Stosunek ludzi do kóz na Alicudi jest bezprecedensowy. CNN podaje, że na wyspie mieszka 100 Włochów i co najmniej tyle samo kóz. To poważany problem, bo wyspa ma powierzchnię 5,2 km2. Zwierzęta od kilku lat są poza kontrolą władz. Wchodzą na tereny mieszkalne, do domów, zjadają wszystko, co można znaleźć w publicznych parkach, prywatnych ogrodach i na żywopłotach.
"Wyspę zamieszkuje sześciokrotnie większa liczba kóz niż pożądana, a liczba tych zwierząt na mieszkańca jest większa niż gdziekolwiek indziej" - pisze CNN. Dlatego tamtejsze władze postanowiły działać. Burmistrz Riccardo Gullo ogłosił program "adoptuj kozę".
Wystarczy do 10 kwietnia złożyć wniosek, że jest się zainteresowanym zabraniem kozy z wyspy, a następnie nowy właściciel dostanie 15 dni na wyłapanie zwierzęcia. Maksymalnie można zabrać 50 kóz. Chętni muszą też uiścić symboliczną opłatę w wysokości 16 euro.
Zainteresowanie programem - według burmistrza - jest spore. Zgłosić miało się kilkadziesiąt osób, m.in. rolnik z pobliskiej wyspy Vulcano, który produkuje kozi ser. W rozmowie z CNN Riccardo Gullo przekonywał, że władz nie interesuje, czy zgłaszający wie cokolwiek o hodowli kóz oraz w jakim celu chciałbym je złapać. Wystarczy mieć łódź, żeby dostać się na wyspę. Przyznał jednak, że idealnie byłoby, gdyby kozy nie zostały od razu zjedzone.
Celem akcji nie jest zupełne usunięcie kóz z wyspy. Władze chcą, żeby przynajmniej część z nich została. Stały się bowiem jednym z wizerunków wyspy. Mieszkańcy opowiadają bowiem turystom historię, jakoby 20 lat temu sprowadził je jeden z rolników, a potem wypuścił, po czym kozy zaczęły się w zdumiewającym tempie rozmnażać.