia panicznie obawiają się, że wprowadzone 27 marca obostrzenia nie zadziałają i nie uda się wyhamować fali zakażeń oraz zgonów. Dlatego dzisiaj resort zdrowia nie jest w stanie wykluczyć żadnej ewentualności.

Trzeba się spodziewać, że apogeum trzeciej fali będzie w okresie około świątecznym

- prognozował w minionym weekend na antenie RMF FM minister Niedzielski. Prowadzący zapytał go również, czy jeśli mimo wprowadzenia lockdownu poprawy sytuacji w najbliższych dniach nie będzie, to rząd rozważy ustanowienie godziny policyjnej tak, jak zrobiło to już wiele państw europejskich.

Jeżeli sytuacja będzie taka, że nie będziemy widzieli w ciągu najbliższego tygodnia, półtora tygodnia - mówię właśnie o tym okresie około świątecznym - że dochodzi do przesilenia, to znaczy, że zmieniają się trendy, to na pewno będziemy musieli rozważyć takie scenariusze

- odparł minister.