Od dłuższego czasu w Stanach Zjednoczonych toczy się zagorzała dyskusja nad ewentualnym zablokowaniem dostępu do TikToka. Amerykańscy politycy oskarżają twórców platformy o powiązania z chińskimi władzami i obawiają się, że może ona przekazywać informacje na temat użytkowników Pekinowi. W marcu tego roku Izba Reprezentantów przyjęła projekt ustawy, według której TikTok zostanie zakazany w Stanach Zjednoczonych, jeżeli jego właściciel (chińska firma ByteDance) nie przekaże jej podmiotowi, który nie jest związany z władzami ChRL. Teraz temat powrócił.
Po marcowym głosowaniu rozpoczęły się negocjacje z Senatem dotyczące tego, jaki czas należy dać ByteDance na ewentualną sprzedaż aplikacji, aby mogła ona dalej działać w Stanach Zjednoczonych. Ostatecznie zdecydowano się wydłużyć termin do dziewięciu miesięcy. W tej formie projekt wrócił na głosowanie do Izby Reprezentantów, która ostatecznie przyjęła go w sobotę (20 kwietnia) - razem z pakietem pomocy dla Ukrainy. Teraz ustawa nakazująca chińskiej firmie sprzedaż aktywów trafi do Senatu, a stamtąd - jeśli zostanie przyjęta - już na biurko prezydenta. Joe Biden zapowiedział, że podpisze nowe prawo. Później TikTok będzie miał 165 dni na odwołanie się do sądu.
"Izba Reprezentantów niefortunnie wykorzystuje przykrywkę ważnej pomocy zagranicznej i humanitarnej, aby po raz kolejny przeforsować ustawę o zakazie, która odebrałaby prawa do wolności słowa 170 mln Amerykanów oraz zdewastowała siedem milionów firm, a w ostateczności zamknęła platformę, która rocznie wnosi 24 mld dolarów do amerykańskiej gospodarki" - czytamy w oświadczeniu chińskiej firmy opublikowanym na platformie X jeszcze przed głosowaniem.
TikTok już wcześniej rozpoczął intensywną kampanię w mediach społecznościowych, namawiającą Amerykanów do protestu przeciwko nowym przepisom. "Powiedzcie Kongresowi: nie zabierajcie prawa do wolności słowa 170 milionów Amerykanów" - czytamy pod jednym ze spotów. Wcześniej przedsiębiorstwo zdecydowało się na bezprecedensowy krok i w marcu każdy amerykański użytkownik po uruchomieniu aplikacji dostał komunikat o treści: "Kongres planuje całkowity zakaz TikToka. Zabierz głos już teraz, zanim twój rząd pozbawi 170 milionów Amerykanów konstytucyjnego prawa do wolności słowa. Zaszkodzi to milionom przedsiębiorstw, zniszczy źródła utrzymania niezliczonych twórców w całym kraju i pozbawi artystów publiczności. Niech Kongres wie, co oznacza TikTok dla ciebie. Powiedz im, żeby głosowali na NIE". Pod informacją umieszczono czerwony przycisk, który umożliwiał wykonanie telefonu do członka Izby Reprezentantów mieszkającego w okolicy.
Jak informował serwis Politico, z tej opcji skorzystało sporo użytkowników. "Jest źle. Nasze telefony nie przestają dzwonić. Kontaktują się z nami nastolatki i starsi ludzie, którzy twierdzą, że spędzają cały dzień w aplikacji i nie możemy im tego odebrać" - mówił jeden z amerykańskich polityków w rozmowie z dziennikarzami. Jeden z dzwoniących miał nawet zagrozić, że odbierze sobie życie, jeśli władze zablokują TikToka. Sprawę skomentował autor ustawy, Mike Gallagher, który stwierdził, że ByteDance okłamuje użytkowników. - Jeśli faktycznie przeczytacie projekt ustawy, to zobaczycie, że nie chodzi w niej o zakaz, ale o zbycie - powiedział.