Zapotrzebowanie na towary przemysłowe z Chin rośnie wraz z wychodzeniem światowej gospodarki z lockdownów. Tymczasem nowe ogniska zakażeń koronawirusem w chińskiej prowincji Guangdong poważnie zakłócają pracę dużych portów w Shenzhen i Kantonie, czyli trzeciego i piątego portu świata pod względem obsługiwanych ładunków.
- W ciągu 2020 roku z pandemią COVID-19 średnia cena wysyłki kontenera do Europy wzrosła z 3 tys. do ok. 10 tys. dolarów. Teraz, przez nowe ogniska koronawirusa, cena transportu w Guangdongu skoczyła do 12-14 tys. USD i wciąż rośnie - podkreśla w rozmowie z PAP pracownik kantońskiego biura jednego z największych przedsiębiorstw logistycznych świata, który nie chce podawać nazwiska z powodu polityki prasowej firmy.
Według niego dodatkowe koszty zmniejszają marże importerów, ale "bardzo niedługo" zostaną przerzucone na klientów docelowych. Będzie to oznaczać wzrost cen detalicznych w Unii Europejskiej czy USA. - Wraz z cenami [wysyłki - red.] kontenerów wzrosły ceny materiałów, takich jak stal, a fabryki w UE już mierzą się z niedoborami - twierdzi rozmówca PAP.
Specjalista ds. łańcuchów dostaw z Uniwersytetu Edith Cowan w Perth, Flavio Romero Macau, powiedział dziennikowi „The Guardian", że wpływ kosztów transportu na ceny towarów nie będzie widoczny od razu, ponieważ duże firmy operują kontraktami zawartymi z wyprzedzeniem. - Jednak w okresie trzech do pięciu lat ceny znacznie się podniosą, ponieważ firmy będą musiały odrobić straty - dodał Macau.
Utrudnienia prowadzą nie tylko do wzrostu cen transportu, ale również do opóźnień w dostawach. To zakłóca działanie fabryk czekających na dostawy materiałów i półproduktów z Chin.
Problem pogłębiają braki pustych kontenerów w Chinach, które wynikają ze spadku produkcji na świecie i zmniejszenia wydajności portów w związku z pandemią. Branża wciąż odczuwa też skutki sześciodniowej blokady Kanału Sueskiego przez kontenerowiec Ever Given w marcu br.
Kanton od kilku tygodni stara się wygasić pierwsze w Chinach ognisko bardziej zaraźliwego wariantu koronawirusa, wykrytego pierwotnie w Indiach i określanego jako Delta. Z oddzielnym małym ogniskiem boryka się pobliska metropolia Shenzhen, gdzie zakażenie wykryto między innymi u pracownika portu w dzielnicy Yantian.
- Międzynarodowy terminal kontenerowy w Yantian, w którym rocznie przeładowuje się ponad 13 mln TEU [TEU, to jednostka pojemności odpowiadająca kontenerowi o długości 20 stóp - red.], pracował przez dwa tygodnie na 30 proc. swojej wydajności, co zakłóciło dostawy blisko 400 tys. TEU - poinformował niedawno w mediach społecznościowych wiceprezes ds. logistyki morskiej na Azję-Pacyfik z firmy spedycyjnej Kuehne+Nagel, Casper Ellerbaek.
Ellerbaek ogłosił we wtorek, że od tamtego czasu wydajność terminalu wzrosła do około 70 proc., ale podkreślił przy tym, że według analityków rynku przestój w Yantian zakłócił już transport większej ilości ładunku niż marcowa blokada Kanału Sueskiego. - Te kontenery muszą oczywiście wyjechać - dodał, przestrzegając przed efektem domina, jaki ten przestój może wywołać.
Z Kantonu Andrzej Borowiak / PAP
***
Koronawirus: wszystkie aktualne informacje i zalecenia na gov.pl.